Moja światła teoria związków
Kto się boi Lenina?

Moje blogowe sympatie nie są dla nikogo tajemnicą. Trochę gorzej z antypatiami, bo nie znajduję specjalnej frajdy w hejtowaniu kogokolwiek i to, że ośmielę się z kimś nie zgodzić, nie ma podłoża osobistego. Kiedy zaczynałam poruszać bardziej kontrowersyjne dla blogosfery tematy i odnosić się krytycznie do wypowiedzi innych, zakładałam naiwnie, że to wygląda tak jak w moim otoczeniu – jest dyskusja, fruwają pióra, patrzymy na siebie z nienawiścią i adrenalina skacze, ale po zakończeniu tematu umawiamy się na inny dzień i ze szczerą sympatią dopijamy piwo. Bo to, że ostro krytykuję czyjeś poglądy, nie oznacza, że uważam go za głupszego od siebie albo że go nie lubię.

Coraz częściej widzę, jak hermetyczna jest społeczność polskich blogerów – nie to, żeby nie dało się do niej wejść, bo istnieje wiele kanałów, którymi można wepchnąć się pomiędzy znane z internetu osobistości. Ale śledząc fanpejdże popularnych blogów uderza mnie powtarzalność tematów, nazwisk, wrażenie koła zamkniętej adoracji – otwartego na świeżą krew, ale wyposażonego w cały pakiet wewnętrznych napięć i zależności. I mimo, że poznałam niektórych blogerów osobiście i bardzo polubiłam, nie wiem, czy chcę być tego częścią. Bo liczę na to, że gdybym w kulturalny sposób nie zgodziła się np. z Venilą i podjęła na blogu polemikę z jej tekstem, Magda nie obraziłaby się na mnie, tylko potrafiłaby obronić swoje zdanie. Niestety, jeśli chodzi o większość – odnoszę zgoła przeciwne wrażenie. Nie chcę oglądać się przez ramię, czy przypadkiem nie uraziłam uczuć kogoś, z kim się po prostu nie zgadzam – nie jestem zachowawcza i nie boję się mówić tego, co myślę, więc nie chcę, żeby mój blog taki był.

Owszem, lubię, kiedy ludzie się ze mną zgadzają. Ale lubię jeszcze bardziej, kiedy tego nie robią i wyciągają z rękawa celne, mocne argumenty, którymi rozwalają mój tok rozumowania w pył. Bo – wybaczcie – naprawdę nie czuję przyjemności z rozmowy z kimś, bo nie potrafi dyskutować.

Niemniej przypomniany przez JestKulturę Share Week to pomysł naprawdę fajny. Z tego co pamiętam, regularnie polecam Wam blogi i inne miejsca w sieci, które śledzę z oddaniem, więc jeśli chcecie przyjrzeć się temu z bliska, kliknijcie w etykiety „polecam”, „blogi” i „follow dowolny dzień tygodnia” (obiecuję, że któregoś dnia zrobię porządek z tymi etykietami i będzie wszystko czarno na białym). W tym miejscu mogłabym Wam polecić dziesiątki stron, które naprawdę lubię, ale nie będę wracać do tego, co opisywałam już wcześniej – skupię się na tym, co czytam od niedawna. 

 
1. Zombie Samurai. Mam wrażenie, że wszyscy znają go osobiście, tylko nie ja. Trochę mnie przeraża, ale czuję instynktownie sympatię – jak zawsze wobec kogoś, kto nigdy nie boi się sprowadzić innych do parteru. Przemądrzały i złośliwy, piewca minimalizmu w layoucie bloga, dla którego mój szablon jest zapewne abominacją (w sumie dla mnie też jest). Ogólnie – lubię bardzo.

2. Zwierz popkulturalny. Znałam wcześniej tego bloga ze słyszenia, ale jakoś zawsze brakowało czasu na bliższe zapoznanie. Po ostatniej recenzji „Bejbi blues” przepadłam bez reszty. Jest złośliwie, ale inteligentnie, czyli tak, jak lubię najbardziej. I do tego o kulturze – czy może być lepiej? Na Zwierza oddaję swój głos w konkursie „Blog roku”, bez dwóch zdań.

3. The Wearability. Tutaj zrobię wyjątek, ale o Helenie nie mogę nie wspomnieć. Blogów związanych mniej lub bardziej z modą czytam obecnie jedynie kilka, bo tylko tyle nadaje się do czytania. Jeśli ktoś zapytałby mnie, kto pisze najlepiej, w tym kierunku wskazuję bez wahania palcem.  

4. Mediafun. Aż głupio mi o tym pisać, bo wszyscy zorientowani w blogosferze wiedzą, kim jest Maciej Budzich. Blog zawiera w sobie dokładnie to, co sugeruje nazwa – są media i jest fun. Kolejna ze stron, którą niby znam od dawna, ale tak naprawdę śledzę dopiero od Blog Forum Gdańsk. A w pamięci mam wciąż widok Macieja Budzicha wynurzającego się z wody w openingu pewnego filmiku na YT niczym połączenie syrenki i kucyka z Tęczowej Doliny. Pokazałabym Wam o co chodzi, ale niestety nie mogę tego znaleźć.

5. Blog.osławiony, czyli „nie bedziesz miał blogów cudzych przede mną”. Ostatnio reklama i kampanie społecznościowe interesują mnie o wiele bardziej niż moda (u mnie to normalne, że zmieniam zainteresowania co kilka miesięcy), więc z zamiłowaniem czytam i oglądam to, co Michał Gąsior wrzuca na FB. Jak pewnie zauważyliście, podstawowym kryterium przy tworzeniu tej listy była inteligentna złośliwość – wybór tego bloga jest zatem w pełni uzasadniony.

Jeśli macie swoje ulubione blogi, którymi chcecie się podzielić ze światem lub opublikowaliście notkę z zestawieniem swoich wybranych stron – wrzućcie link w komentarzu pod spodem. Najlepiej link aktywny, obiecuję wygrzebać komentarz z folderu ze spamem, do którego niechybnie wrzuci go Blogger.

Moja światła teoria związków
Kto się boi Lenina?