Za niespełna 3 tygodnie skończę 27 lat. Uświadomiłam sobie to niedawno i dotarło do mnie, że odtąd nie będę już „około 25 lat”, a „przed 30stką”. Fascynuje mnie i przeraża ten upływ czasu, z pewną dozą zazdrości obserwuję tych, którzy wybrali w życiu inne drogi i osiąnęli odmienne niż ja cele. Zastanawiam się, jakby to było: być kimś innym?

W tej chwili czuję się wyjątkowo staro: wcieram Voltaren Gel (nie, nikt mi za to nie płaci) w zapalone korzonki i zastanawiam się, ile mogę wetrzeć, żeby nie przedawkować i jakie mogą być tego przedawkowania efekty, bo ilość podanę na opakowaniu przekroczyłam w tym momencie już około 5-krotnie. Lubię życie na krawędzi. I postanawiam mocno wziąć się za siebie i zacząć ćwiczyć, jak tylko uda mi się wyczołgać z łóżka i dopełznąć gdzieś dalej niż po herbatę do kuchni.

Modlę się, żeby nie kichnąć. Ostatnim razem, kiedy mi się zdarzyło, zobaczyłam w paroksyzmie bólu swoje poprzednie wcielenie. Wystarczy mi już, że ludzie patrzą na mnie w autobusie jak na degenerata, kiedy nie ustępuję miejsca paniom w wieku czcigodnym, a wszystko przez to, że sama czuję się czcigodnie, a świeczki, które stają mi oczach przy każdym gwałtowniejszym ruchu sprawiają, że jestem w stanie kłamać w żywe oczy, że siedzieć muszę, bo mam drewnianą nogę.

Kiepsko znoszę fizyczne osłabienie. To chyba powód, dla którego tak straszne wydaje mi się starość : ból ograniczający ruchy, odbierający siłę. Wiem, że to dziecinne i niezbyt mądre, ale wyobraźnia, której i tak nie posiadam zbyt wiele, zawodzi mnie tu całkowicie: ostatecznie nie jestem przyzwyczajona do stanu choroby, do uczucia, że moje ciało odmawia współpracy.

Póki co, wcieram. Do listy postanowień dopisuję: kupić sobie termofor. W kształcie pandy.

***

Wiecie, są takie dni: zero myślenia, zero ambicji, tylko otwarta przegląrka, dzbanek herbaty i szukanie „fajnych rzeczy w sieci”. Niekończące się rozważania z cyklu „co bym sobie kupiła, gdybym miała pieniądze”. Znacie to? No własnie. Tak spędziłam cały wczorajszy dzień, wydając przy tym trochę nadprogramowej gotówki. A teraz będę Wam lajfstajlowo wykłuwać oczy obłędnymi przedmiotami, taka ze mnie zaraza.

Zagłębcie się wraz ze mną w ten niesamowity świat przedmiotów, które są Wam do szczęścia niezbędne, chociaż jeszcze o tym nie wiecie.

I nie, to nie jest post sponsorowany. A szkoda. Mógłby być.

 

1. Kubek z potworem

Każdy fan kubków i wszelakiej zastawy wie, co to znaczy mieć obsesję na puncie ceramiki. Chociaż sama nie należę do maniaków, to lubię takie kuchenne gadżety, zwłaszcza, jeśli sa naprawdę nietypowe i oryginalne.

No więc jest taki kubek, a w kubku herbata. A w herbacie – taka słodziachna ośmiorniczka, która wynurza stopniowo te swoje rozczulające macki w miarę picia. Albo dinozaur. Albo pająk. Nic, tylko serwować napoje. Teściowej.

Crature Cups (kubki możecie też kupić na Bonami – w przypadku zakupu pojedynczych sztuk tak będzie na pewno taniej, a przy rejestracji dostaniecie 20zł na pierwsze zakupy; zachęcam do tego gorąco, bo jeśli wejdziecie do Bonami z tego właśnie linka i dokonacie zakupu, to i ja dostanę dwie dychy i tym sposobem wszyscy będą zadowoleni)

1

 

2. Jestem gruba, bo mnie stać

Hasło miesiąca. Roku nawet. Kupuję przy następnej wypłacie bez wahania.

Znajdziecie na Koszulkowo (przy rejestracji do newslettera 15zł rabatu na zakupy)

1

 

3. Najbardziej kozackie LEGO na świecie

Zestaw Architecture: Studio to propozycja przede wszystkim dla designerów, architektów i wszystkich tych, którzy lubią czasami wypuścić na wolność swoją wyobraźnię, żeby sobie trochę pobiegała. Do każdego zestawu 1210 (!) klocków dołączona jest obszerna książka prezentująca możliwości tego śnieżnobiałego zestawu. Fajne, nie? Szkoda, że kosztuje 700zł.

Klocki możecie zamówić na oficjalnej stronie LEGO.

2

 

4. Martensy z bohaterami serialu „Aventure time” („Pora na przygodę!”)

Ja tego co prawda nie oglądam, ale skądinąd wiem, że animacja ma licznych fanów. No to dla tych fanów mam dobrą wiadomość: kultowa marka obuwia Dr. Martens wypuściła limitowaną edycję swojego flagowego modelu – buty wyglądają właśnie tak jak na zdjęciach poniżej i kosztują 150$.

Można je kupić między innymi w sklepie internetowym Solestruck. Spieszcie się – ilość egzemplarzy jest ograniczona!

collage

 

5. Kuchenne gadżety postaciami z anime

Czyli przede wszystkim foremki do ciasteczek: do wyboru z Pikachu lub z tajemnicznym bóstwem z filmu „Spirited Away”. A skoro juz jesteśmy przy Ghibli – może deska do krojenia z Totoro?

Pikachu znajdziecie na Etsy, boga bez twarzy – na Warpzone Prints (niżej, w powiązanych, szukajcie także innych foremek z bohaterami z filmów Studia). Deskę z Totoro kupicie także na Etsy.

Jeszcze Wam mało? Więcej geekowskich gadżetów kuchennych macie pod tym linkiem.

collage

 

6. Miniaturowa lampka Moleskine

Szalenie sprytna rzecz. Gdybym miała taką jako dziecko, obyłoby się zapewne przez wielu drastycznych scen i kar spowodowanych czytaniem pod kołdrą przy świetle latarki. Wtedy jeszcze ludzie wierzyli, że od tego psuje się wzrok. Dzisiaj wierzą, że jednak nie. Ale nie zmienia to faktu, że to małe, wygodne urządzenie mieszczące się w kieszeni warto mieć przy sobie, zwłaszcza kiedy człowiek (jak ja) jest zbyt leniwy, żeby wstawać z łóżka i wyłączyć światło przed snem. Teraz będę mogła to robić zanim położę się z książką!

Lampkę znajdziecie w asortymencie Bonami oraz na stronie Moleskine.

collage

 

7. Torby z kolażami Eweliny Lebidy

Prace Eweliny poznałam dzięki Justynie i zachwyciłam się nimi od pierwszego spojrzenia. Tym bardziej cieszy mnie, że obecnie można je posiąść w postaci ekologicznych, płóciennych toreb, których jestem wielką fanką, zwłaszcza latem.

Kolaże Eweliny możecie zobaczyć na jej stronie internetowej. Torby  – w sklepie internetowym. Od niedawna możecie zamówić także plakaty. A ja czekam na album!

collage

 

8. Superancka pościel

Byłam kiedyś wielką fanką marki Desigual, ale mi przeszło – obecnie wolę trochę bardziej stonowane ubrania. Kiedy jednak zobaczyłam tę pościel, nie wahałam się długo. Zamówiłam. Następnym razem wybiorę coś bardziej stonowanego, np. tę biało-czarną. A komiksowa? Ta będzie idealna na prezent.

Wszystkie zestawy znajdziecie na Bonami

collage

 

9. Lampy Hemmesphere

Zakochałam się: drewniane ramy ukształtowane na podobieństwo żarówek to dokładnie to, co chciałabym mieć w domu.

Zajrzyjcie na stronę internetową.

collage

 

10. Skarpetki sushi

Wspomniał o nich kiedyś Yuri Drabent w jednej ze swoich niesamowitych anegdotek i sądzę, że po jego wpisie o produkcie usłyszały tysiące osób. No, ale rozumiecie sami – skarpetki. Zwinięte na kształ sushi. Czy naprawdę trzeba coś dodawać?

W poszukiwaniu skarpetek zajrzyjcie tutaj.

collage

 

Obroty rzeczy
To nie są proste sprawy