Szorty kulturalne vol. 12, czyli życie jest za krótkie na kiepskie filmy
Jeden z kręgów piekła musi wyglądać jak poczta

Słyszałam to setki razy – powinnam pisać krótsze teksty. W końcu wszyscy znani blogerzy piszą krótkie teksty – no, może poza Radomską, ale ona jest powszechnie uważana za wyjątek potwierdzający regułę. Podstawowy problem polega ponoć na tym, że – chociaż nikt tego nie mówi wprost – czytelnik to idiota i nie potrafi czytać. Nie poradzi sobie z tekstem dłuższym niż jedna strona a4. Dlatego ludzie czytają coraz mniej, zwłaszcza jeśli chodzi o długie formy. Bo przeciętny Kowalski, widząc Wojnę i pokój, dostaje nagle ataku i zaczyna toczyć pianę z pyska jak rasowy arab. Blogerzy wychodzą Kowalskiemu naprzeciw i piszą krótko i prosto, żeby nie powiedzieć łopatologicznie, mając na uwadze to, żeby się biedak nie zmęczył. Żeby mu się w głowie coś nie przegrzało. Bo przecież Kowalski to kretyn.

Zastanawiam się, jak to w takim razie jest – bo kiedy sprawdzam statystyki bloga, nieodmiennie wychodzi na to, że największą popularnością cieszyły się te długie teksty. Radomska mi świadkiem! Wielu z Was dołączyło do mojej radosnej gromadki po tekście o Kasi Tusk, chociaż ten o Wiktorii Grycan również radzi sobie nieźle. Pod wpisem o blogach modowych wciąż pojawiają się czasami nowe komentarze, chętnie czytacie także o steampunku, glanach, i tym, co oznacza bycie humanistą. Najpopularniejszym tekstem w historii bloga był jednak ten, po którym link do notki pojawił się na fanpage'u Fashion Magazine dzięki Tobiaszowi Kujawie, czym będę się jarać już do końca życia – 10 największych banałów na temat mody i stylu. Większość z tych publikacji była naprawdę długa. Niektóre nie były nawet zabawne – a jednak przyciągnęły największą ilość czytelników i były przez Was najchętniej linkowane. I chociaż miałam momenty słabości i chwilowo ugięłam się pod presją konieczności pisania krócej, za to częściej, widzę, że nie ma to sensu. Większość z Was nie tego tu szuka. W czytniku mam otwartych kilka nowych postów, do każdego z nich muszę zrobić research. Mam wybór – pisać codziennie zdawkowo, żeby tylko pisać, żeby tylko zgadzały się statystyki w google analytics, albo pisać analitycznie. Nieco rzadziej, za to dłużej. Lepiej.

Oczywiście zmierzam ku temu żeby pisać i codziennie, i wnikliwie. Jeśli ustabilizuję swoją sytuację finansową na tyle, że będę mogła żyć tylko z pisania, pewnie tak będzie, bo problemem jest tu czas, a nie możliwości. W każdym razie potraktujcie to jako formę ogłoszenia. Brakuje mi tu ostatnio takich tekstów jak te powyżej. Takie teksty wrócą. I nie mam zamiaru pisać krócej – bo z tego co widzę, większość z Was nie należy do Kowalskich i potraficie przyswoić tekst, który długością przekracza objętość etykietki na Domestosie. I tak, jest to bezczelna próba połechtania Waszego ego, ale także stwierdzenie prostego faktu. Statystyki i ilość komentarzy nie kłamią. Lubicie treść, która pobudza do dyskusji. I ja postaram się Wam ją dać.

Ostatnio dużo myślę – wreszcie wymyśliłam. Tak naprawdę mam w nosie to, czy będę sławną blogerką. Mnie w ogóle nie zależy na byciu blogerką – ja po prostu chcę pisać. Dopóki mogę robić to bez cenzury i w swoim stylu, jest mi totalnie obojętne, czy będę robić to w gazecie, w formie książki czy na blogu. W wieku 10 lat postanowiłam, że napiszę książkę i dostanę za nią Nobla. Ten plan jest wciąż w fazie realizacji. A to, czy blog będzie miał tysiąc czy milion czytelników – to nie ma większego znaczenia. No, chyba, że w kontekście potencjalnych odbiorców mojej przyszłej książki.

 
 
Dzisiaj będę polecać. Mam znowu pod ręką kilka blogów, które ostatnio ujęły mnie za serce, chciałabym, żeby ujęły także Was. Zajrzyjcie, zapoznajcie się, może zostaniecie na dłużej.
 
1. Paweł Bielecki. Nie można go nie kochać. Chłopak jak malowanie, szkoda tylko, że zajęty – i to przez właścicielkę jednych z lepszych nóg blogosfery, więc trudno liczyć na cud. Ja osobiście kocham się w nim na zabój, ale jest to uczucie pełne wyrozumiałości, więc bez żadnego bólu patrzę, jak za moimi plecami podrywa Riennaherę i pisze jej wiersze. Kochajcie Pawła. To czarujący młodzieniec jest.
 
2. Autor bloga Volume of Smoke to podopieczny MojejTrawy (widzieliście jej Alfabet blogera?). Jeśli to nie wystarczy Wam za rekomendację, to nie wiem, co może Was przekonać. Może po prostu zajrzyjcie na bloga i poczytajcie – dzieciak (czuję się stara i zmęczona życiem, więc będę używać tego określenia) pisze energicznie, zaczepnie, charakterystycznie. Zapada w pamięć – dołączcie do niego na FB, bo warto.
 
3. Patrycję Kosiarkiewicz znałam do tej pory ze skojarzeń typowo muzycznych. Nie widziałam, że pisze! Ostatnio trafiłam na jej tekst pt. Blogery też mają groupies i już wiem, że nie skończy się na tej jednej notce. Za serce chwyciło mnie zwłaszcza ostatnie zdanie w tym wpisie: nie mówcie błagam, że chcecie przeżyć z nami przygodę. Przygody, Mili Panowie, to miał Tomek Sawyer. To hasło bezczelnie kradnę i mam zamiar gasić nim ewentualne niechciane zaloty. Lubię!
 
4. no/vain stories to trochę dobrej muzyki, trochę mody, trochę zaangażowanych społecznie tekstów. Jest nieźle, zwłaszcza biorąc pod uwagę młody wiek autora, a poważne podejście do tematu dobrze rokuje na przyszłość. Miałam przyjemność wymienić z Jędrkiem kilka maili i powiem Wam, że szczerze trzymam kciuki za jego działalność, mając jednocześnie nadzieję, że będzie pisał więcej i częściej. Pytam się tylko – gdzie jest wtyczka do Facebooka?
 
5. Na zakończenie odrobina prywaty – polecałam Wam już kiedyś stronę Pulpozaur. Pies drapał nazewnictwo, nieważne, czy jest to blog, blogoid czy blogoportal, ważne, że pojawiają się tu naprawdę dobre teksty – czasami lepsze nawet niż seriale, których dotyczą. Nie ma tu miejsca na radosne bzdurki i proste "podobało się/nie podobało się" – a przynajmniej nie to stanowi podstawę wpisów. Możecie tu liczyć na same pozytywne emocje (z założenia portal ma być wolny od hejtu i polecać dobre rzeczy) i bardzo wnikliwe analizy. Dla Pulpozaura pisała już Olga, pisał Jerzy, a teraz piszę i ja. Mój ostatni tekst o Hannibalu zniszczył mnie psychicznie i zaprowadził w bardzo ciemne miejsce, ale cieszę się, że powstał. Jeśli macie chwilę wolnego czasu, zapraszam do lektury. Do fanów Pulpozaura możecie dołączyć tutaj.
 
 

Szorty kulturalne vol. 12, czyli życie jest za krótkie na kiepskie filmy
Jeden z kręgów piekła musi wyglądać jak poczta