Szanuj się! Albo nie. Jak wolisz
Jak zostać wyrzutkiem o dziwnych włosach - instruktaż

Gdybym była teraz młodą dzieweczką, nie poszłabym Ci ja na studia, o nie. Zostałabym stolarzem. Albo elektrykiem. Kokosów może z tego nie ma, ale jak człowiek jest młody, dynamiczny i obrotowy, to na pewno się w życiu ustawi. A i o pracę nie jest aż tak trudno, jak w przypadku sytuacji świeżo po ukończeniu studiów. Dodajmy jeszcze, że humanistycznych, żeby spotęgować nastrój grozy.

To są moje obserwacje. Oczywiście, możecie się nie zgodzić. Ale trudno polemizować z faktem, że wielu barmanów, doradców ds. klienta i pracowników rozmaitych H&Mów i McDonald'sów to ludzie z tytułem magistra w kieszeni. Bo wiecie, w Polsce jest tak: przychodzi człowiek na kolanach, szukając pracy – załóżmy – w salonie Plusa za biureczkiem – i żądają od niego tytułu naukowego. Po co, niech mi to ktoś wytłumaczy, proszę. 

Jesteśmy chyba najlepiej wykształconym narodem na świecie. Za czasów naszych dziadków inteligentami byli Ci, którzy kończyli technikum lub liceum (a nie zawodówkę) i zdawali maturę. Za czasów naszych rodziców podobnie traktowano studia i dyplom magistra. Dzisiaj moi znajomi robią doktoraty i na nikim nie robi to już najmniejszego wrażenia. Żeby komuś zaimponować wykształceniem, obecnie trzeba zafundować sobie co najmniej habilitację – a i wtedy szacuneczek zdobywa się głównie w oczach kolegów po fachu.

Ta świadomość dobija. Niestety, dopiero niedawno uderzyło mnie, jaką stratą czasu są studia robione jedynie dla tytułu. Sama wybrałam kierunek, z którego wiele osób się śmiało, nie wiążąc z nim specjalnie przyszłości i realnie patrząc na perspektywy zatrudnienia. Mając 19 lat wiedziałam jedno: że jeśli sama o siebie nie zadbam, nic mnie nie uratuje przez narastającą frustracją i stabilną, acz fatalną sytuacją w roli pracownika niższej kategorii.

Rodzice chcą dla Was jak najlepiej – to normalne. Ale niestety, większość z nich żyje w oderwanej od rzeczywistości krainie, w której trwa wieczne "dawno, dawno temu" i przez to chcą Was nakłonić, żebyście poszli w ich ślady: zdobyli dobre wykształcenie, znaleźli pracę na etat, założyli rodzinę. Nie brzmi to źle nawet dla naszego pokolenia, ale coraz trudniej o realizację takiego planu.

Po pierwsze, mamy obecnie taką tendencję, że każdy kretyn niepotrafiący dodać dwóch do czterech nazywa się humanistą. Kiedy byłam w ogólniaku, pewne dziewczę mylące Pizystrata z Pitagorasem twardo wybierało się na historię. Czas zaakceptować fakt, że to nie studia humanistyczne same w sobie są problemem – problemem są ludzie, którzy nie potrafią zaakceptować faktu, że nie są predysponowani do wykształcenia uniwersyteckiego. Oczywiście nie namawiam nikogo, żeby rezygnował z edukacji – nie w tym rzecz. Ale nie dajcie sobie wmówić, że Wasza jedyna wartość to literki mgr przed nazwiskiem. Że bez tego nigdy nie dostaniecie pracy. Że bez tego po prostu nie przetrwacie – im dłużej godzimy się na tę taśmową produkcję ludzi pozornie wykształconych, tym bardziej nakręcamy spiralę obłędu. I po co? Żeby zobaczyć, że nasz fryzjer wiesza na ścianie dyplom obwieszczający habilitację z zakresu kulturoznawstwa?

Humanistami zajmę się innym razem, bo to jeden z moich ulubionych tematów i uwielbiam znęcać się nad jednostkami, które uważają, że piąteczki z polskiego zwalniają je z konieczności posiadania zdolności logicznego myślenia. Wróćmy do tematu wykształcenia – czy warto iść na studia? A jeśli tak – to na jakie?

Jeśli jesteście ścisłowcami, prawdopodobnie poradzicie sobie w życiu. Wystarczy znać swoje mocne strony, dostać się (i przetrwać!) na studia, zdobyć trochę doświadczenia lub założyć własną działalność. Może jestem nadmierną optymistką, ale nie widzę jakoś, żeby moi znajomi po politechnikach i AGH płakali z powodu bezrobocia. Niektórzy znaleźli pracę w kraju, inni wyjechali za granicę jako fachowcy, jeszcze inni założyli firmy. Radzą sobie. W tym samym czasie humaniści narzekają na życie i obrażają się, kiedy wszyscy się z nich śmieją. Ja też się śmieję, mimo, że czuję się humanistką – a właściwie śmieję się przede wszystkim dlatego, że czuję się humanistką.

Pierwsze prawo humanistyki brzmi: jeśli nie masz pomysłu na życie, nie idź po linii najmniejszego oporu. Nastawienie "a, pójdę sobie na socjologię / kulturoznawstwo, będzie łatwo" jest strzałem we własną stopę. Wcale nie jest łatwo, chociaż prawie każdy humanistyczny kierunek można skończyć, nie angażując mózgu i wkuwając na pamięć. Łatwo to się co najwyżej dostać.

Moja generacja miała pod tym względem zdecydowanie z górki – moi znajomi wybierali 3 lub 4 kierunki jednocześnie, rzucali wszystkie, zaczynali od nowa. I tak w nieskończoność. Dzisiaj nie ma już tak lekko – za drugi kierunek trzeba zapłacić, co społeczeństwo przyjęło z nieukrywanym oburzeniem, a ja – z ulgą. Bo może to wreszcie skłoni kandydatów do okazania odrobiny rozsądku przy podejmowaniu decyzji? Ostatecznie studia nie powinny być traktowane jako zaproszenie do świata "zabawmy się przez 5 lat i próbujmy za wszelką cenę nie dorosnąć", mają przede wszystkim wykształcić przyszłe kadry. Za państwowe, dodajmy, pieniądze. I szczerze mówiąc, nie jestem fanką tego, że moi znajomi mieli szansę rzucenia pięciu kierunków bez poniesienia finansowej odpowiedzialności. Bo przecież ktoś za to zapłacił – nie abstrakcyjne państwo, ale podatnicy. Czyli moi i Wasi rodzice. Lub Wy.

Chociaż część rodziców pewnie mnie za to znienawidzi, szczerze polecam wszystkim, którzy po liceum nie mają jeszcze wyraźnego planu na życie, żeby na rok wyjechać za granicę, popracować, odłożyć sobie trochę grosza, zobaczyć kawałek świata i poświęcić czas na to, żeby odnaleźć jakiś cel. Inaczej ryzykujecie, że zasilicie grono bezrobotnych humanistów bez przeszłości, którzy (w najlepszym wypadku) zgorzknieją w salonach Plusa i Play albo podają Wam piwo w barze do 30stki. Praca może i fajna, ale tylko niewielki odsetek naprawdę dobrych barmanów może wiązać z nią prawdziwą przyszłość.

Koniec końców wszystko sprowadza się do jednej prostej rady: nie bądźcie stadem. Nie róbcie czegoś tylko dlatego, że robi to reszta. Kiedy inni zdobywają coraz mniej warte tytuły naukowe na państwowych uczelniach, Wy postawcie na realne umiejętności, dopasujcie kierunek edukacji do swoich planów – nigdy na odwrót. Nie pozwólcie, żeby oczekiwania otoczenia doprowadziły do sytuacji, kiedy musicie wybierać zawód, który narzucają Wam ukończone wcześniej, wybrane przypadkowo, studia. A jeśli już chcecie zostać humanistami, bądźcie nimi naprawdę – nie mylcie Bułhakowa z Bierutem i pozytywizmu z pozytywnym myśleniem, znajcie Kanta z jego dzieł i opracowań, a nie z memów z Facebooka głoszących: "sorry Immanuel, but I Kant". Nie mówcie ze śmiechem, że nie odróżniacie hiperboli od paraboli i że nie wiecie, czym jest tangens. Ani to śmieszne, ani nie jest to powód do dumy.

I pamiętajcie – nie powinniście się wstydzić tego, że nie pociąga Was tytuł naukowy. Możecie być fryzjerami, szewcami, ślusarzami czy instruktorami fitnessu i nic z tego nie sprawia, że jesteście mniej wartościowi. Nie pozwalajcie patrzeć na siebie z góry, zwłaszcza jeśli chodzi o Waszych teoretycznie zdolniejszych czy teoretycznie bystrzejszych kolegów, którzy w dużej mierze zasilą grono sfrustrowanych.

Gdybym teraz miała 19 lat i dysponowała cechami charakteru i wiedzą, które teraz posiadam, naprawdę olałabym studia. Bawiłam się świetnie, ale porzuciwszy raz myśl o pozostaniu na uczelni i robieniu kariery naukowej nie wiążę z nimi żadnej przyszłości. Nie zamieniłabym tych lat i nie mam poczucia żalu – ale jednak wybrałabym inaczej. Dajcie sobie czas na podjęcie decyzji – nikt nie może zmusić Was do tego, żebyście szli na studia prosto po maturze (maturę jednak warto zrobić, zawsze może się Wam odwidzieć). Nie jesteście uwiązani do kieszeni rodziców – macie dwie ręce, dwie nogi, otwarte granice i jeśli będziecie wystarczająco zdeterminowani, możecie podejmować wszystkie decyzje związane z Waszym życiem samodzielnie.

Jeśli jednak postanowicie zostać humanistami, nie bądźcie kretynami. Bo przy takim połączeniu naprawdę nic Was nie uratuje.

 

Szanuj się! Albo nie. Jak wolisz
Jak zostać wyrzutkiem o dziwnych włosach - instruktaż