Myśli rozsypane o miłości i zniewoleniu
Nocą

Tak naprawdę rzadko czytam blogi. Tych, na które zaglądam naprawdę regularnie jest dosłownie kilka i żaden z nich nie powinien być dla Was zaskoczeniem – ostatecznie to właśnie je polecam w social mediach, podsyłając Wam linki rozmaitymi kanałami. Ale kiedy otwieram Feedly i sprawdzam, co tam nowego, czuję się przytłoczona – w czytniku mam tak wiele linków, tak wiele nieprzyczytanych postów, że w głowie zaczyna migać mi na czerwono alarm. I pytam sama siebie nie tylko kiedy, ale także po co?

Lubię czytać. Wciąż czuję ten głód informacji. Mam jednak zakodowane w głowie – i naprawdę trudno z tym przeświadczeniem wygrać – że rozmawianie z ludźmi, których poglądy mnie nie interesują, nie ma większego sensu. A jeśli tego sensu nie widzę w rozmowie, to dlaczego miałabym czytać?

Nie szukam w sieci lolcontentu – zwykle trafia do mnie sam z siebie, spływa jak woda w muszli klozetowej razem z zawartością. Śmieszne obrazki i psy przebrane za pająki, teksty o niczym, setki zmarnowanych minut, liter i ogromn przestrzeni dyskowej na jakimś serwerze. Wszystko to, co skwitować można znaczącym meh.

Rozwiązania wydają się proste – chcesz reklamować znane marki? Napisz o 10 sposobach na strumień moczu rano. Czytelnik niewybredny, czytelnik kupi, czytelnik nie chce przecież treści, chce się bawić. Od treści ma przecież Przegląd sportowyFamiliadę, tam właśnie zdobywa ważkie informacje. Czasami czyta jeszcze ewentualnie nagłówki. Nic dziwnego, że nie odróżnia opiniotwórczości od umiejętności sprzedawania produktu, którą każdy szanujący się bloger opanował przynajmniej na poziomie domokrążcy kursującego od drzwi do drzwi z luksusowym wydaniem encyklopedii.

I mówiąc szczerze, nie ma w tym nic gorszącego, o ile nie myli się copywritingu z dziennikarstwem. Albo nie daj Boże – literaturą.

***

Dzisiejszy zbiór linków to niemalże antyki – gromadzę je w kieszonce Pocketa i pozwalam im dojrzewać, więc leżakują tam nierzadko całymi miesiącami, czekając na dobry moment. Dla niektorych z nich nadszedł on już dzisiaj. Oto one.  Na poniedziałeczek. Polecam, jeśli z jakiegoś powodu ominęliście te teksty, natychmiast to nadróbcie!

1. Krzysiek Kotkowiczkarach fizycznych stosowanych wobec dzieci. Mocno, stanowczo, bez wahania, nie zostawiając miejsca na szarą strefę.


2. Paulina, czyli Potwora Wózkowa, o tym, jakim problemem może być alkohol i o tym, jak wiele widzą oraz rozumieją dzieci. Magiczny, chociaż smutny tekst – ale za to jak prawdziwy.


3. Magda na zimno to moje wielkie zakochanie ostatnich miesięcy – lubię jej bloga od dawna, ale teksty, które wyrzuca z siebie od jakiegoś czasu, rzucają mnie na kolana. Jeśli kiedyś będzie prowadziła warsztaty z kreatywnego pisania, będę tam. To prawdopodobnie jeden z najlepiej pisanych blogów w polskim internecie. Niesamowite. Tym razem przedstawia Panią w domu (nie mylić z panią domu) i jej pulpety. Jestem zakochana. A jeśli i tego Wam mało, przeczytajcie też, co Magda jest gotowa zrobić dla swojego misia. Pozazdrościć!


4. eWKratkę to blog unikalny – prowadzony przez grupę kobiet osadzonych w Zakładzie Karnym Warszawa-Grochów. Silne emocje i wiele wzruszeń, historie, których większość z nas nie zna z autopsji. Świetna lekcja pokory, podczas której uczymy się, że świat nie jest czarno biały, a błędy wielkie od małych czasami różnią tylko detale.


5. Jakiś czas temu nawiązałam współpracę z portalem Noir Cafe. Z planowanej recenzji Pary w ruch Pratchetta narodziło się coś więcej – długi, emocjonalny tekst o tym, czym dla mnie jest twórczość tego brytyjskiego żartownisia. Oraz o tym, jak wyrasta się z dzieciństwa.


6. Kulinarna orgia: bekon i whisky. Będę gotować (chociaż to takie mocne słowo)! Magiczny składnik wie, jak trafić prosto do mojego serca: przez żołądek.


7. Blog 100sukienek to świeżynka. Czytajcie ją. Pisze pięknie: lekko, wzruszająco, ciepło, literacko.  Szuka miłości, pisze o trudnych rozstaniach, wspomina tych, którzy odeszli. Niesamowita empatia, magiczny klimat i miękkie, składające się w płynne zdania słowa – znajdziecie tu wszystko, czego łaknie wrażliwa osobowość. Także taka, która do swojej wrażliwości nie chce się przyznać. A jeśli pamiętacie mój tekst pt. Nocą, przeczytajcie także ten. Bo pamiętam dokładnie, kiedy się nam przytrafiał.


8. Jeżeli dobrze siedzi się Wam na balkonie, posiedźcie jeszcze chwilę, tym razem z Dawidem. A gdy już przekonacie się, że starsza i bardziej zarośnięta połówka Sfilmowanych potrafi coś czasami z sensem napisać, zajrzyjcie też do jego dzieciństwa, niekoniecznie idealnego, ale mimo to budzącego nostalgię. Ilu z nas ma podobne wspomnienia?

Przy okazji rzućcie okiem, jak się robi dobrą zakładkę współpraca.


9. Paweł z Otóż to opowie Wam o tym, jak mu się nie udało za pierwszym razem. Za drugim zresztą też nie.  A jeśli po tym poczujecie niedosyt, sprawdźcie jeszcze, czym są małe radości. I jak nauczyć się nimi cieszyć.

Rzućcie też okiem, jakie robi genialne zdjęcia.


10. Jądro otyłości kupiło mnie już na samym starcie tytułem kryjącym w sobie pewną literacka wycieczkę. Lubię takie żarty. Lubię też Kraków, dobre teksty i dobre jedzenie, a blogów z krytyką kulinarną w Polsce jest – mam wrażenie – jak na lekarstwo, zwłaszcza jeśli mówimy o takich, których autorzy potrafią pisać nie tylko w miarę gramatycznie, ale też lekko i interesująco. Bo z tego pisania wynika główny powód, dla którego trzeba do Jądra otyłości sięgnąć: to nie lifestyle’owe pitu-pitu o tym, gdzie warto zjeść obiadek, bo smakowity, ale pełnokrwista i pełna zaangażowania recenzja i relacja w jednym. Warto! Zacznijcie od tego tekstu.

 

Myśli rozsypane o miłości i zniewoleniu
Nocą