Dosłownie przed chwilą proponowałam Wam interesujące książki, które mogłyby się sprawdzić w charakterze prezentu dniomatkowego, ale to jeszcze nie wszystko: ostatecznie książka jest tylko jedną z wielu opcji. Dajcie się ponieść!

Planszówka

Planszówki stały się w ciągu ostatnich lat szalenie modną formą spędzania czasu i w udany sposób łączą przynajmniej dwa pokolenia. Istnieje ryzyko, że Twoi rodzice załapią zasady szybciej niż Ty, bo być może nie mają mózgu przeżartego Candy Crashem i 2048 (jeśli nie wiesz, to nie pytaj, umrzesz szczęśliwszy), w efekcie więc rodzona matka może spuścić Ci srogi łomot.

Mój wzrok przykuły ostatnio 3 planszówki ilustrowane pracami Andrzeja Mleczki. Wyglądają super! Ponieważ nie dorobiłam się jednak kochających dzieci, muszę „Gierki małżeńskie”, „KorporacjꔄKarierę polityczną” nabyć samodzielnie. Póki co jestem jednak spłukana, więc pocieszyłam się talią kart. Też jest super.

collage

Jeśli jednak pani matka jest fanką klasyki i potrzebuje rozgrzewki, zanim rzuci się na gorące nowości rynku planszówek, możesz wybrać sprawdzone opcje. Sama od dłuższego czasu przymierzam się do „Monopoly”, ale nie wiem, którą wersję wybrać. Klasyczna jest nieco nudna, ale już ta edycja limitowana nawiązująca do gry z lat 80. wygląda całkiem-całkiem. Element patriotyczny zapewni „Monopoly: Polska”, a każda gdańszczanka doceni wersję lokalną. Jeśli matka twoja jest zaś nerdem, spróbuj z Avengersami – upewnij się tylko wcześniej, że nie gra w #teamDC.

collage

PRL powraca ostatnimi czasy nie tylko jako nieprzebrany wzorzec inspiracji w zakresie wzornictwa, ale także rdzeń wielu żartów: po części z tego powodu, po części próbując zachować pamięć o przeszłości, IPN wydał gry edukacyjne „Reglamentacja” oraz „Kolejka” (wraz z dodatkiem „Ogonek”). W podobnym stylu utrzymane są też gry „Pan tu nie stał” i jej kontynuacja „Demoludy”. Jeśli Twoi rodzice nie mają bardzo traumatycznych wspomnień związanych z tymi czasami (warto się zainteresować wcześniej), to gra może im sprawić sporo przyjemności. Zwłaszcza kiedy przypomną sobie, że obecnie stać w kolejce co najwyżej mogą, np. po naleśniki w Manekinie, ale już na pewno nie muszą.

22_1

3. Film, serial i muzyka

Dobry film to wybór bezpieczny ale i nieco nudny – sprawdza się w przypadku matki-kolekcjonerki, inaczej jest po prostu przedmiotem. Serio – jeśli kobieta, która wydała Cię na świat, nie jest zapaloną zbieraczką, zabierz ją lepiej do kina. Będzie bawiła się znacznie lepiej niż podczas samotnego seansu z nową płytą w roli głównej.

Jako że jestem prawdopodobnie jedyną osobą na świecie, która nie znosi Penelope Cruz, to film z jej udziałem wydaje mi się przyzwoitą opcją dla większości ludzi. „Ma ma” zbiera przyzwoite opinie, a sama Penelope ponoć nie gra tym razem dla odmiany histeryczki / wariatki / awanturniczki / rozszalałej artystki / stereotypowej Hiszpanki. Ponoć.

Dla fanów Grety Gerwig i ciepłego, lekkiego kina nieobrażającego przy tym inteligencji widza – „Frances Ha”, jako dowód, że jeżeli w amerykańskim kinie pojawia się humor, to nie musi wcale oznaczać żartu o pierdzeniu. Przypadnie do gustu fanom francuskiej nowej fali.

„Papusza” w bieli i czerni to jak dla mnie najpiękniejszy wizualnie polski film ostatnich lat. I mówię to z całą świadomością faktu, że w tym samym roku do kin trafiła „Ida”. Obowiązkowa pozycja dla każdego estety, fana poezji i historii literatury, fascynata etnografii i folkloru.

collage

James Bond zawsze spoko. I mówcie co chcecie, ale Daniel Craig był jedynym agentem 007 oprócz Seana Connery’ego, którego oglądałam z przyjemnością. Taki Brosnan na przykład zawsze wydawał mi się skąpany w wazelinie. Chociaż środkowa część tego tryptyku, „Quantum of Solace”, to prawdopodobnie najsłabszy film o Bondzie ever, także z powodu niewydarzonej Olgi Kurylenko (mam nadzieję, że w modelingu szło jej lepiej), to „Casino Royale” jest dla równowagi jednym z najlepszych (boska Eva Green!). „Skyfall” natomiast, chociaż budzi sprzeczne opinie, to jak dla mnie najbardziej bodajże dojrzały film z bondowskiego uniwersum, jaki kiedykolwiek powstał. Warto mieć na półce.

Ostrożnie – „Czterdziestolatka” poleca się przede wszystkim matkom, nomen omen, po 40stce – i to już nawet raczej bliżej 50tki i starszym. Po pierwsze ze względu na tytuł (wielce wymowny), po drugie – młodsza matka jest zbyt siksowata, że ten genialny serial pamięta. Chociaż więc może go lubić, nie będzie dla niej raczej dziełem kultowym nie będzie się wiązał z doświadczeniem pokoleniowym. A jeden z najzabawniejszych (jeśli nie najzabawniejszy) seriali polskiej telewizji z kobietą pracującą Ireną Kwiatkowską na czele zasługuje na to, żeby go kochać.

Jeśli pani matka jest jednak kobietą nowoczesną lub po prostu nieco młodszą, można podsunąć jej „House of Cards” – zwłaszcza sezon 3., w którym boska Robin Wright jako Claire Underwood mocno kradnie już uwagę swojemu ekranowemu partnerowi. Łatwo nienawidzić tej pary, ale cholernie trudno jej nie podziwiać.

collage

Moje wielkie muzyczne zakochanie ostatnich tygodni, czyli Kortez i cudownie melancholijną płytą „Bumerang”. Tą właśnie płytą mam ochotę rzucać w twarz każdemu, kto wiesza psy na polskiej współczesnej muzyce. Posłuchajcie sami.

Adele to pewniak – chyba nikogo nie trzeba specjalnie do tego przekonywać. Diabelnie utalentowana Brytyjka albumem „25” szybko podbiła serca fanów, listy przebojów i… rankingi sprzedażowe, chociaż w tym samym czasie wypowiedziała w zasadzie wojnę serwisom streamingowym. Jak widać, da się, a przyszłością muzyki wcale nie jest bezpłatny lub tani dostęp.

„The Wanderings of the Avener” to moim zdaniem idealna płyta do samochodu. Na Avenera wpadłam przypadkiem na YouTube, wybierając przez przypadek jego wersję „Hate Street Dialogue” Rodrigueza z głębokim, miękkim bitem w tle. Posłuchajcie!

collage

4. Kosmetyki

Jestem wielką fanką dobrych kosmetyków. Bardzo lubię polskie marki – nie widzę powodu, dla którego rodzime kosmetyki miałyby być gorsze od tych produkowanych #zagranico: często jest wręcz przeciwnie. Poza moim ukochanym Organique na stałej liście zakupowej trzymam także świetną Tołpę (używam już od czasów liceum!) i moje ostatnie odkrycie – Mannę. Sprawdzcie koniecznie ich zestawy upominkowe!

blue2s-472x708

collage

collage

5. Ubrania, dodatki, akcesoria

Seksowna bielizna to chyba nie aż tak popularny prezent na Dzień Matki (i może to i lepiej), ale stylowa pidżama z przyjemnego w dotyku materiału albo elegancki szlafrok to co innego. Jako wierna psychofanka Lunaby od samego początku kibicuję Asi i mam nadzieję, że jej marka będzie dalej się rozwijać, nie tracąc na jakości produktów. Inspirowane męską koszulą Shelly (z krótkimi spodenkami, ideał na lato) i Laura od debiutu są na mojej liście, a teraz tęsknym okiem patrzę też na szlafroki: czarnyszary.

collage

A może stylowe dodatki? Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo w moim życiu niezbędne jest eleganckie etui na wizytówki – to z Wittchen zdecydowanie robi robotę. Przyda się z pewnością każdej kobiecie posiadającej wizytówki, która dostaje mikrozawału za każdym razem, kiedy musi przekazać taki karteluszek klientowi i po wyjęciu z portfela widzi, jak elegancka niegdyś karta zeszmaciła się, wygięła i wytarła na krawędziach.

Podczas zeszłorocznych targów Slow Weekend w Soho Factory w oko wpadły mi produkty firmy Labrador Factory – piękne skórzane gadżety z surowym, prostym designem trafiły prosto do mojego serca. Ceny, niestety, w tym samym momencie przyprawiły mnie o owego serca atak, ale czegóż się nie robi z miłości…

Ostatni zastrzyk gotówki zafundował mi mały dylemat: buty na lato? Jedzenie na miesiąc? A może okulary przeciwsłoneczne? Wymarzony model upatrzyłam sobie w ubiegłym roku, ale dopiero teraz, kiedy połamałam ostatnie ramki, dojrzałam do zakupu: będą rajbany. Oczywiście, nie model Wayfarer. Są pewne granice. Kobiecy, elegancki model Erika wygląda dobrze na większości twarzy i zakrywa podkrążone oczy następnego dnia po nocnym szaleństwie. Albo po dobie nieprzespanej z powodu płaczu ukochanego dziecięcia. Świeżo upieczone matki docenią.

collage

Na biżuterię Agaty Bieleń wpadłam po raz pierwszy kilka lat temu. Spodobały mi się proste ksztalty i przemyślana forma – chyba tylko słynna geometryczna kolekcja Ani Kuczyńskiej dla YES podoba mi się równie mocno. Chociaż nie nazwałabym się fanką minimalizmu i subtelności, to jednak coś mnie w tych propozycjach nieodmiennie pociąga. Stawiam dychę, że pociągnie także bardzo wiele eleganckich mam:

collage

 

Niezbędnik otaku: gadżety z Totoro, które musisz mieć
5 przedmiotów dla ludzi, którzy gardzą wychodzeniem z domu