W spazmach
Momenty, których nie uchwyciłam w kadrze

Maj nie dobił jeszcze nawet do połowy, a już dostarczył mi tylu wrażeń, że nie nadążam z ich rejestrowaniem. Jestem w Krakowie od 2 miesięcy – mam wrażenie, że minęło, o wiele, wiele więcej. W końcu wydarzyło się tak cholernie wiele – dziesiątki nowych ludzi, nowych miejsc, wyzwań i oczekiwań, szans, które staram się wykorzystywać. Jestem zmęczona, czasami skrajnie nawet wyczerpana, ale szczęśliwa. Chociaż są momenty, że tęsknię za błogim nicnierobieniem, lubię ten bieg i rytm miasta, które wybrałam po raz kolejny. Czy tu zostanę – nie wiem. Póki co, jest mi dobrze. Być może to właśnie tu jest moje miejsce, chociaż wiem, że chcę to sprawdzić i porównać z innymi.

Bo wierność nigdy nie była moją najmocniejszą stroną. Podobnie jak punktualność.

Zawsze trochę bawią mnie wypowiedzi osób deklarujących „przerwę od Facebooka”. „Przerwę od internetu”. „Odpoczynek od komputera”. Może dlatego, że nigdy nie miałam z tym problemu? Kiedy nie mam nic lepszego do roboty, siedzę przed monitorem przez długie, długie godziny, czytam, oglądam, rozmawiam, rzadko mam poczucie tego, że marnuję czas, chociaż zdarzają mi się wielogodzinne nasiadówki z lolcontentem. Ale kiedy przychodzi właściwy moment, po prostu wstaję z krzesła i rzucam się w życie, a potem całymi tygodniami wracam do domu tylko po to, żeby się przespać. Siedzę w parku czy nad wodą i odpisuję na wiadomości i komentarze, ale po chwili odkładam telefon i cieszę się słońcem i trawą tak samo, jak wszyscy ci, którzy nie są aktywni w social mediach. Być może nawet bardziej, bo mam w sobie ten dziecięcy zachwyt, głupią euforię, która podsuwa mi idiotyczne pomysły i sprawia, że znajomi śmieją się ze mnie głośno. Ja – razem z nimi.

Nie potrzebuję odwyku. Nie rozumiem idei nałogu w odniesieniu do siebie. Po prostu przestaję czy ograniczam, kiedy okoliczności to na mnie wymuszają. Mam coś innego do zrobienia, jestem w ruchu, więc nie mam czasu na nocne posiadówki przed ekranem i nie mam czasu rozmawiać o niczym z ludźmi, którzy mnie nie obchodzą i piszą do mnie tylko dlatego, że sami nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem. Mówią mi „za dużo siedzę przed kompem”, a ja mam ochotę uderzyć ich krzesłem, krzyknąć „to przestań, kurwa, i skończ o tym wreszcie mówić, daj sobie w pysk i skończ z tym mazgajeniem”. To nie heroina, tu nie potrzeba pomocy lekarza i metadonu, tylko odrobiny charakteru i troszeczkę ciekawości świata, która wygna Cię z domu w sobotni wieczór. Nawet wtedy, gdy Ci się nie chce.

Od tygodni nie wiem, co dzieje się w sieci, docierają do mnie tylko strzępki informacji. Nie jestem z tego dumna i nie czuję się z tym szczęśliwa – nie dlatego, że ominął mnie prawie cały buzz związany z Eurowizją, ale dlatego, że ja przecież lubię wiedzieć, lubię być na bieżąco i nadążać za światem. I nie było przecież tak, że zabroniłam sobie, założyłam kłódkę, nie miałam mozliwości – po prostu wygrały inne rozrywki, te, które dostarczały mi więcej bodźców. Wygrali ludzie z krwi i kości, bo zawsze wygrywają. To, ile czasu spędzam przed komputerem czy przesuwając palcem po ekranie smarfona, nie osłabia moich więzi z tymi, na których mi zależy. Wręcz przeciwnie: kiedy wreszcie spotykamy się po rozmowach w sieci i wymianie licznych komentarzy pod postami, rzucamy się sobie w objęcia i przez cały wieczór chodzimy jedno za drugim jak psy. Bo chociaż wolę prawdziwe życie i prawdziwy śmiech, to wiele ważnych rzeczy powiedziałam, wklepując słowa w okno komunikatorów. Nie żałuję. Nie straciły przez to na wartości.

***

COMMUNICATION_05

Nadrabiam. Przetrząsam internet w poszukiwaniu dobrych rzeczy – tekstów, piosenek, zdjęć. Znajduję, bo wiem już, gdzie szukać, nie błąkam się po omacku między stronami i nie scrolluję, znudzona, głównej na Facebooku. Nigdy nie bywam znudzona. W każdym razie nie dłużej, niż przez 15 minut.

 

Dzisiaj polecam:

Nowa gwiazda mojego życia, Psoro, opowie Wam (świetny storytelling) o tym, skąd wzięła się na świecie kawa. Na pewno tego nie wiedzieliście – ja nie wiedziałam. Przy okazji – jeśli szukacie kreatywnego, nieprzeciętnie zdolnego pracownika, macie teraz jedyną i być może niepowtarzalną szansę, żeby zatrudnić tego faceta. Nie pożałujecie! Szczegóły znajdziecie tutaj.


Andrzej jest w blogowej rodzinie uwikłany w wiele relacji. Jest mężem jednej z blogerek, co czyni go zięciem pewnej influencerki, bywa też określany mianem brata lub szwagra – naprawdę, trudno się w tym wszystkim połapać, jeśli ktoś nie ma przed sobą drzewa genealogicznego rodziny Blorgiów. Nade wszystko jednak pozostaje synem oraz padawanem (strasznie lubię to słowo) MojejTrawy, która chyba jako pierwsza odkryła jego talent i zaczęła nagłasniać w blogosferze. Muszę jej za to podziękować – ostatni tekst na Volume of Smoke wbił mnie w ziemię. Zapach bzu to piękna, ulotna miniaturka zawierająca w sobie tak wiele uczuć i wrażeń, że tekst chwyta za gardło i dławi. Nie szukajcie tu fabuły ani spójnej narracji – możecie liczyć za to na interesujący strumień świadomości, zbiór swobodnych refleksji spiętych słowami, których sens wije się i wymyka z ram ogólnie przyjętych znaczeń. Ten tekst pachnie bzem, a ja tak bardzo kocham bez. Przeżywam to pisanie w sposób niemal synestetyczny.


Jeśli piszesz bloga, kręcisz vloga albo jesteś po prostu infuencerem i statystyki oraz możliwości komercyjne mają dla Ciebie znaczenie, na pewno zainteresuje Cię HASH|FM. Ta nowa zabawka ludzi z internetów służy do sprawdzania, kto ma dłuższy. Zasięg. I wpływ na odbiorcę. Dzięki możliwościu zażenia sobie tam portfolio łatwiej będzie przekonywać potencjalnych klientów i reklamodawców już za pomoca jednego klika, że jesteśmy totalnie niesamowici. Więcej informacji podrzuci Wam Antyweb. A tak serio, to całkiem fajne narzędzie jest.


Jeśli jesteście wielbicielami True Detective i nie możecie doczekać się drugiego sezonu, zajrzyjcie tutaj. Na tej stronie znajdziecie – w bardzo przyjemnej dla oka postaci – spis postaci, oś czasu i mapę, które pomogą Wam uporządkowac w głowie to, co dzieje się w serialu. Nie ma tu zbyt wielu szczegółów, ale i tak warto zajrzeć, to interesujący smaczek dla fanów.


Niesamowita sesja Patricka Demarcheliera Haute Couture dla W Magazine: szalone fryzury, odważne kreacje i wyrazista biżuteria, czyli wszystko to, o co chodzi w haute couture. Bo to nie musi się wszystkim podobać, nie musi tez nadawać się do noszenia do biura. Ostatecznie mówimy przecież o sztuce.


Lubicie klocki Lego? Głupie pytanie, każdy lubi. Teraz macie okazję zobaczyć je w wielkiej skali – do 29 czerwca pod Krakowem będzie można zaliczyć największą w Polsce wystawę wspomnianych klocków. Ja idę. Chodźcie też!


To video jest dziwne. Jest mocne. Jest zaskakujące. Mam wrażenie, że obecnie to jedyny sposób, żeby dotrzeć do znudzonego odbiorcy – zaskoczyć go, zaszokować, przestraszyć lub rozbawić. Sama treść chyba już nie jest w stanie się obronić, kiedy mówi się do szerokiej publiczności. Jednostki są w stanie przyjąć komunikat i poddać go obróbce myślowej, skonfrontować z własną świadomością – ale żeby zabawić tłum, potrzeba innych rozwiązań. Nie chcę oceniać, czy to dobry, czy zły sposób zwracania uwagi na problem. Sami to oceńcie:


Rzadko wrzucam cokolwiek związanego z gotowaniem. Z prostej przyczyny: chociaż lubię gotować, nie mam czasu ani – obecnie – środków na to, żeby się tym bawić na poważnie. Póki co, traktuję jedzenie jako bardzo przyjemny sposób utrzymywania się przy życiu. Ale na widok tych koktajli zapragnęłam biec do sklepu po składniki. Wegańskie, nie-wegańskie, nie ma to dla mnie większego znaczenia, ale cieszę się, że osobom, dla których znaczenie to jednak ma, wychodzi się coraz bardziej naprzeciw. Spróbujcie!


Ze wszystkich blogów o kulturze w Polsce czytam regularnie tak naprawdę tylko dwa: Zwierza popkulturalnego za refleksję, opiniotwórczość oraz głębokie analizy i Kulturą w płot za niewyobrażalnie wielkie stężenie informacji. Regularne czytanie Zwierza jest zajęciem tak czasochłonnym, że trudno wygospodarować ten czas na cokolwiek innego, dobrze więc, że KWP składa się z tekstów dość zwartych, idealnych do czytania w autobusie w drodze na uczelnię lub przy porannej kawie. To ogromny zbiór ciekawostek i informacji niekoniecznie oczywistych, którymi łatwo możecie zabłysnąć w towarzystwie. Polecam – miło czytać kogoś, kto zna się na tym, co robi. Autor KWP niewątpliwie się zna: to jeden z moich ulubionych wpisów i zarazem chyba jedna z najukochańszych anedgotek. 


Filozofia w plakacie. Brzmi lekko dziwnie, ale sprawdza się – grafik Genis Carreras stworzył serię oszczędnych, wręcz minimalistycznych przedstawień różnych prądów myślowych i teorii. Trzeba przyznać, że całkiem udatnie mu to wyszło.


Gwiazdy to jedno, ale światła miasta też maja swoja magię. Na tej mapie możecie zobaczyć je wszystkie w skali makro – szeroki plan pokazuje, jak mocno oświetlone sa poszczególne aglomeracje na świecie. Nie wypadamy tak całkiem ciemno, przynajmniej po tej zachodniej części kraju.


Wiecie, kim był James Joyce, zanim stał się TYM Joycem? Jak zarabiał na życie Haruki Murakami? Który ze znanych pisarzy był dentystą? Jeśli nie, dowiecie się, czytając ten tekst. Mental Floss jak zwykle robi dobrze wiedzy ogólnej.


Gracie Hagen intryguje: pokazując ludzkie ciało na zdjęciach, odziera je z doskonałości. Jej modele przedstawieni są dwojako – po jednej stronie starannie upozowani, oświetleni w odpowiedni sposób, po drugiej – zgarbieni, z głupimi minami, uchwyceni pod niekorzysty kątem. Cykl fotografii Illusions of the Body pokazuje, jak złudną i sztuczną rzeczą jest piękno na obrazach. Modele Hagen jednocześnie są i nie są pięknie, zgrabni, idealni, mieszczą w sobie obydwie strony – piękno i brzydotę, wdzięk i niezgrabność. Jak w życiu. Jak u prawdziwych ludzi. Nawet jeśli bohaterowie tego cyklu muszą się naprawdę mocno napracować, żeby się oszpecić.


Kojarzycie Brooke Candy? To ta zakręcona dziewczyna, która kiedyś wystąpiła w klipie Grimes. Teraz jest muzą samego Nicoli Formichettiego, a za kamerą podczas kręcenia jej ostatniego klipu stanął Stevel Klein. Jeśli te nazwiska Was nie przekonały, to pewnie nic nie zdoła, ale i tak spróbujcie: Brooke sprawia, że Lady Gaga powinna poczuć się naprawdę zagrożona, a i Marylina Mansona mogłaby wyzwać na pojedynek. 

Fanów mody na pewno zainteresuje fakt, że Brooke wystąpiła podczas (właściwie przed) pokazu nowej kolekcji marki Diesel, na czele której stoi obecnie Formichetti. Warto zobaczyć, to dość interesujące doświadczenie, nawet jeśli muzyka zupełnie do Was nie przemawia.

 

W spazmach
Momenty, których nie uchwyciłam w kadrze