Jak kupić prezenty na święta, nie tracąc godności
Etiuda&Anima 2012 - wrażenia po festiwalu

Jakiś czas temu znalazłam na blogu Michała Zaczyńskiego taki oto tekst. Jak podróżować, uczyli także niedawno chłopcy z Make Life Harder. A ponieważ znowu rozpoczął się w dziejach Polski okres, w którym z powodów ściśle związanych z temperaturą będę jeździć komunikacją miejską, postanowiłam dodać coś od siebie. Pomysł ten pojawił się po ostatnich doświadczeniach nabytych w tramwaju linii 8 w Krakowie, do którego wsiadałam całkowicie przytomna, a wysiadłam – kompletnie naćpana naftaliną. Wszystko dlatego, że przyszedł czas na wyciągnięcie z szaf futer. Starsze panie powyciągały swoje karakuły i nie tracąc czasu na wywietrzenie ich lub inną metodę zabicia tego porażającego smrodu, raźno wkroczyły w nich do środków komunikacji miejskiej.

Wyobraźcie sobie, że jedziecie sobie spokojnie, jak Pan Bóg nakazał, autobusem czy tramwajem. Nagle wchodzi Pani w wieku, który zwykło się określać czcigodnym, i zmierza w kierunku miejsca siedzącego obok Was, które – na Wasze nieszczęście – jest wolne. Pani siada z rozmachem, rzuca swoje 30 reklamówek z zakupami prosto pod Wasze nogi, dociska Was do okna i zaczyna roztaczać smród futra, które chyba prała w tej naftalinie, bo zapach jest tak intensywny, że zaczynają pulsować gałki oczne. Ona tego oczywiście nie czuje, a stylówkę ma nienaganną, więc rozpycha się jeszcze bardziej i po chwili macie futro na twarzy, w ustach i na kolanie – wystarczy 15-20 minut takiej jazdy, żeby zarobić ból głowy połączony z lekkim oszołomieniem.

Na podstawie tej sytuacji wnioskuję, że nie każdy potrafi korzystać ze środków komunikacji publicznej z klasą. Spieszę zatem z krótkim przewodnikiem, który być może uczyni życie kilku osób lepszym. Bo nie ulega wątpliwości, że coraz większa grupa ludzi najwidoczniej myśli, że „robić coś z klasą” oznacza zachowywać się jak małpa na wolności, z tym że elegancko ubrana. Otóż nie. Grace Kelly czy Audrey Hepburn prawdopodobnie nie właziły do tramwaju ze śmierdzącym kebabem.

Wielu z Was pewnie powie, że jeżdżenie komunikacja miejską to sport dla wszystkich i jeśli się komuś nie podoba, to może wozić swój burżujski tyłek taksówką. Otóż nie zgodzę się – uważam, że podstaw kultury osobistej trzeba bezustannie wymagać od ludzi i od siebie, bo inaczej całkiem schłopiejemy i zaczniemy robić rzeczy, przy których klaskanie w samolocie będzie szczytem wyrafinowania.

Gotowi? To zaczynamy.

1. Powinien być zakaz śmierdzenia

Niestety nie ma prawnego obowiązku mycia się. Niestety, bo wielu Polaków najwidoczniej oszczędza na wodzie. Ludzie – to, czy myjecie się wieczorem, to prywatna sprawa Wasza i Waszych partnerów – niektórzy lubią dyskretną woń przepoconej bielizny oraz skarpet (Napoleon ponoć lubił takie „naturalne” panie). Ale jeśli rezygnujecie z prysznica wieczorem, po ciężkim dniu, wypadałoby rano lekko się zdezynfekować. Albo przynajmniej nie podnosić rąk w autobusie podczas jazdy.

Wielu osobom wydaje się, że jak przyszła zima, to można się nie myć, bo przez kurtkę nie śmierdzi. Otóż śmierdzi i to nawet gorzej. Mamy XXI wiek i antyperspirant nie jest już uważany za wynalazek szatana, pasta do zębów też nie – warto rozważyć zakup i regularne używanie.

Problem ten dotyczy głównie panów, ale jeśli kobietom wydaje się, że mogą patrzeć na nich z góry, to nie – nie mogą. Wiele kobiet ma poważnie upośledzony węch i postępuje dokładnie odwrotnie niż sugerują to nagłówki ich blogów, głoszące „mniej znaczy więcej”. W praktyce oznacza to, że perfumy damskie powinny mieć instrukcję obsługi, bo wiele pań chyba nie widzi tego małego psik-psika na górze i zawartość butelki po prostu wylewa sobie co rano na łeb. Efekt jest jeszcze gorszy od męskiego potu, bo tamto to przynajmniej sama natura, a tutaj trzeba siedzieć w oparze chemicznych wyziewów. Pół biedy, kiedy zapach jest lekki, świeży – np. cytrusowy – i dobrej jakości. Jednak wiele Polek zdaje się preferować tzw. perfumę od Ruskich z przejścia podziemnego pod małomiasteczkowym dworcem i radośnie zlewa się „Hobo Bossem” albo „Kamilem Klinem”.

2. Nie żryj

Ma to ścisły związek ze śmierdzeniem. Ogólnie najlepiej byłoby powstrzymać się od spożycia podczas podróży autobusem czy tramwajem, jako że dorosły człowiek powinien być zdolny do tego, żeby wytrzymać 15 minut bez mielenia szczęką. Ale wiadomo, że czasami po prostu trzeba. Chcąc zachować klasę, wybieramy wtedy jak najmniej wkurzające innych przekąski, tzn. bułki, kanapki, drożdżówki, pączki, ciasteczka, obwarzanki, jogurt czy batonik. NIE ładujemy się do środków komunikacji publicznej ze śmierdzącym cebulą kebabem. W przypadku spożywania czegoś potencjalnie brudzącego, czym możemy uświnić siebie i współpasażerów (jak lody), przede wszystkim zastanawiamy się, dlaczego w wielu autobusach wisi znak zakazu wnoszenia takich rzeczy. Jeśli już zdecydowaliśmy się złamać prawo, trzymamy ręce blisko ciała i robimy wszystko, żeby komuś kto ma więcej klasy niż my nie wypaćkać spodni. Nie kruszymy, nie bekamy po jedzeniu, nie mlaskamy i zamykamy paszczę podczas żucia. Niby proste i oczywiste, a jednak nie każdy o tym pamięta.

Jeśli chodzi o dłuższą podróż – np. PKSem czy pociągiem, zasady są podobne. Wiadomo, że jak trzeba coś zjeść, to trzeba, ale stanowczo NIE zabieramy w podróż jajek na twardo, kanapek z paprykarzem i niczego, co śmierdzi jak rozkładające się zwłoki. Bułka z szynką i serem to to zdecydowanie lepszy wybór. Nikogo nie obchodzi to, że jajka na twardo są elementem polskiej tradycji podróżniczej i robimy tak, jak nas nauczyła babcia.

3. Skomplikowana logistyka

Przechodzimy do części najtrudniejszej, z którą nie radzi sobie większość użytkowników komunikacji miejskiej. W praktyce wygląda to tak, że kiedy autobus/tramwaj staje na przystanku, jednocześnie ruszają dwie fale: bydło ze środka tratuje się w drodze do wyjścia, a bydło z zewnątrz napiera z drugiej strony (każdy, kto widział kiedyś jak krowy idą drogą, wie, dlaczego mówię o bydle). Powodowane jest to dwoma czynnikami: po pierwsze ludziom się wydaje, że jak oni wejdą szybciej, to szybciej pojadą. Widzimy tu efekty kiepskiej edukacji z zakresu matematyki – człowiek patrzy na tłum ludzi, nie potrafi przeliczyć ich ilości na czas, konieczny do upakowania tego tłumu we wnętrzu pojazdu i w efekcie zachowuje się jak orangutan. Drugi problem to po prostu stadny instynkt, który zamienia homo sapiens w bezmyślną owcę (jak wiemy z Familiady – więcej niż jedno zwierzę to owca albo lama), tratującą wszystko co stanie na drodze.

Proszę państwa. NAJPIERW SIĘ WYSIADA, A POTEM SIĘ WSIADA (poniżej obrazek instruktażowy). To podstawowa zasada użytkownika komunikacji miejskiej. Pomyślcie przez moment – przecież jak pozwolicie tym ludziom wysiąść, to będzie więcej miejsca dla Was – same plusy! Do wyjścia idziemy spokojnie, z godnością, używając słowa „przepraszam”, jeśli trzeba, po wyjściu oddalamy się od drzwi pojazdu, NIE stajemy przed nimi, szukając nagle czegoś w torebce/odbierając telefon/wiążąc sznurówkę.

Picture

W agresywnym natarciu na drzwi autobusu wyspecjalizowane są zwłaszcza babcie autobusowe (nie mylić z normalnymi starszymi paniami), które walczą o pierwszeństwo z siłą rugbysty po to, żeby 10 sekund później omdlewać ze zmęczenia nad głowami siedzących pasażerów, dając wyraźne sygnały do ustąpienia miejsca (ustępowaniem miejsca zajmiemy się w następnym punkcie). Babcie autobusowe to niesamowite istoty, obdarzone lisim sprytem i mocnymi łokciami. Nie dajcie się zwieść – energii wcale im nie brakuje, a reklamówki, które babcia kładzie na wolnym siedzeniu obok siebie, wcale nie leżą tam przypadkiem. Nie, nie zdejmie ich – młody jesteś, postoisz, a jej się siatki zmęczyły. Nie, nie przesunie się do okna na podwójnym siedzeniu, nawet jeśli jedzie do samego końca trasy – przeciskaj się, co ją to obchodzi. Babcia dobrze wie, że wiele osób nie lubi się przeciskać i istnieje spora szansa na to, że całą trasę przejedzie bez towarzystwa. Stojąca babcia stanie zawsze:

a) przy drzwiach, zwłaszcza wtedy, gdy ma zamiar wysiąść na ostatnim przystanku

b) zasłaniając automat biletowy (okienko do sprzedawania biletów u kierowcy) / kasownik

c) tam, gdzie jest miejsce dla wózków – bo co ją wózki obchodzą

d) przed Tobą lub nad Tobą

e) przy jedynym otwartym w autobusie oknie, rzucając się do zamknięcia

Oczywiście tak naprawdę nie chodzi tu o żadne babcie. Najbardziej upierdliwym gatunkiem podróżników miejskich są małolaty wychowane na reality shows i tzw. „panie w pretensjach”, często z pieskami pod pachą. A tak naprawdę – robią to wszyscy.

4. Ustępowanie miejsca

Będę kontrowersyjna – to wcale nie jest obowiązek. Ustąpienie miejsca siedzącego starszej osobie albo kobiecie w ciąży to nie nakaz prawny, ale uprzejmość. I jak za każdą uprzejmość, wypada za nią podziękować, zamiast z miną „no wreszcie” uwalać się ciężko od razu na zwolnione siedzenie. Co może zaskoczyć wiele osób, zwyczaj ten nie jest normą obyczajową na całym świecie, a wręcz przeciwnie. W wielu krajach poczytane byłoby to wręcz za obrazę (ustępując miejsca, zakładasz, że stojąca osoba jest tak stara albo zużyta, że nie ustoi) – kiedy podczas wyjazdu do Włoch ustąpiłam z uśmiechem miejsca jakieś starszej kobiecie, spojrzała na mnie tak, jakbym spadła z byka i przeszła na drugi koniec pojazdu. Nie zauważyłam tego zwyczaju także w londyńskim metrze. Nie twierdzę, że to się nie zdarza, ale mam wrażenie, że tamtejsi emeryci nie mają po prostu aż tak roszczeniowej postawy jak babcie autobusowe.

Nieustąpienie miejsca potrzebującej tego osobie nie jest chamstwem, tylko brakiem empatii. Natomiast wiszenie nad kimś, trącanie go w znaczący sposób albo publiczne narzekanie na „niewychowaną młodzież” jest objawem buractwa z górnej półki i jako takie, powinno być karane postojem aż do samej śmierci. Jeśli faktycznie musisz usiąść, a nikt nie pali się do wstawania – POPROŚ. Jeśli duma Ci nie pozwala, to miłego stania.

Osobiście przyjmuję prostą zasadę. Im bardziej ktoś daje mi do zrozumienia, że powinnam wstać, tym wygodniej rozpieram się na siedzeniu. Po czym – na złość natrętowi – ustępuję miejsca pierwszej lepszej starszej pani, która zachowuje się z godnością.

5. Podróżowanie z bagażem lub zwierzęciem

Nikogo nie obchodzi, że Tobie jest tak wygodniej – zdejmij z ramion ten cholerny plecak. Nikomu nie imponuje styl „na taternika”. W pociągu połóż walizkę na półce nad głową, zamiast stawiać ją w przejściu. Jeśli nie jesteś w stanie jej podnieść, to poproś o pomoc, na pewno ktoś się znajdzie. Jeśli nikt nie chce Ci pomóc, prawdopodobnie jest z Tobą coś nie tak (wróć na przykład do punktu 1. tego tekstu), bo zwykle nie ma z tym problemu.

Wchodząc z wypakowanym plecakiem do autobusu i obijając nim ludzi dookoła licz się z tym, że któregoś pięknego dnia zahaczysz o jakiegoś dresa i dostaniesz w zęby. I uwierz mi – prawdopodobnie cały tramwaj będzie stał nad Wami i dopingował agresora.

Jeśli podróżujesz ze zwierzęciem, upewnij się, czy Twój pieszczoch potrafi się zachować i np. nie ociera się o ludzi zaślinionym pyskiem. W sytuacji kiedy jesteś po drugiej stronie barykady i widzisz kogoś, kto wchodzi do autobusu z psem – trzymaj ręce przy sobie. Dla wielu właścicieli psów dotykanie ich sierściuchów bez pytania jest jak wkładanie obcej kobiecie ręki za dekolt. I mają rację.

 

Jak kupić prezenty na święta, nie tracąc godności
Etiuda&Anima 2012 - wrażenia po festiwalu