Czasami
Rzeczy niezwykłe

Ostatni wpis przyjęliście całkiem entuzjastycznie, więc mam nadzieję, że i tym razem zaakceptujecie jakość fakt, że umysł mię odszedł na dobre i ostatnie, na co mam ochotę, to myśleć. Po całym tygodniu ciężkiej pracy umysłowej wyczerpałam przydziałową ilość aktywności aksonów i obecnie z zapamiętaniem oddaję się najbardziej wyrafinowej rozrywce, na jaką mnie stać, czyli operowaniu łyżką w połówce dojrzałego melona. Kantalupy, gwoli ścisłości. Wspominam o tym, bo może kiedyś ktoś zapragnie napisać moją biografię i ta informacja może być do czegoś potrzebna.

Melony, starsi i nudniejsi kuzyni arbuzów (widzieliście kiedyś melona pełnego wódki? no właśnie. ja też nie) to niesamowicie absorbujące towarzystwo. Moja kompulsywna natura nie pozwala mi raczyć się nimi od czasu do czasu, nowo odkryta namiętność (mam wrażenie, że ostatnio wyrosło mi sopro nowych kubków smakowych, może to przez rzucenie palenia) do ich spożywania wypycha mnie z domu do pobliskiej Almy co kilka dni w celu uzupełnienia zapasów. Mój zmysł smaku nie może doczekać się lata.

Czy wiedzieliście, że melon jest tak naprawdę ogórkiem (rodzina: dyniowate, rodzaj: ogórek, gatunek: ogórek melon)? Serio, nie dziekujcie.

 

1. Pluszowe prosektorium

Gorąco pragnęłam dokonać zakupu jednej z tych zabawek, odkąd natknęłam się na nie po raz pierwszy, ale nie miałam okazji – własnych dzieci nie posiadam, nie kolekcjonuję przedmiotów nieużytkowych, a potomstwo kuzynek łącznie z moją chrześnicą Majką zdążyło już dotrzeć do etapu „ciociu, tablet”, w pogardzie mając jakieś tam zabawki. Znaczy, żadne z nich nie skończyło jeszcze 3. klasy podstawówki. Tak że tego. Szybko teraz młodzież dorasta.

Okazja do zakupu trafiła się, kiedy koleżanka z pracy urodziła syna. Od razu została uszczęśliwiona pluszowym zębem. Bo wiecie, niemowlę, ząbkowanie, takie sprawy.

Maskotki możecie kupić w Pluszektorium. Oklaski dla pomysłodawcy tej nazwy.

collage

 

2. Rybna herbata

Spokojnie, nie chodzi o smak, a o kształt – urocze torebki w kształcie złotych rybek CHARM VILLA wypełnione są różnymi rodzajami herbaty oolong, tajwańskiego specjału. Dostępne są także w wersji z czarną (np. różaną) herbatą dla tych, którzy oolonga nie są w stanie wypić, czyli dla większości populacji (been there, done that, można się przyzwyczaić). Ta półfermentowana herbata, nazywana w Azji turkusową, w Polsce wrzucana jest do jednego worka z moim ukochanym pu-erhem oraz – błędnie – z rooibosem, który w zasadzie w ogóle herbatą z nie jest, z powodu koloru naparu (na Wschodzie klasyfikacja uzależniona jest od koloru suszu).

Informacje na temat rybek znajdziecie przede wszystkim tutaj – możecie także je zamówić, jeśli macie na zbyciu 70$ i mieszkacie w USA.

collage

 

 

3. Bielizna Charlotte Rogue

Totalnie piękne rzeczy. Pamiętam, że kiedy zaczynałam blogować, wpisy Natalii na jej autorskim blogu nieodmiennie przykuwały moją uwagę – piękne zdjęcia i świetny styl zdradzały ogromny potencjał. Kiedy zdecydowała się wreszcie na zaprojektowanie własnej kolekcji, trafiła w dziesiątkę. Chociaż projektuje także odzież wierzchnią, jej specjalnościa jest bielizna: lekka, zwiewna, niesamowicie kobieca i bardzo różna od tego, co oferują wyspecjalizowane sieciowe sklepy. Niestety, raczej dla posiadaczek niewielkiego biustu.

Bieliznę Charlotte Rouge znajdziecie tutaj.

 

4. Termofor w kształcie pandy

Od jakiegoś czasu szukam fajnego termoforu do rozgrzania moich biednych starych pleców, którym się regularnie zapalają korzonki. Wszystko wskazuje na to, że padnie właśnie na ten egzemplarz wypełniony pestkami wiśni. Chyba, że podsuniecie mi coś jeszcze lepszego – ma być ładny, misiaty i koniecznie w kształcie pandy. No, chyba, że znajdziecie mi lamę. Albo jednorożca. Wtedy mogę negocjować.

Pandowy termofor (i wiele innych) znajdziecie na stronie Agaty Boby, właścicielki marki Burr.

collage

 

5. Pozbawiające złudzeń etui na telefon

Hugleikur Dagsson jest jednym z moich ukochanych artystów. Jego ironiczne rysunki w przewrotny sposób komentują otaczający świat i bieżące wydarzenia.

Twórczość Dagssona możecie śledzić na Facebooku. Jego pozbawiające złudzeń gadżety, w tym etui na telefon, znajdziecie tutaj.

collage

 

6. Bambus i orzech

Skoro już jesteśmy przy etui na telefony, to w oko wpadły mi jeszcze te piękne obudowy do sprzętu Apple marki bewood wykonane – nomen omen – z drewna. Do wyboru orzech i bambus dla wszystkich modeli iPada i Phone’a oraz dla Samsungów S3, S4, S5.

Obudowy bewood znajdziecie tutaj.

collage

tescikowo

 

7. Wyluzowana torba

Jak ostatnio wspominałam, jestem wielką fanką ekologicznych toreb na ramię. Chodzę z nimi na zakupy i na pocztę, zawijam w nie delikatniejsze rzeczy w podróży i transportuję brudne pranie. Dlatego też namiętnie kolekcjonuję torby dodawane na festiwalach filmowych do presspacków – lubię, kiedy mogę z nimi bezkarnie chodzić po mieście i na jakiś czas mam możliwość zrezygnować z noszenia torebki, której skórzane paski nieprzyjemnie trą o rogrzaną letnim słońcem skórę. Niestety, chociaż lubię ich luzacki styl, budowa tych torebk niesie za sobą pewne ograniczenia, jak np. brak dodatkowych kieszonek i (zazwyczaj) zapięcia. Może właśnie dlatego wpadły mi w oko torby marki Urban Bags, które idealnie pasują do mojego luzacko-żulerskiego sposobu ubierania kierującego się jedną naczelną zasadą „byleby było czyste”. Wiecie, jak to jest. Człowiek budzi się zawsze o te 15 minut za późno, spanikowany zaczyna szukać czegoś, w czym wygląda dobrze, po czym przypomina sobie, że przecież tego dnia nie ma żadnych spotkań z klientami, a współpracowników nie rusza już nawet to, że rzeczona ofiara losu chodzi po biurze na bosaka i siedzi przy biurku jak paralityk, z nogami podwiniętymi pod tyłek.

Elegancja i styl. To moja dewiza.

Torby znajdziecie w ofercie sklepu Bonami: przy rejestracji dostaniecie 20zł na pierwsze zakupy; zachęcam do tego gorąco, bo jeśli wejdziecie do Bonami z tego właśnie linka i dokonacie zakupu, to i ja dostanę dwie dychy i tym sposobem wszyscy będą zadowoleni).

collage

 

8. Wegańskie trofeum

Wieszanie na ścianie jelenich rogów stało się ostatnio ponownie modne, zwłaszcza takich pomalowanych na hipsterską modłę białą farbą. Co jednak mają począć weganie i inni miłośnicy zwierząt, dla których ozdobienie mieszkania zwierzęcym truchłem byłoby nie do pomyślenia? Naprzeciw wychodzi im marka Elkebana, oferująca produkt niezwykły, inspirowany z jednej strony zwierzęcym porożem, a z drugiej – ikebaną, japońską sztuką układania kwiatów. Kompozycje inspirowane są konkretnymi porożami, np. antylopy oryks, jelenia lub kozy, a dzięki umieszczeniu w zbiorniczkach z wodą rozwijają się, kwitną i ogólnie robią wszystko to, co czynią żywe rośliny.

Zamawiać można tutaj.

elkebana_Ecollage

 

9. Napisy z murów

Pamiętacie głośne swojego czasu zdjęcia z napisami z murów w stylu „ŁKS gotuje herbatę w wodzie po pierogach” i „Wisła Kraków w sumie lubi Cracovię, ale nie wie, jak zagadać”? Te przeurocze hasła odnoszące się do konkfliktów między klubami piłkarskimi zostały zebrane (nareszcie!) w jedno wydawnictwo: świetna polska marka PAN TU NIE STAŁ wypuściła 60-stronicowy album z mądrościami z łódzkich murów. Cena: dwajścia złotych.

Zamówić można na stronie marki. Co też uczynię, kiedy tylko w sprzedaży ponownie pojawi się kultowy t-shirt „Dziadostwo”.

collage

 

10. Kubki Gindie

Znajomych polecam, ot co. Wydawnictwo Gindie to prowadzone przez mojego obecnego współlokatora Jacka Gołębiowskiego to kopalnia dobrobytu dla nerdów, kociarzy i wszystkich degeneratów o zwichrowanym poczuciu humoru, zwłasza jeśli chodzi o kubki z autorstwa znanej wszem i wobec Kobiety Ślimaka. Poniżej moje typy. Słodkie, nie?

Kubki możecie zamawiać tutaj.

collage dziejek-e1408035686257 psycho-e1408035636894 stonoga-e1408035605758 śpioszek-e1408035622489 wwwFetyszki
 

Czasami
Rzeczy niezwykłe