Nie wiem jak Wy, ale ja rok 2017 zaczęłam głębokim snem, dobrym śniadaniem i emocjonalnym odpowiednikiem kopniaka w brzuch, wymierzonego przez mistrza Polski w kick-boxingu. Mówiąc wprost: początek jest taki, że mam ochotę tylko położyć się na torach i czekać na nadjeżdżający pociąg, nie mogę tego jednak uczynić, bo mam za dużo rzeczy do zrobienia i ktoś na mnie liczy. Tak że tak, Wam także wszystkiego dobrego w nowym roku.

Ostatnie dni grudnia spędziłam na rozmyślaniach, bo ostatecznie jedyne zmiany, jakie naprawdę można wprowadzić w życie, to te, które dotyczą nas samych, naszego nastawienia do ludzi i wykonywanych czynności i tak dalej i tak dalej. Przeczytacie dziś i w ciągu nabliższych dni na pewno dziesiątki podobnych tekstów, z których dowiecie się, jak być szczęśliwym, jak być bardziej efektywnym, jak lepiej się zmotywować i jak wychodzić ze strefy komfortu. Ja nie mam jednak w ogóle nawet zamiaru próbować, bo czasami nie mam siły wyjść z własnego pokoju, a co dopiero z jakiejś tam strefy. Podobnie jak w roku 2016, tak i w tym planuję głównie skupić się na tym, żeby po prostu przetrwać, a jak załapię się nad jakieś nadwyżki energii i dobrej woli, to wtedy będę się martwić, co z nimi zrobić. 

Mam zatem zbiór porad, które mogą pomóc przetrwać i zapanować nad własną emocjonalną niestabilnością i ustrzec przed życiem na sinusoidzie, niezależnie od tego, czy macie papiery od pana doktora na bycie nienormalnymi, czy jeszcze nie. 

 

***

Nie daj się nabrać na atrapy prawdziwego życia: nikt nie jest szczęśliwy przez 365 dni w roku 24 godziny na dobę od urodzenia aż do śmierci. Nie ma nic złego w tym, że zaliczasz właśnie spadek formy i jesteś tylko smutnym burrito. Nie musisz kłamać, że masz się świetnie: bycie nieszczęśliwym jest równie naturalnym stanem co biegunka. Czasami po prostu się zdarza. Czasami z byle powodu. Pamiętaj, że czyjś Instagram, Facebook czy blog to tylko wycinek jego życia.

***

To, co myślą na Twój temat inni ludzie, jest i powinno pozostać problemem innych ludzi. Nie ma na świecie osoby, o której wszyscy wypowiadają się z sympatią, każdy komuś kiedy podpadł. Jeśli nie masz niczego na sumieniu, po prostu ignoruj takie uwagi. A jeśli Ci to w czymś pomoże, poćwicz przed lustem mówienie „kompletnie nie obchodzi mnie Twoje zdanie na mój temat” lub „jest mi to bardzo wszystko jedno, co o mnie myślisz”. A potem powiedz to komuś w twarz. Naucz się mówić także „spierdalaj”. Tak na wszelki wypadek. W niektórych sytuacjach jest to jedyna rzecz, którą można powiedzieć.

***

Konfrontuj się z ludźmi, którzy Cię drażnią, którzy działają przeciwko Tobie, którzy Cię rozczarowują. To bywa stresujące, ale po wszystkim przynosi ulgę i satysfakcję. To jest zerwanie plastra do depilacji za pomocą jednego, szybkiego szarpnięcia. Parę sekund bólu, soczyste przekleństwo i gładka jak jedwab skóra. Ewentualne podrażnienia szybko się goją: po wszystkim nagle okazuje się, że nie musisz już gadać z ludźmi, których nie lubisz, bo sami zaczynaja Cię unikać.

***

Pamiętaj, że uprzejmość okazywana innym to akt dobrej woli, a nie nakaz prawny. Nie masz obowiązku ustępować miejsca w autobusie każdej maszkarze, która znacząco dźga Cię torebką, możesz ją złośliwie ignorować do momentu, kiedy nie raczy uprzejmie poprosić, a kiedy robisz coś bez proszenia, masz prawo oczekiwać podziękowania. Jeśli to Ty potrzebujesz np. pomocy z wrzuceniem walizki na półkę w pociągu, miejsca siedzącego w komunikacji miejskiej lub innej przysługi, to zamiast roszczeniowo oburzać się na chamstwo, kiedy nikt nie biegnie w Twoją stronę, po prostu zdejmij koronę i poproś. A po fakcie podziękuj. Inaczej jesteś po prostu strasznym burakiem. Tak, nawet jeśli jesteś w ciąży. 

***

Przepraszaj. Nie za to, kim jesteś, ale za to, co robisz. Nie bój się ponosić konsekwencji swojego zachowania i nie unikaj tego. Nawet jeśli wyrządzisz komuś krzywdę zupełnie nieświadomie, to przeproś za tę nieświadomość, bo niewiedza nie zwalnia Cię z odpowiedzialności. 

***

Każdego dnia wieczorem przygotuj sobie listę zadań do zrobienia na następny dzień: wpisz tam nawet te najmniejsze rzeczy, jak wyjście do sklepu po bułki, posłanie łóżka, wyregulowanie brwi czy napisanie maila do dawno niewidzianej koleżanki lub telefon do matki. Nikt poza Tobą nie wie, ile energii i woli kosztuje Cię czasami to, żeby w ogóle wstać z wyra i umyć zęby. Skreślane z listy pozycje będą motywować Cię do zrobienia w ciągu dnia czegokolwiek. Czasami najlepiej jest zacząć od małych rzeczy.

***

Postaraj się nie słuchać ludzi, którzy mają dużo do powiedzenia na temat Twoich powinności, zwłaszcza w kontekście Twojego wyglądu, zachowania, ambicji, wychowania dzieci, wyrażania emocji. Ignoruj każde zdanie zawierające zwrot „nie wypada”. Wszystko wypada. Niektóre rzeczy są po prostu nielegalne. 

***

Nie goń za wszelką cenę za silnymi emocjami: poszukaj tego, co Cię relaksuje i daje poczucie równowagi. Rób to zawsze wtedy, kiedy masz ochotę i możliwość, bez wyrzutów sumienia odmawiając udziału we wszystkim, czego nie masz ochoty robić.

***

Nie kłam, że czujesz się dobrze. Jeśli nie masz ochoty iść na piwo ze znajomymi, bo przeraża Cię myśl o wyjściu z domu, powiedz im wprost, że przechodzisz coś trudnego i nie czujesz się na siłach. Komunikuj, kiedy potrzebujesz samotności i mów wprost, kiedy nie chcesz być już dłużej samotny. Spróbuj powiedzieć wprost „nie czuję się dobrze, proszę, porozmawiaj ze mną”. 

***

W ogóle nie kłam. Najlepiej nigdy.

***

Pracuj nad wyrobieniem sobie rutyny. Wstawaj rano, śpij w nocy – rezygnacja z nocnego wypoczynku i przesypianie światła dziennego to najszybsza droga do znacznego pogorszenia psychicznej formy. Nieważne, że w nocy pracuje Ci się lepiej i myślisz bardziej twórczo: to tylko kwestia nawyku, a nawet najbardziej efektywna praca nie jest warta ryzykowania załamania psychicznego. Śpij więcej i dbaj o siebie. Zjedz codziennie dobre śniadanie, odstaw fast foody, cukier, wysoko przetworzoną żywność, puste węglowowany, białą mąkę pszenną, nadmiar soli. Wbrew temu co wmawiają Ci kolorowe magazyny, to nie uleczy Twojego życia. Ale pomoże wyeliminować chroniczne zmęczenie i znużenie, ospałość, apatię i zredukuje skoki nastroju.

***

Oszukuj. Aktywność fizyczna zapewni Ci regularne dostawy serotoniny. Zagraj w badmintona, ping-ponga, kup łyżwy albo rolki, zacznij jeździć konno, wyciągnij z piwnicy rower. Znajdź formę aktywności, która angażuje nie tylko ciało, ale i zmusza do myślenia, planowania strategii albo wymaga dużego skupienia. W ostateczności zacznij chodzić na długie spacery, najlepiej z psem. Nie masz psa? To pożycz. To też Cię nie wyleczy, ale pomoże zachować kontrolę dzięki wpływaniu na procesy biochemiczne w Twoim organizmie. O szczegóły zapytaj lekarza lub farmaceutę.

***

Przynajmniej raz w miesiącu wyjedź z domu na weekend. Niekoniecznie na Kubę. Wystarczy, że pojedziesz do babci, odwiedzisz dawno niewidzianych znajomych, zapytasz przyjaciół mieszkających w innej dzielnicy Twojego miasta, czy możesz do nich wpaść z butelką wina i zostać na noc. Jeśli możesz sobie na to pozwolić, wyjedź dalej, zrób coś, na co masz ochotę. Tak po prostu: zmień na moment otoczenie. 

Życie nowelą: tragedia w trzech aktach z mnogością odniesień
To nie był dobry rok, ale pamiętam gorsze