Na tropie zagadek ludzkości. Glany - fakty i mity
O zdychającej sztuce dyskursu

Aloha. Na początek – fajne cosie do posłuchania i obejrzenia (łagodnie, bo letnie noce tak mnie nastrajają).

Sia – Soon We’ll Be Found. Hipnotyzujące, dałam się wciągnąć na długo. Klip przypomina mi trochę „Twice” Little Dragon.

Bon Iver – Holocene. Typowy dla Bon Iver soft.

Neon Indian – Psychic Chasms (Anoraak remix). Buchnięte z FB AlicePoint. Mam w sieci kilkanaście miejsc, do których zawsze zaglądam w poszukiwaniu dobrej muzyki i to jest stanowczo jedno z nich. Magiczny kawałek, niesamowity klip, zmontowany z fragmentów „Błękitnej laguny” – czy ktoś jeszcze pamięta ten film? Dobry psychodelik na letnie wieczory.

Sesyje, sesyje. Zamiast uczyć się do kampanii wrześniowej, biegam sobie radośnie po krzakach i wyginam się do obiektywu. Całość niespecjalnie letnia, ale jakie lato – takie ciuchy. Przez prawie całe wakacje czekałam na jakieś sensowne temperatury i wreszcie mam. Teraz. Pod koniec sierpnia, kiedy nie dość że przygotowuję się do egzaminu na prawo jazdy i duszę się po kilka godzin dziennie za kierownicą, ale jeszcze powinnam wkuwać bezustannie i ratować swoją – obecnie wyglądającą nędznie – karierę naukową. Super. Nie wiem, kto zarządza tym pogodowym biznesem, ale jeśli chodzi o mnie, może się tego roku wypchać. Dodatkowy bonusik – udało mi się wykonać niesamowitą sztuczkę i przeziębić się przy +30 stopniach na zewnątrz. Sama radość – zamiast siedzieć po szyję w jeziorze, siedzę w szlafroku przed komputerem i jestem nieznośna.

Mój mózg ma wolne na wakacje, więc oglądam „Czystą krew” i muszę powiedzieć, że dawno żaden serial nie dostarczył mi takiej rozrywki. Ponieważ mam niegodziwy charakter i jestem cyniczna, szalenie lubię obcować z dziełami kultury masowej w celu ich późniejszego mieszania z błotem. Lubię wiedzieć o czym mówią „wszyscy”, a że nie znoszę się na czymś nie znać, staram się być na bieżąco z popkulturą. Oglądając ten serial, czuję się jak dziecko z fabryce cukierków. Zaczynając od głównej pary wielce zakochanej (główny bohater jest tak nadęty, że wampir Edward jest przy nim luźnym ziomem), aż do smaczków w stylu „panterołaków” serial jest tak przepełniony patosem, dramatem, mrokiem, gęstością i cierpieniem, że aż serce krwawi. Że to się komuś podoba – jestem w stanie zrozumieć. Ja bawię się wybornie, podsyłając najgłupsze dialogi mojej przyjaciółce i rechocząc jak żaba w błocie (tak, wiem, jestem STRASZNIE dojrzała). Ale że komuś może się to NAPRAWDĘ podobać (zakładając, że „ktoś” ma powyżej 15 lat) – nie jestem w stanie pojąć. Ale, jak wiadomo, de gustibus non est disputandum, a nie każdy serial może być „Twin Peaks”. Póki co, zostało mi jeszcze 7 odcinków tej beczki śmiechu. W czwartym sezonie jeden wampir – uwaga: spoiler – ma zlasowany mózg, inny został królem, wróżka dalej ma diastemę i zachowuje się jak Joanna d’Arc, demoniczne dziecko pisze po ścianach, a czarownice odprawiają swoje niecne rytuały. Są też gwałty, panterołaki, dużo czarów i uroków i oczywiście – atmosfera gęsta od tajemnic jak kisiel.

Do rzeczy. Sweter pochodzi z zamierzchłych czasów, kiedy miałam ok 16 lat, a laptopy były jeszcze snobistyczną zabawką, a nie podstawowym narzędziem lansu. Ja natomiast przechodziłam wtedy ostrą fazę gotycką, co oznacza że wszystko co nosiłam, musiało być czarne, makijaż nakładałam łopatą, a w domu słuchałam muzyki, która dzisiaj wykańcza mnie po 5 minutach. No, chyba, że jest to Lacrimosa. Glany są szczególnie bliskie mojemu sercu i jako ich wielka entuzjastka napiszę o nich osobno następnym razem, tym bardziej że na fali jesiennego trendu militarnego mają szansę znowu stać się bardzo popularne. Teczka jest moim wielkim odkryciem – zupełnie zapomniałam że 15 lat temu dziadek i babcia przywieźli z wakacji w Tunezji mnie i moim kuzynkom plecaki ze skóry wielbłąda. Były fajne i gadżeciarskie, ale noszenie ich do szkoły sprawiało problemy, bo ciągnęło od nich lekko stajnią. Po samym zapachu można było określić, z jakiego zwierzęcia ściągnięto skórę…Uwierzcie, iść do szkoły i rozciągać za sobą urokliwy, acz intensywny zapach nomada – bezcenne. Teczkę dostała wówczas moja mama – niewiele ją nosiła, bo niespecjalnie pasuje do jej stylu życia, ale że ma tendencję do chomikowania rzeczy z nastawieniem „kiedyś się przyda”, schowała ją głęboko w czeluściach garderoby. Kiedy na fali ostatniej mody na teczki stwierdziłam, że KONIECZNIE muszę mieć taką, ocaliła mój portfel przed ruiną, wyciągając wielbłąda. Nie ma to jak mamusina szafa.

collage

collage1

Przy okazji chciałabym gorąco zachęcić do obejrzenia galerii dwóch dziewczyn, które są autorkami powyższych zdjęć (i kilku przyszłych sesji): osobiście nie oczekuję nigdy cudów, bo jeśli chodzi o pozowanie do zdjęć, jestem jak kloc nieociosany i zazwyczaj wychodzę na nich średnio wyjściowo, ale jestem zachwycona sesjami DoniKaroliny.

P.S. Tak, palę. Oczywiście, mogę nie pokazywać się na zdjęciach z papierosem. Oczywiście mogę też sfotografować się w kostiumie Pikachu, sukni balowej albo bez makijażu – to będzie dla mnie równie naturalne i codzienne. Jeśli chodzi o promowanie palenia – zakładam, że mózg jest po to, żeby z niego korzystać i dokonywać samodzielnych wyborów.

 

Na tropie zagadek ludzkości. Glany - fakty i mity
O zdychającej sztuce dyskursu