Doświadczenie synestetyczne
W sieci

Wiem, czym jest strach. Bałam się przez większość mojego – wciąż krótkiego – życia. Wciąż się boję.

Długo bałam się ciemności. Miałam taki sen: jest lato, mam może 5 lat, stoję w błękitnej, haftowanej sukience gdzieś, trudno powiedzieć, gdzie – trochę jakby na tyłach domu, trochę jakby na nieznanej ulicy. Ciągnę stojącego do mnie tyłem mężczyznę za poły beżowego prochowca, pytam przepraszam, która godzina?, on odwraca się i zanim zobaczę jego twarz, wszystko znika, przez oczami mam tylko setki kół zębatych wprawianych właśnie w ruch. Cichy zgrzyt i już – zaczynają obracać się wolno, coraz szybciej, wpadają z przerażającą regularność mechanizmu.

Krzyczałam głośno, bardzo głośno. Do dziś nie wiem, czemu. Przez lata zasypiałam przy świetle nocnej lampki, z ulubionym misiem pod pachą. Z tamtym snem kojarzyły mi się określone faktury i powierzchnie: zabawka do kąpieli, mała plastikowa wiewiórka, lekko chropowata, ale jednak gładka, jak skórka ziemniaka albo surowy jedwab. Dotyk wywoływał niepokój, sprawiał, że żołądek podchodził do gardła. Czułam mdłości, ale wiedziałam już, czym jest masochizm: czasami dotykałam pomarańczowej wiewiórki tak, jak dotyka się językiem bolącego zęba. Raz, dwa, trzy – sprawdzam.

Później bałam się rzeczy prawdziwych. Nie szukałam potworów pod łóżkiem, bo potwór mieszkał za ścianą. Strach, odczuwalny fizycznie, rósł w gardle, zaciskał wnętrzności w mały, ciasny supeł, mieszał zmysły. Bałam się, że nie będę dość dobra. Że nie spełnię swoich oczekiwań, bo przecież mówiono mi, że mogę tak wiele, że mogę wszystko. Byłam stworzona do rzeczy wielkich, w głowie miałam cele, nie marzenia. Możliwość porażki nie mogła być brana pod uwagę. Nie stawiano mi wymagań i nie byłam nigdy rozliczana, ale nie zawodziłam: jak maszyna wypełniałam po kolei kolejne punkty planu. Bałam się, że któregoś dnia w końcu przegram. Nie byłam na to gotowa.

Bałam się, że zostanę sama. Że przejdę niezauważona, że znajomi zapomną, kim byłam w chwilę po tym, jak zniknę. Bałam się, że wszyscy tylko udają, że tak naprawdę nikogo nie obchodzę, że ludzie na dźwięk mojego nazwiska muszą zastanowić się przez dłuższą chwilę, o kim właściwie mowa. Bałam się, że w sobotnią noc wszyscy zapomną o tym, że istnieję, chociaż przecież nigdy nie miałam powodu, żeby myśleć w ten sposób. Bałam się, że jestem nikim.

Czasami nie śpię aż do rana. Odwlekam moment zamknięcia oczu karmiąc się narastającą paniką: przeraża mnie nieuchronność czasu, tik-tak. Chociaż nie robię nic ważnego, boję się zasnąć, żeby nie zmarnować tych godzin, żeby przypadkiem nie przeminąć niezauważenie. Czas mija-mija-mija, a moja paranoja narasta w sposób geometryczny. Z zegara wyskakuje kukułka, tik-tak. Świat oszalał.

Boję się nie tego, że zawiodę, ale tego, że mogłoby się udać. Z tysięcy lęków i obsesji wybrałam ten, który paraliżuje mnie zupełnie. Bo, tak naprawdę, jestem skazana na sukces i każdego dnia mijam obojętnie dziesiątki szans i możliwości, szukam wymówek, marnuję potencjał i energię. Nie wiem, jak wyjaśnić, że to nie lenistwo i nie prokrastynacja, ale że poczucie, jakby było się zaszczutym zwierzęciem, że tak naprawdę chciałabym zamknąć się w małym domku z dala od świata i nigdy z niego nie wychodzić. Bo dałeś mi, Boże, talent, ale dlaczego tak mały? 

Boję się zmiany, boję się, że utonę, boję się, że będę krzyczeć tak głośno, że rozsadzi mi płuca i nawet wtedy niczego to nie zmieni. Wciąż boję się ciemności, bo ciemność oznacza noc, a noc – następny dzień. A ja nie mam już 16 lat, nie mam nawet 19 ani 22 i czas mi mija tik-tak. Boję się, że zmarnuję swoje życie. Właśnie dlatego marnuję swoje życie.

Mimo wszystko, to nie jest wystarczający powód, żeby się poddać – zwinąć się w kłębek i czekać do wieczora, trwać w bezruchu, karmić się statycznością środowiska i inercją własnego ciała. I można tylko iść, iść przed siebie, wymuszać zderzenia czołowe, wywoływać falę.  Wiem to wszystko i staram się działać, przejmować kontrolę, wprowadzać zmianę. Nawet jeśli wciąż się boję. Bo przecież boję się tak bardzo.

 

rozkaz być wolnym wiąże podwójnie (Kim Stanley Robinson, 2312; spacer kwantowy)

 

Doświadczenie synestetyczne
W sieci