10 piosenek z mojej przeszłości
19. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Etiuda&Anima

Jakiś czas temu pisałam o największych banałach związanych z modą. Ale oczywiście moda nie jest jedyną dziedziną, w obrębie której powtarza się radosne bzdurki nie mające pokrycia w rzeczywistości. Tendencję do wygłaszania takich truizmów mają w szczególności kobiety, że pozwolę sobie na seksistowską uwagę. Zacznę może od tego, że serdecznie nie znoszę przywoływania przysłów i wszelkiego rodzaju ludowych mądrości z poważna miną. Większość z nich jest po prostu wierutną bzdurą i – moim zdaniem – nie są ani mądre, ani życiowe. Może dlatego, że jestem wrogiem wszelkich form schematycznego, szablonowego myślenia – nie oznacza to, że mi samej nie zdarza się tak myśleć, ale wciąż nie jest to powód, żeby usprawiedliwiać zjawisko.

Dzisiaj na tapecie mamy zdanie, które sprawia, że gotuje mi się krew, czyli: 


PRAWDZIWE KOBIETY MAJĄ KRĄGŁOŚCI
W domyśle: jeśli nie mają, powinny czym prędzej udać się na cmentarzysko i niczym słonie wyczuwające nadchodzącą śmierć, zdechnąć tam w milczeniu. Najlepiej jeszcze wstydząc się braku kobiecych kształtów. 

 

Bogini Matka z Catalhoyuk prawdziwa kobieta – bo nikt nie jest bardziej kobiecy niż Bogini Matka z Catalhoyuk

 

1nieprawdziwa kobieta (Keira Knightley by Mario Testino (?), Vogue Russia – maj 2006)


Wiadomo, że tam, gdzie można zadać cios w plecy kobiecie, tam zawsze stoi inna kobieta z widelcem w pogotowiu. Dlatego zwykle przyjaźniłam się raczej z chłopakami. Przez całe życie słyszałam z różnych ust rozmaite wariacje tych samych bzdur:

– mężczyźni wolą blondynki
– mężczyźni wolą brunetki
– mężczyźni wolą blondynki, ale żenią się z blondynkami
– facet nie pies, na kości nie poleci (ale też nie sikorka, słoniny żreć nie będzie, ehehehehehe)
– prawdziwa kobieta to
– prawdziwa kobieta tamto
itd

Jak już niejednokrotnie wspominałam, miewam obawy, czy aby na pewno jestem prawdziwą kobietą. Chociaż "obawy" to chyba złe słowo, bo tak naprawdę nie tracę czasu na zastanawianie się nad takimi bzdurami. Kiedy szłam do podstawówki, mama (która wcześnie uświadomiła mi, że bociany to ściema) dała mi książeczkę dla dzieci o "tych sprawach". Nie było tam żadnych pikantnych kawałków (te były dopiero w drugiej części), za to był taki obrazek (podpisuję, żeby była jasność):

Picture

art by tattwa


Publikuję to arcydzieło sztuki współczesnej nie po to, żeby się chwalić talentem, ale dlatego, że mam wrażenie, że wiele pań zatrzymało się w rozwoju mniej więcej na tym poziomie i wbrew faktom uparcie twierdzą, że jeśli kobiety nie ma po czym poklepać – to nie jest ona prawdziwą kobietą.

Kobieto! Jeśli masz jakiekolwiek problemy z określeniem swojej płci, mam dla Ciebie proste zadanie w kilku łatwych krokach:

  • – Wstań.
  • – Skieruj się w stronę najbliższego lustra.
  • – Upewnij się, czy jesteś sama, chyba, że chcesz za chwilę odpowiadać na pytania, czy "oszalałaś do reszty".
  • – Rozbierz się do naga i stań twarzą do lustra.
  • – Zatrzymaj wzrok tam, gdzie nogi wrastają w tułów. 
  • – Jeśli w tym rejonie coś Ci zwisa albo sterczy (włosy się nie liczą), prawdopodobnie NIE jesteś kobietą. Jeśli nie – jesteś kobietą. Przynajmniej biologicznie (nie rozważam tu przypadków granicznych, jak hermafrodytyzm albo kastracja).
  • – Zapanuj nad oszołomieniem. Możesz się ubrać. 

Proste?? Bycie kobietą nie wymaga robienia żadnych dodatkowych testów. Nie trzeba mieć do tego dodatkowych kwalifikacji, a z tego co wiem, obecnie nikt na świecie oprócz lekarzy nie daje certyfikatu na przynależność do określonej płci. Wbrew temu, co twierdzą niektóre panie, prawdziwa kobieta nie musi mieć piersi jak melony i dorodnego tyłka, nie musi mieć bujnych, długich włosów i nie musi przemieszczać się na 15-centymetrowych obcasach. Jedną z najlepszych rzeczy w płci jest to, że nie musisz dokładnie NIC, aby ją mieć – natura załatwia to za Ciebie. Poza tym płeć to nie godność, nie ma ryzyka, że ją stracisz, zachowując się lub wyglądając niewłaściwie.

Wiesz już, że jesteś kobietą. Pozostało Ci tylko sprawdzić, że jesteś PRAWDZIWA. Ten test jest równie łatwy:

  • – Sprawdź, czy można zapisać Cię w formacie .jpg na pulpicie komputera (nie, nie Twoje zdjęcie – Ciebie).
  • – Upewnij się, czy nie jesteś zrobiona z czekolady, białego sera albo ziemniaków. W tym celu możesz polizać się po ręce – jeśli – myłaś się rano, nie poczujesz żadnego charakterystycznego smaku.
  • – Dziabnij się mocno w palec szpilką. Jest krew?
  • – Czy: chodzisz do toalety, śpisz, miewasz katar, mrugasz, oddychasz, musisz jeść?

Jeśli odpowiedziałaś na pytania kolejno: NIE – NIE – TAK – TAK, to gratulacje, jesteś prawdziwa.

Ostatnio na Facebooku znalazłam cytat, który mnie zainteresował i dotarłam do źródła. Nie wiem jeszcze, czy strona jest wartościowa, ale treść posta, z którego pochodziły te zdania, sprawia, że odzyskuję wiarę w ludzkość:

I loved the movie “Real Women Have Curves” that came out a few years ago. Starring America Ferrera of “Ugly Betty”, it was a terrific reminder that beauty and health are found across an entire spectrum, not just at one narrow size. But as much as I liked the movie, I hated the title. The implication was obvious: if “real women have curves”, then women who don’t have curves aren’t “real.” And that’s a very damaging message. 

Curvy women are real women. Skinny women are real women. Women who have had boob jobs or lip enhancements or liposuction are still real women. Size 0 may make no sense mathematically, but a woman who wears that size is as real as the one who wears a size 16. What makes us “real” people is not the shape of our flesh but our basic humanity. And we lose our humanity when we judge – not when we lose weight, gain weight, or make the intensely personal decision to undergo cosmetic surgery… 

Women who diet are still real women. Women who gain weight are still real women. Women who can barely fill an A cup are “real” women – and women who’ve had breast enlargements are still “real”. If we want to change the way girls feel about their bodies, we need to stop using the divisive language of “real” versus“fake. 

The girls and women you know in your life, whether you envy them or pity them, love them or hate them, are all real. The images in the magazines may be fake, but behind those images are women with real bodies, real hearts, real emotion. And even the most beautiful women can be hurt by cruel words. /Hugo Schwyzer/

Każda kobieta jest prawdziwą kobietą – niezależnie od tego, czy jej biust jest naturalny, czy wypełniony silikonem, czy też w ogóle go nie ma. Może farbować włosy, malować się, wypełniać zmarszczki rozmaitymi kwasami i wstrzykiwać sobie botoks, może chodzić w dżinsach i zostać strażakiem lub kopać rowy, może mieć dzieci lub nie, może ważyć 40 lub 140 kilogramów – to wciąż niczego nie zmienia. Bycie "prawdziwą" nie ma nic wspólnego z atrakcyjnością. 

Uznaję prawo każdego człowieka do bycia takim, jakim chce być. Ale moja tolerancja kończy się wtedy, kiedy widzę próbę oceniania innych według swoich zasad. Szczerze nienawidzę dowartościowania się czyimś kosztem – a wypowiadanie wojny nadmiernej chudości poprzez odmawianie innym kobietom prawa do określania się tym mianem to podwórkowy faszyzm. Widząc hasła w stylu "prawdziwe kobiety mają krągłości" mam wrażenie, że stoją za nimi zakompleksione kobiety z nadwagą, które nie chcą się odchudzać (ich prawo), ale chcą być uważane przez wszystkich dookoła za piękne. Chcą siłą zmienić obowiązujący kanon urody. Drogie panie, to tak nie działa.

Kobiety, nie wystarczy Wam to, że same czujecie się (jak twierdzicie) piękne? Musicie zmusić cały świat, aby uważał tak samo? Jeśli natomiast macie problemy z akceptacją własnego ciała, nie leczcie swoich kompleksów przez internet, tylko poszukajcie pomocy specjalisty albo znajdzie swój – mądrzejszy sposób – na zaakceptowanie siebie zamiast wymyślać durne hasła.

Ciąg dalszy nastąpi. Niebawem. Żądnym argumentów przeciwko "prawdziwym kobietom" i ich krągłościom, polecam artykuł Cathy Reif.

 

10 piosenek z mojej przeszłości
19. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Etiuda&Anima