Szorty kulturalne #32: niespodzianki i rozczarowania na 16. MFF Nowe Horyzonty
Jak zaplanować wyjazd na festiwal filmowy?

Lepiej późno, niż wcześnie, to moje życiowe motto: dlatego spisuję te wrażenia z Nowych Horyzontów ponad 3 miesiące po fakcie. W ostatnim tekście skupiłam się na filmach, które na festiwal przyjechały prosto z Cannes, dzisiaj produkcje być może nie aż tak znane – poza kilkoma wyjątkami – ale równie zasługujące na uznanie. To tytuły, do których obejrzenia zabierałam się już od dawna i wciąż nie mogłam się zmotywować oraz nowości, których nie udało mi się zobaczyć w kinach studyjnych.

Poprzedni1 z 9Następny

1. Barany. Islandzka opowieść (Hrútar, reż. Grímur Hákonarson, 2015) – 8/10 ♥

Powiecie być może, że nuda, ale mnie ten surowy obraz prostego życia naprawdę poruszył. Życie dwóch skłóconych od lat braci, Gummiego i Kiddiego, komplikuje się, kiedy na islandzkie owce spada nieoczekiwanie plaga trzęsawki: w obawie przez epidemią wszyscy hodowcy w dolinie zmuszeni są pozbyć się swoich stad i zrezygnować z dotychczasowego zajęcia na przynajmniej kilka lat. To, co wydawałoby się tylko problemem natury ekonomicznej, niesie za sobą ogromne konsekwencje społeczne: eksterminacja zwierząt oznacza dla ich posiadaczy nie tylko utratę celu w dotychczasowym życiu, ale także wybicie co do nogi przedstawicieli starej, tradycyjnej rasy, z przedstawicieli której Gummi i Kiddi byli jeszcze niedawno tak dumni.

Islandzka wieś w „Baranach” to świat hermetyczny i odizolowany, nieprzesiąknięty nawykami współczesnych metropolii i tylko w ograniczonym stopniu korzystający z technologicznych udogodnień – chociaż mieszkańcy doliny skłonni są inwestować w dobrej jakości maszyny rolnicze czy umożliwiające poruszanie się po wzgórzach pojazdy, nie wydają się być przesadnie zainteresowani przedmiotami pozbawionymi ściśle praktycznego zastosowania. Ta utulitarna prostota dobrze oddaje wartości, kierujące życiem bohaterów: jako synowie swojej ziemi nie są tu, żeby uciec od wielkomiejskiego zgiełku i nie myślą o emigracji za łatwiejszym, bardziej komfortowym życiem. Tutaj się urodzili i prawdopodobnie tutaj właśnie umrą. Tylko… jak mają żyć bez swoich owiec?

Ostatecznie to im właśnie, a nie innym ludziom, bohaterowie okazują najwięcej troski i przywiązania, troszcząc się o zwierzęta jak o swoją rodzinę. Ta ostatnia jest bowiem kłopotliwa i niewygodna, zatem Gummi nie pozostawi pijanego brata na środku drogi, aby ten zamarzł w nocy, ale bez zbędnych czułości transportuje go do szpitala na… łyżce koparki. Takich – wydawałoby się – komediowych scen będzie tu więcej, częściej jednak budzą one wzruszenie niż śmiech. Gderających i mrukliwych staruszków pogodzić może jedynie wspólny cel, a i o to nie będzie łatwo: proces odradzania się braterskiego oddania przebiegać będzie wśród śnieżnej zawiei i widma prawdopodobnej śmierci. W finałowych scenach, ujmująco tkliwych i szczerych, Gummi i Kiddi staną przed widzem odarci ze swoich ochronnych pancerzy i dawnych zatargów. Chociaż razem stanowią relikt świata odchodzącego w niebyt, trudno tego świata przynajmniej na chwilę nie pokochać.

TRAILER

Poprzedni1 z 9Następny
Szorty kulturalne #32: niespodzianki i rozczarowania na 16. MFF Nowe Horyzonty
Jak zaplanować wyjazd na festiwal filmowy?