Przyjemność tekstu. Jak czytać, jak żyć
Jak jeździć tramwajem

Na końcu posta jest konkursik, ale zachęcam do przebrnięcia przez tekst.

Powiem to wprost: nienawidzę galerii handlowych. Nie lubię pośpiechu, jaki towarzyszy wielu osobom robiącym tam zakupy, szaleńczego polowania na okazje, raniącej mojej uszy muzyki i sztucznego światła, które wraz z klimatyzacją sprawia, że po chwili czuję, jak moje oczy zamieniają się w dwie grudki piasku. Mój absolutny rekord galeryjny z ostatnich lat to 3 godziny spędzone na zakupach z koleżanką, po upływie których wróciłam do domu z potworną migreną i – za przeproszeniem – udałam się do łazienki wyrzucić z siebie przykre wrażenia. W sensie, zemdliło mnie. Od tego czasu unikam takich wycieczek. Może innym ten sport odpowiada – pamiętam, że kiedy byłam nastolatką (wiecie, dzieci, kiedy babcia była młoda….), naprawdę mnie to bawiło. Galerie wciąż miały urok nowości,a spędzenie tam całego dnia wydawało się dobrym wyborem, kiedy człowiek już zerwał się ze szkoły na wagary. Dzisiaj nie daję już rady. Zakupów najchętniej nie robiłabym wcale, a jeśli już muszę – załatwiam to przez internet. Jedynie po jedzenie chodzę do sklepu, ale głównie dlatego, że ów sklep znajduje się w mojej kamienicy na parterze, nie jest filią żadnej wielkiej sieci (stop korporacjom!) i sprzedają tam przesympatyczne panie. 

Jeśli robicie świąteczne zakupy przez internet, weźcie pod uwagę, że za kilka dni poczta i kurierzy będą rozwozić tysiące paczek osób, które odłożyły to na ostatnią chwilę – nie dajcie się wciągnąć w to szaleństwo i nerwowe oczekiwanie "dojdzie? nie dojdzie?". Najlepiej załatwić to w tym tygodniu, wtedy macie jeszcze trochę czasu na odebranie przesyłki, która na pewno znajdzie się u Was na czas. Potem zwykle wygląda to tak, że ludzie nie potrafią przyznać się do własnej głupoty i wyskakują z pyskiem na bogu ducha winnych sprzedawców, którzy nadali paczkę zgodnie z regulaminem sklepu (warto przeczytać go przed zakupem) i pracowników urzędów pocztowych, którzy nie mają żadnego wpływu na sprawę. Nic nie zabija świątecznego nastroju tak skutecznie, jak jakaś wredna jędza albo brzuchaty frustrat, którzy robią rozpierduchę na poczcie albo w sklepowej kolejce.

W ogóle nerwowa atmosfera zakupów zabija całą przyjemność z wybierania prezentów. Nie znoszę chodzić po sklepach w stresie, ze świadomością, że święta już jutro, a ja olałam sprawę i robię to na ostatnią chwilę. Zawsze staram się wybrać coś wcześniej, przemyśleć, co chcę kupić, a potem stopniowo odhaczam z listy kolejne rzeczy – buszowanie po galeriach handlowych bez konkretnego celu często kończy się niepowodzeniem i pełnym rezygnacji sterczeniem w kilometrowej kolejce z pierwszą lepszą rzeczą w ręku.

Osobiście nie jestem fanką dawania w prezencie pieniędzy. Nie lubię tego zwyczaju i chociaż robię to na czyjąś wyraźną prośbę (np. przy okazji wesel), czuję niesmak. Lubię wybierać upominki i najbardziej cieszę się wtedy, gdy coś co wybrałam, jest przez obdarowaną osobę często używane. Tak jak miś Bukowski, którego kupiłam na roczek mojej chrześnicy – dzisiaj Maja jest już w przedszkolu, a jej misiek wygląda jak ścierwo oskubanego kurczaka, bo dziewczę zakochało go na śmierć. Sama nie przywiązuję wagi ani do rocznic, ani świąt ani do tego, co od kogo dostaję – nie jestem specjalnie sentymentalna i zdecydowanie bardziej wolę dawać prezenty, niż dostawać. Jeśli chodzi o moje upodobania, w zupełności urządza mnie butelka Campari, zaproszenie na dobry obiad lub do kina albo para ciepłych, wełnianych skarpet (kto czyta mojego fanpejdża, wie, dlaczego). Dostałam w życiu kilka wyjątkowych rzeczy – prowadzonego dla mnie bloga, rysunki i laurki od znajomych, napisaną specjalnie dla mnie piosenkę, kamień z Himalajów. Ale na co dzień pozostaję pragmatyczna i praktyczna – i takie prezenty są moim zdaniem najlepsze.

Idealny upominek to dla mnie albo coś wyjątkowo osobistego, podkreślającego głęboką więź albo przedmiot, który łączy estetykę z praktycznym zastosowaniem. Pole do popisu jest ogromne. Osobom, które jeszcze nie zrobiły świątecznych zakupów, dedykuję mój miniprzewodnik po świecie bożonarodzeniowych prezentów.

 

1. Precz z motywem Mikołaja

Nie kupujemy niczego "świątecznego". Nawet na wigilię klasową w gimnazjum – takie gadżety są zabawne przez około tydzień, później wyglądają po prostu tandetnie, a w okolicy wakacji nie wiadomo, co z nimi właściwie zrobić. Oczywiście, są wyjątki, ale wybranie dla kogoś kubka z napisem "wesołych świąt, hohoho" i narysowaną choinką, to pójście po linii najmniejszego oporu. Serio, jeśli chcesz zrobić komuś prezent na odczepnego, kup mu pudełko Rafaello albo Merci. Albo przynajmniej dużą Milkę.

2. STOP czekoladowym penisom

Kapcie i poduszki w kształcie cycków, penisy z mydła i ciasteczka w kształcie gołych bab nie są śmieszne nawet na wieczorze kawalerskim czy panieńskim. Nie wiem skąd pomysł, że mogą być zabawne w święta. O ile jeszcze słodycze czy kosmetyki o tym kształcie zwyczajnie się zużywają i nie ma z nimi problemu, to kubki, poduszki, myszki komputerowe i inne badziewie w tym stylu zwykle lądują na strychu albo prosto w koszu na śmieci.

Chyba, że mówimy o 15-letnich chłopcach. Tych wolniej dojrzewających jeszcze to może bawić w takim wieku. Później staje się to co najmniej dziwne.

Zanim kupisz takiego pseudozabawnego obrzyda, pomyśl przez chwilę, że to nie Tobie ma podobać się prezent. Jeśli tak bardzo bawią Cię wypchane cycki na kanapie, nikt nie zabrania Ci nabyć takich do własnego mieszkania.

3. Ostrożnie z książkami

Książka to wbrew pozorom bardzo trudny prezent. Jeśli nie znamy gustu obdarowanej osoby i kupimy jej coś, co ostatnio rzuciło nas na kolana, możemy być zaskoczeni i rozczarowani jej reakcję. Bo czasami tak jest, że człowiek wyskakuje z Heglem w prezencie, a solenizant marzył o nowej książki Mai Sablewskiej. Samo życie. Jeśli chodzi o mnie, trzymam się jednej zasady – nie kupuję nigdy książek, które uważam za bardzo, bardzo złe. Do ostatniej krwi będę bronić poglądu, że istnieją książki, które nie powinny nigdy powstać i nie chcę brać udziału w degeneracji czyjegoś gustu literackiego i w nabijaniu kieszeni jakiejś literackiej miernoty.

Dobrym wyborem są zbiory opowiadań albo mniej znane powieści ulubionych pisarzy obdarowywanej osoby. Można też zaryzykować z gorącymi nowościami, ale tylko w przypadku, kiedy jesteśmy pewni, że nikt inny nie wpadnie na ten sam pomysł i że książka nie stoi już na półce w domu naszej ofiary.

Płyt z muzyką w ogóle nie kupuję, bo płytę CD uważam za przedmiot archaiczny, w dodatku jest to nośnik nietrwały. A jeśli ktoś nie dysponuje sprzętem i porządnymi głośnikami (te w laptopie w ogóle się nie liczą), to o wiele lepiej kupić legalnie album z mp3. Co innego winyle – winyle to prezent stylowy i jeśli ktoś ma w domu adapter, to taka płyta (nawet używana, znaleziona w jakimś małym sklepiku) będzie dla melomana prawdziwym skarbem. Winyle nie są archaiczne – są oldchoolowe.

Z filmami jest trochę łatwiej, chociaż jest to prezent jedynie dla kolekcjonera. Ja na przykład czasami kupuję bajki Disney'a na DVD mojej chrześnicy, która ogląda je aż do znudzenia. Ale pomijając już nawet fakt, że DVD niebawem wyginie jak dinozaury za sprawą Blu-Ray, warto przed zakupem zastanowić się, czy nasz cel lubi zbierać kurzołapy na półce. Zwykły film na DVD to banał – warto poszukać kolekcjonerskiego, reżyserskiego wydania, specjalnych boxów z dodatkami, limitowanych edycji kultowych obrazów. Jeśli chcemy zaszaleć, możemy kupić komuś np. całą kolekcję dzieł ulubionego reżysera.

4. Bielizna – śliska sprawa

agent-provocateur-pink-kiki-kimono-product-2-997614-049159928_large_flexPrzede wszystkim – nie kupuj bielizny kobiecie, jeśli z nią nie sypiasz. Chyba, że chodzi o ciepłą pidżamę w słoniki. Ale jeśli masz na oku czerwone koronki, to prezent zostanie prawdopodobnie odebrany jednoznacznie. Niektóre panie lubią taką szczerość, inne poczują się zawstydzone, a jeszcze inne dadzą Ci w pysk pudełkiem. Druga sprawa to rozmiar – jeśli nie znasz dokładnego rozmiaru, to albo wstrzymaj się z zakupem, albo kup za małe. NIGDY nie kupuj kobiecie za dużych ubrań, zwłaszcza jeśli chodzi o bieliznę. W najlepszym wypadku zrobi jej się przykro lub głupio, w najgorszym – będziesz spędzał święta bez dziewczyny. Jeśli sprawa Cię przerasta, poproś o pomoc jej siostrę lub najlepszą przyjaciółkę. Pamiętaj, że w wielu sklepach bielizny nie można zwrócić albo wymienić.

Jeśli Twoja kobieta nosi na co dzień prostą, bawełnianą bieliznę, nie kupuj jej od razu czarnych koronkowych stringów i gorsetu. Założy to pewnie raz (lub wcale), żeby Ci zrobić przyjemność i prezent wyląduje na dnie szafy. Poszukaj czegoś, co będzie albo w jej guście, ale bardziej eleganckie, albo czegoś, co można uznać za kompromis pomiędzy Waszymi oczekiwaniami. A najlepiej po prostu słuchaj, kiedy podczas zakupów albo przeglądania czasopisma mówi do Ciebie "zobacz, jakie ładne!".

Jeśli chodzi o mężczyzn, to bokserki czy slipy dobrej marki można kupić w prezencie nawet ojcu i nie ma w tym nic dziwnego. Ale także jest to raczej gest świadczący o pewnej zażyłości – o ile kupienie czegoś takiego jest całkiem fajnym pomysłem na prezent dla kumpla z klasy czy z roku podczas grupowej wymiany prezentów, to niekoniecznie sprawdzi się także w przypadku kolegi z pracy, którego znasz z widzenia i który wygląda na zamkniętego w sobie. 

5. Wielce wymowne

Wypchaj się swoimi dobrymi intencjami. Nie kupuj nikomu kosmetyków na trądzik, dezodorantów, wyszczuplającej bielizny, karnetu na siłownię ani kuponu na wybielanie zębów, chyba, że zostaniesz o to wyraźnie poproszony. W takiej sytuacji krępujący prezent wręcza się dyskretnie i nie robi z tego wielkiego halo – nie każdy ma do siebie dystans, i takie sytuacje nie są dobrym momentem na pracę nad tym. 

6. Pozorne przydasie

Czyli tzw. kurzołapy. Badziewie, którego prawie nikt nie kupuje z własnej woli, za to niemal każdy ma w domu. Ofiarowywane podczas wszelkich możliwych okazji przez ludzi bez wyobraźni, którym nie chciało się poświęcić chwili czasu na wymyślenie czegoś lepszego. Często funkcjonują jako tzw. "prezenty przechodnie", krążąc między kolejnymi ofiarami jak klątwa, aż w końcu trafią na półkę kogoś, kto lubi kurz. Albo lubi go ścierać.

Przydasie to wszystkie rzeczy, które teoretycznie są praktycznie, ale w rzeczywistości okazują się zbędne, tzn. po wyrzuceniu ich z domu nie tracimy zupełnie nic. To wszystkie ramki, świeczniki, figurki, skarbonki, wazoniki, kuferki, skrzyneczki, ozdobne poduszki i 90% asortymentu sklepów takich jak Flo. To najczęściej wybierane (bo najtańsze i pozornie najładniejsze) na prezenty przedmioty – zwłaszcza dla osób, których nie znamy za dobrze.

Wiecie, moja babcia zbiera anioły. Różne – takie drewniane i ceramiczne, witrażowe i z gipsu. Wiesza sobie je na ścianie i uzbierała już całkiem niezłą kolekcję. Nie biorę w tym udziału, bo dostaje kolejne okazy przy każdej możliwej okazji od przyjaciół i rodziny – ale w tym wypadku ma to przynajmniej jakiś cel. Kolekcjonera zawsze ucieszy nowy obiekt w kolekcji. Większość babć także ucieszy się ze ładnego zdjęcia swoich wnuków oprawionego w ramki. Ale nie zaśmiecajcie ludziom życia bez powodu ("bo ładne" nie jest powodem) – poważnie, lepiej już kupić komuś parę skarpet albo butelkę wina.

7. Naprawdę praktyczne

Jeśli chcecie kupić coś naprawdę praktycznego, postawcie na jakość – tego typu prezenty wydają się najłatwiejsze, ale często wiążą się z dużymi kosztami. W dodatku musicie wiedzieć, czego tak naprawdę potrzebuje dana osoba – wbrew pozorom kubek to nie zawsze dobry wybór (chociaż ja to bym chciała taki litrowy, takiego nie mam). Podobnie z kosmetykami – jeśli nie wiecie, jakich używa Wasza ofiara, lepiej nie ryzykować. Osobie, która właśnie wprowadziła się do świeżo kupionego mieszkania, na pewno przydadzą się wszelkie akcesoria w stylu nowych ładnych ręczników, kompletu kieliszków do wina albo dizajnerskiego zagara ściennego – z takich gadżetów cieszą się zwłaszcza kobiety, które lubią mieć ładnie urządzoną przestrzeń i nie tolerują starych, zużytych przedmiotów.

Zasada jest moim zdaniem prosta – im mniej zamożna osoba, tym bardziej praktyczną (i potrzebną jej) rzecz kupujemy. Pewnie, można kupić piękną biżuterię, etui na telefon albo klocki Lego dla dużych chłopców, ale jak człowiek nie ma rękawiczek albo szalika na zimę, to takie gadżety cieszą go jakby mniej. A nie zawsze są pieniądze, żeby kupić sobie te najpotrzebniejsze przedmioty, zwłaszcza w okolicy świąt.

Chociaż może to tylko ja jestem taka spaczona – nic nie ucieszyłoby mnie w tej chwili bardziej niż grube rękawice z kożuchem Ugg, na które patrzę tęsknie, bo nie stać mnie w tym momencie na takie szaleństwo. 

Idąc tym tropem, zapalonemu wędkarzowi może przydać się piersiówka, ale ten sam gadżet nie znajdzie zastosowania w życiu wielu innych panów. Zapalniczka Zippo to praktyczny upominek dla palacza, jednak warto przed zakupem sprawdzić, czy obdarowywana osoba nie zamierza przypadkiem rzucać palenia. W tym roku – jak co roku – absolutnym numerem jeden jest dla mnie terminarz, ale tego nie chciałabym dostać od kogoś w prezencie. Terminarz to dla mnie zbyt poważna sprawa, żeby pozwolić komuś innemu go wybierać.

Kupowanie praktycznych rzeczy małym dzieciom jest złe. Więcej niż złe – to czysta podłość. 

collage

8. Sprawiedliwe

Jednym z najbardziej paskudnych pomysłów na prezent jest kupienie pani domu czegoś…dla domu. O ile wręczenie nowożeńcom zastawy stołowej lub nowego tostera jest jak najbardziej w porządku, to sytuacja kiedy ona znajduje pod choinka mikser, a on – butelkę szkockiej, jest co najmniej niesprawiedliwa. Prezenty zawsze kupujemy z myślą o konkretnej osobie, nie o domu. Jeśli wybieramy coś, co ma służyć całej rodzinie, to wtedy można zastanowić się nad kosiarką, basenem w ogrodzie, albo mikrofalówką. Ale jeśli kupujemy Kowalskim elegancką pościel, to nie dorzucamy Kowalskiemu bonusowej flaszki Wyborowej albo kalendarza z gołymi panienkami.

Zastanawiacie się pewnie, jak pogodzić to z tym, co pisałam powyżej – o praktycznych prezentach w stylu kompletu filiżanek. To proste – zupełnie inaczej traktuje się swoje mieszkanie, gdy jest ono tylko i wyłącznie TWOJE, a przedmioty, które się w nim znajdują, są użytkowane tylko przez Ciebie. Wiele mieszkających samotnie osób ma słabość do efektownych przedmiotów – w tej sytuacji nawet ręczniki mogą być elementem wystroju wnętrza, a oryginalne szklanki świadczą o tym, że gospodarz przywiązuje wagę do detali. Kiedy mieszkanie staje się domem dla całej rodziny, tego typu przedmioty tracą swoje osobiste znaczenie, przestrzeń staje się wspólna i prywatność zaczyna być ograniczona do konkretnych pomieszczeń. W tej sytuacji trudno ofiarować komuś komplet eleganckich ręczników i oczekiwać, że używać ich będzie tylko obdarowany – taki prezent po prostu nie jest sprawiedliwy. A dziwnym trafem takimi niespodziankami zaskakiwane są zwykle kobiety…

9. Kreatywne i własnoręcznie wykonane…

poduszka_rozgrzewajacaczyli prawdopodobnie najszybsza droga do serca kobiety. Nie mówię tu oczywiście o biżuterii z makaronu (chyba, że masz 6 lat i robisz prezent dla mamy) ani o haftowaniu ukochanemu makatki z Waszym portretem – nie znam żadnego faceta, który lubi takie ckliwe klimaty. Jeśli masz jakiś talent (albo hobby), to wykorzystaj go – śmieszna karykatura albo obraz, uprowadzenie w ciekawe miejsce, zabawa w poszukiwanie prezentu według rozmieszczonych starannie wskazówek, albo wykonany na zamówienie (lub własnoręcznie) t-shirt to dobra opcja na prezent dla osób, które lubią być zaskakiwane i są otwarte na spontaniczne propozycje. 

Ojcu, bratu lub mężowi (albo przyjaciółce, dziewczyny też lubią poszaleć), który interesuje się motoryzacją, można wykupić przejażdżkę za kierownicą Porsche lub Lamborghini (taką nagrodę można otrzymać np. za punkty zbierane w systemie PayBack), a zmęczonej codziennością mamie lub siostrze – seans w SPA lub u kosmetyczki. Masaż gorącymi kamieniami lub czekoladowy zabieg na całe ciało to 100% frajdy i relaksu.  Swojego chłopaka lub dziewczynę możesz uszczęśliwić biletem na wydarzenie, które chciałby / chciałaby zobaczyć na własne oczy – niezależnie od tego, czy będzie to opera czy gala boksu zawodowego, w ramach prezentu przewidziany powinien być też Twój udział w tej imprezie. Pole do popisu jest naprawdę ogromne – można opłacić komuś czas w studiu nagrań, udział w specjalistycznych warsztatach lub szkoleniu, prenumeratę ulubionego magazynu, karnet na festiwal muzyczny lub filmowy, trening jazdy konnej, tenisa albo jazdy na nartach, na które nie każdy może sobie pozwolić…sky (and wallet) is the limit. 
Świetnym pomysłem są także rzeczy robione na zamówienie – unikalna biżuteria, dzieło sztuki (rzeźba lub obraz), dizajnerski mebel z pracowni. Personalizacja produktów to stale rozwijająca się nisza i warto poświęcić temu uwagę – wygrawerowana dedykacja na zegarku lub osobisty wzór wybity na okładce notesu sprawi, że prosty prezent stanie się jedyny w swoim rodzaju. Nawet kilkuzdaniowa notka może zmienić kupioną w Empiku książkę z czegoś, co było wynikiem 30-sekundowych zakupów w niepowtarzalny, osobisty upominek.

Powyższe propozycje wiążą się w większości ze sporymi wydatkami – jeśli nie stać Was na takie szaleństwo, zawsze można wykorzystać swoje umiejętności. Pyszne ciasteczka (lub – niech będzie – muffinki) albo zrobiona na drutach czapka czy szalik to opcja nieco tańsza, ale pracochłonna. Jeśli jednak w portfelu masz przeciąg i liczysz grosze na jedzenie, zawsze możesz wręczyć zaprzyjaźnionej parze np. specjalną kartę niewolnika, która upoważni ich np. do wezwania Cię o dowolnej porze i w dowolnym terminie do opieki nad ich dzieckiem, psem lub szczurem. 

390297_525859794105011_345337414_n

tumblr_lzn899CO0D1qcai27o1_500

10. Zabawne i niezobowiązujące

Idealne między przyjaciółmi, którzy znają swoje potrzeby i typ poczucia humoru. Ważne, żeby nie przekroczyć cienkiej granicy między tym, co urocze lub ironiczne oraz kiczem i brakiem jakiegokolwiek zastosowania. Przykładowo notes lub magnesy na lodówkę z lalką Barbie wykorzysta się tak czy inaczej, ale różową torebkę z myszką Diddl – już niekoniecznie. Kiedy byłam w ogólniaku, hitem były wielkie długopisy z przyczepionym na górze zwierzakiem lub np. wielkim piórem. Sama jestem fanką breloczków z maskotkami Nici – pierwszy dostałam w wieku 15 lat na urodziny i od tego czasu za każdym razem, kiedy zmieniałam mieszkanie, wymieniałam też miśka przy kluczach. Zerwałam z tym zwyczajem dopiero przy obecnej kwaterze – bynajmniej nie dlatego, że z tego wyrosłam. Nie uważam, że to specjalnie urocze czy słodkie, po prostu lubię te maskotki.

Puchate kapcie, zabawna pidżama, czepek pływacki z płetwą rekina lub Twister (do Twistera zwyczajowo dołącza się pół litra, wtedy staje się prezentem idealnym) mają szansę zrobić furorę nie tylko przy świątecznej wymianie prezentów, ale także z okazji urodzin. Alkochińczyk lub alkoszachy wydają się tandetne, ale w praktyce dostarczają wielu osobom naprawdę dobrej zabawy – a przecież chyba własnie o to chodzi. Prezent nie zawsze musi być stylowy i – jak już pisałam – nie powinien być wybierany pod kątem tego, co sami chcielibyście dostać.

irregular choice

original

tumblr_lkk0w0H0dW1qf1m5p

 

 

Na zakończenie mam dla Was…

KONKURS
świat się kończy (dosłownie)

sukces-wedlug-teen-vogue-praktyczne-porady-tych-ktorzy-rzadza-swiatem-mody-b-iext2586892

A skoro już się kończy, to co mi zależy. Napiszcie w komentarzu pod tym postem, jak wygląda najlepszy Waszym zdaniem prezent, który w tym roku zamierzacie komuś wręczyć na święta – i dlaczego to akurat ten. 

Regulamin konkursu zakłada, co następuje:
1. Nie trzeba niczego lubić, nawet mnie nie musicie. Bez łaski. Ale jak macie ochotę, to to jest link do fanpage – za polubienie nie przyznaję żadnej taryfy ulgowej i nie sprawdzam tego.
2. NIENAWIDZĘ wierszyków, więc odpowiedzi w formie rymowanej odrzucam od razu. Chyba, że ktoś pisze na poziomie Herberta i powali mnie swoim talentem poetyckim.
3. Lubię kreatywność, nie jestem specjalnie wrażliwa, nie rozczulam się nad tym co urocze i słitaśne. Lot balonem punktowany będzie wyżej niż zrobienie komuś kawusi z serduszkiem albo wydeptanie "kocham Cię" na śniegu. Chociaż tak naprawdę wszystko zależy od tego, JAK o tym opowiecie.
4. Konkurs kończę w niedzielę (16.12.12) o północy, więc macie od groma czasu na bycie kreatywnym. Z autorem najlepszej odpowiedzi skontaktuję się mailowo – więc KONIECZNIE zostawcie w wiadomości swój adres. Przesyłka zostanie nadana kiedy tylko dostanę adres do wysyłki – powinna jeszcze dojść przed świętami.

Nagroda może nie jest warta tego, żeby spędzać tydzień nad zadaniem konkursowym, ale jak na napisanie kilku zdań nie jest chyba aż tak słaba. Autor(ka) najlepszej odpowiedzi otrzyma książkę "Sukces według Teen Vogue", a w przypadku osoby mieszkającej w Krakowie – stawiam dodatkowo piwo w jakiejś fajnej knajpie, termin do uzgodnienia.

 

Przyjemność tekstu. Jak czytać, jak żyć
Jak jeździć tramwajem