Szorty kulturalne #33: filmy i emocje z 7. American Film Festival
Poradnik świąteczny 2016: znajdź idealny prezent dla...

Jest kilka rzeczy, które wypadałoby mieć, jeśli chce się wymiatać na Instagramie, jak na przykład ciekawe życie, świetna figura, dużo pieniędzy albo przynajmniej wrażliwość artystyczna i dobry sprzęt do robienia zdjęć, które są w stanie zamienić banalny na pozór kadr ze zdechłą wroną w metaforę przemijania. Osobiście cierpię na niedobór wszystkich z powyżej wymienionych obiektów, zatem mam takiego Instagrama, jakiego mam

W nadchodzącym roku pańskim 2017 postanawiam jednak coś z tym zrobić. Ponieważ znam samą siebie aż za dobrze i wiem, że nie istnieje taka siła, która zmusi mnie do pindrzenia się przed lustrem specjalnie w celu trzaśnięcia sobie selfie, zanim schudnę te 20 kilo, to Instagram już dawno będzie historią starożytną, a na nadmiar egzotycznych podróży narzekać nigdy nie mogłam, postanowiłam w pierwszej kolejności zainwestować w wyposażenie niezbędne każdej blogerce specjalizującej się w zdjęciach określanych przez mojego byłego szefa mianem „kasiotuskowych”. Wiesz, o co chodzi: martwa natura ze świeczką, martwa natura z perfumami Diora, martwa natura z żywym kotem i torebką, martwa natura z książką i kremem do twarzy. Logiczne, nie?

Przejrzałam zatem konta popularnych blogerek i znalazłam 9 powtarzających się często obiektów, które dają +100 do charyzmy i gwarantują wysyp lajków. A nawet jeśli nie, to przynajmniej ładnie wyglądają. 

1. Sztuczne futerko ze sztucznego zwierzęcia

Teoretycznie może być również naturalne, ale wtedy można stracić w oczach wegańskich czytelników, więc lepiej nie ryzykować. Poza tym te syntetyczne są tańsze i można prać je w pralce, co jest nie bez znaczenia, kiedy coś jest tak często w użyciu jak mechaty dywanik, który stanowi idealne tło do zdjęć typu #flatlay.

Żeby nie było – ja sobie serio coś takiego właśnie zamówiłam. 

untitled-design

sztuczne białe futerko | dywan futrzany Apolena (sztuczne futerko): Bonami (30 zł w prezencie przy pierwszych zakupach!) | kremowe sztuczne futerko | Pled – Pchła That Way | białe dywaniki na Aliexpress

2. Kawa czy herbata?

Efektowna filiżanka musi być efektowna. Nie że jakiś dziadowski kubek z Tesco, tylko obiekt zazdrości kolekcjonerek fajansu i porcelany. Najlepsze będzie taka z Bolesławca, ale w ostateczności ujdą też skorupy polskich niezależnych hipstamarek lub firm skandynawskich. Jak wszyscy wiedzą, #scandinavianstyle jest #chic. 

Nie wiem jak Ty, ale jak zachorowałam na ten czajnik i kubek z przerywanymi liniami ze zdjęć poniżej. 

3. Wielce mądre i efektowne książki

Gustu nie można sobie kupić, nad czym boleję, bo załapałam się tylko na ten literacki oraz filmowy i jakimś cudem ominęłam kolejkę do podstawowego poczucia estetyki, które posiada większość znanych mi kobiet. Książek jednak mam od groma i wszystkie te arcymądre tytuły oraz efektowne albumy znajdą się wkrótce na moim Instagramie. Pamiętaj, że najlepiej działają gorące nowości, książki z zakresu #dizajn a.k.a. #design, kolorowe #illustrations oraz ładne okładki.

4. Fauna i flora

Kupowanie psa lub kota jedynie do zdjęć byłoby mocno bezmyślne, jednak zwierzynę zawsze można od kogoś wypożyczyć i to nieodpłatnie. Niekoniecznie trzeba od razu zostawać #petsitter, wystarczy wbić się do znajomych na #lazyevening i w ramach #chillout przy kieliszku wina natrzaskać zdjęć Azorka na tle białej komody z IKEI. 

Kaktusy na szczęście nie są aż tak wymagające, a cięte kwiaty zawsze budzą entuzjazm: szybka wizyta w kwiaciarni jest gwarancją sukcesu, zwłaszcza gdy zakupione zielsko podpiszemy jako #thebestboyfriendever, dając jasno do zrozumienia, że my nie tak same, ale że mamy swojego #instahusband, czyli ludzki wyzwalacz migawki. To ten gość, który balansuje na drabinie za Twoimi plecami i trzaska z góry zdjęcia smukłych nóg odzianych w podkolanówki. Jak to mówią, za sukcesem niejednej wielkiej blogerki stoi wyjątkowo cierpliwy fotograf.

untitled-design

5. Białe, wszystko białe

Biały regał, białe krzesło, biały taboret, pościel, ściany i pufy, białe talerze, doniczki, filiżanki i pojemniki. Wszystko białe. Cocaine, so much cocaine. Czego nie możesz kupić w bieli, zamaluj farbą. 

untitled-design

regał Tomasucci Kross: Bonami (30 zł w prezencie przy pierwszych zakupach!) | stołeczek skandynawski sztuczne futro lama | skladane krzesło vintageDIY jeleń biały

6. Drewniany kalendarz

Praktyczny mniej więcej w tym samym stopniu, co kalendarz ścienny, to znaczy nikt nigdy nie pamięta, żeby go aktualizować i w zasadzie służy tylko do występowania w roli rekwizytu na zdjęciach, ale nikt przecież nie mówił, że wszystko musi być człowiekowi od razu potrzebne.

Fajny, nie? Dlatego kupiłam.

7. Estetyczna pasza

Bigos zachowaj raczej na inne okazje, bo fotografowanie bigosu to jest level hard i nie każdy potrafi z tej brei zrobić #foodporn. O wiele łatwiej jest ociosać w kosteczkę melony i obsypać je truskawkami albo sfotografować kawałek ciasta. Ciasta oczywiście nie trzeba robić samodzielnie, można kupić, pożyczyc od sąsiadów albo wybrać się w tym celu do babci. Lub do zaprzyjaźnionej blogerki kulinarnej.

Dla wybitnie leniwych (to ja) pozostaje pasza w słoikach, pudełkach, torebkach i puszkach, np. biodżem marchewkowy, ekologiczny bukiet jarzyn zbieranych o północy przy świetle księżyca przez bosonogie dziewice czy też koktajl z siemieniem lnianym dla bogaczy, czyli nasionami #chia. Smacznego!

8. Fancy kosmetyki

Zapomnij o plastiku. Nawet jeśli tak naprawdę pod prysznicem mydlisz się mydełkiem Fa albo żelem z ARO z Makro, na Instagram lepiej wrzucić ręcznie robione mydlane arcydzieła z zatopionym w środku statkiem Wikingów z lawendy albo diamentami. Obecność diamentów usprawiedliwi przynajmniej cenę wysokości trzech dych za kostkę. 

Szklane słoiczki i buteleczki powinny być #minimal i #eco, pozbawione krzykliwych etykietek, w nieco aptecznym stylu. 

9. #stationery…

… czyli kredki, długopisy, notesy, karteczki samoprzylepne, spinacze, papeteria i cała reszta tego barwnego kramu. Zwłaszcza notatniki za stówę od sztuki, których potem szkoda używać, bo kosztowały tyle kasy, że aż człowiekowi słabo się robi, jak o tym pomyśli. Wiem co mówię – jak kupiłam rok temu cały komplet notesów Moleskine z serii z „Alicją w Krainie Czarów”, tak do dzisiaj leżą w folii, bo wiem, że jak zużyję, to już ich nigdzie nie dostanę. A nie będę przecież chomikować zużytych notesów. Co nie?


Szorty kulturalne #33: filmy i emocje z 7. American Film Festival
Poradnik świąteczny 2016: znajdź idealny prezent dla...