Z archiwum polskiego hip hopu vol. 2
Share Week czyli blogerów mizianie po brzuszkach

Jak przystało na bloga o tematyce lifestyle'owej (wciąż nie mogę zdecydować się między tym, a kulturą), nadszedł czas na rozłożenie na czynniki pierwsze związków. Jak wszyscy wiemy, są one bardzo ważnym elementem naszego życia – powiedziałabym nawet, że bez nich ani rusz! Osobiście najbardziej lubię kwasy, ale takie tlenki też są całkiem spoko.

Dobra, to był suchy żart, ale nie mogłam się powstrzymać. Zacznijmy może od tego, że nie jestem romantyczna. Zależność ja – romantyzm przedstawia poniższy rysunek:

ja


W praktyce oznacza to, że idealna randka nie zawiera w moim przekonaniu zachodzącego słońca, kwiatów, trzymania za ręce ani słowa "randka".

Jako nastolatka miałam strasznie skrzywioną wizję relacji damsko-męskich. W sumie to nic dziwnego, w tym wieku każdemu wiele się wydaje, a prawdziwe życie znienacka wyskakuje na człowieka zza zakrętu. Problem w tym, że ja z tego wyrosłam – a wiele moich koleżanek nie. I efekt jest taki, że ja mam obecnie time of my life, jak to mówią, a one umartwiają się po nocach i rozhisteryzowane relacjonują sobie kłótnie z chłopakami przez telefon. Nie będę oszukiwać, że doszłam do tego wszystkiego sama – po prostu na pewnym etapie mojego życia spotykałam się z kimś, kto ustawił mnie do pionu i wybił mi skutecznie pewne skandalicznie durne zachowania z głowy. Wybijanie z głowy było czynnością dość bolesną, ale szybko wyciągnęłam wnioski i obecnie jestem człowiekiem naprawdę bezproblemowym. W związku z tym spieszę podzielić się moimi przemyśleniami na temat funkcjonowania w układzie 1+1, aby wszystkim nam żyło się łatwiej i przyjemniej.

 

1. NIE OBRAŻAJ SIĘ

Obrażanie się jest tak żałosne, że aż trudno to wyrazić słowami. Osoba, która nadyma się i unika kontaktu, daje partnerowi pełne prawo do rzucenia jej w cholerę i znalezienia sobie kogoś mądrzejszego, kto o problemach potrafi rozmawiać.

Stereotyp głosi, że obrażają się kobiety. Nieprawda. Mężczyźni też się obrażają i są wtedy jeszcze bardziej śmieszni niż dziewczyny. O obrażonej kobiecie można jeszcze czasami powiedzieć, że jest słodka gdy się gniewa (ale musi być naprawdę śliczna), natomiast żaden facet nie jest w takiej sytuacji słodki.

Przy moim ostatnim chłopaku nauczyłam się jednego: najlepszą metodą na czyjeś fochy jest po prostu wstać, wziąć kurtkę z wieszaka, powiedzieć "zadzwoń, jak Ci przejdzie" i spokojnie wyjść. Skoro obrażająca się księżniczka/książę ma ochotę na demonstracje, to niech demonstruje do ściany. Mnie ta metoda wyleczyła na całe życie z zachowywania się jak 5-latka i od tej pory postępuję tak z każdym, kto się na mnie obraża. Szkoda mi po prostu życia na użeranie się z czyimiś fanaberiami.

Obrażanie się jest próbą sił i najniższą formą manipulacji drugim człowiekiem. Opiera się na próbie wywołania poczucia winy. Nie dąży do rozwiązania konfliktu, ale do tego, żeby druga strona wzięła na siebie całą winę i przypełzła na kolanach, uniżenie przepraszając. Bo przecież osobie obrażonej nie wystarczy zwykłe "przepraszam" – tu trzeba się kajać i czołgać u stóp, przynosić kwiaty lub kusić seksem (zależnie od strony). A we mnie budzi to niesmak.

Jeśli Twój partner sprawił Ci naprawdę dużą przykrość, powiedz to wprost. Spokojnie, patrząc mu w oczy. Jeśli czujesz, że zbiera Ci się na płacz, rozpłacz się. Jak boli, to boli (ale udawany płacz jest jeszcze bardziej odrażający niż obrażanie się). W większości przypadków szczere "to było naprawdę przykre, bardzo zabolało mnie to co zrobiłeś/aś i nie potrafię tego po prostu zignorować" wbija się drugiej stronie brutalnie między oczy i dociera do świadomości lepiej niż fochy. Z obrażaniem się zwykle jest tak, że ona nadyma się, on nie wie o co chodzi, ona mu przecież nie powie, bo jest obrażona, on jest zdezorientowany i wściekły, w końcu idzie kupić kwiaty lub biżuterię, zaczyna się kajać (nie wiedząc za co, ale chce to mieć już z głowy), ona mu łaskawie wybacza i wszystko wraca do normy. Szkoda, że on dalej nie wie, o co chodzi. W przypadku obrażających się mężczyzn w ogóle nie warto zastanawiać się, o czym myślą, bo ich powody są zawsze absurdalne i pozbawione jakiejkolwiek logiki.

 

2. WYMAGAJ TYLE, ILE DAJESZ I NIE ZMUSZAJ DO WYKONYWANIA IDIOTYCZNYCH CZYNNOŚCI

Jeśli chcesz, żeby Twój partner od czasu do czasu przynosił Ci kwiaty, to od czasu do czasu wypadałoby ugotować coś, co on uwielbia. Albo pozwolić mu zaprosić kumpli na mecz i podać przynajmniej paluszki.

Metodycznie unikam kontaktu z parami, które nie mają zachowanej równowagi w związku. Na przykład: ona skacze koło księcia pana i podsuwa mu wszystko pod nos, a on w tym czasie czyta gazetę. Albo: on wychodzi ze skóry, żeby zaspokoić jej zachcianki, a jej się wydaje, że może tylko leżeć i pachnieć. Na dłuższą metę przebywanie z takimi ludźmi jest strasznie toksyczne – uprzywilejowanej osobie wydaje się, że cały świat będzie traktował ją tak, jak jest traktowana w związku.

W normalnym, zdrowym związku nie ma czegoś takiego jak określone z góry obowiązki – takie ustalenia każda para musi sobie indywidualnie wyjaśnić. Jeśli ustalą między sobą, że ona (przykładowo) gotuje i sprząta, a on dba o samochód, robi zakupy i zajmuje się rachunkami – wszystko w porządku. Kiedy na horyzoncie pojawia się temat wspólnego mieszkania i nagle okazuje się, dwie osoby mają kompletnie różną wizję świetlanej przyszłości, warto przedyskutować pewne kwestie. Bez tego czasami dochodzi do absurdalnej sytuacji, kiedy on przychodzi do domu i jest zaszokowany brakiem ciepłego posiłku na stole, a ona czeka, aż jej partner sam zauważy, że przydałoby się odmalować kuchnię (większość mężczyzn nie widzi tego, dopóki tynk nie zaczyna im pływać w zupie). 

Osobnym problemem są próby zmuszania do robienia absurdalnych rzecz w imię "spędzania razem czasu". Osobiście naprawdę nie widzę powodu, dla którego miałabym męczyć się przez pół wieczoru, oglądając mecz. I nie chcę, żeby mój chłopak chodził ze mną na zakupy, bo nie jest mi tam do niczego potrzeby, a nie sprawia mi przyjemności obserwowanie jego cierpienia. Oczywiście, jeśli dwie osoby lubią to samo, to mamy sytuację jak z bajki – ale nie oszukujmy się: widok facetów w galeriach handlowych siedzących przed wejściem do sklepu i wymieniających między sobą znudzone, pełne bolesnego zrozumienia spojrzenia jest aż nazbyt częsty. To jest po prostu okrutne, egoistyczne i złe. Ostatecznie po to mamy przyjaciół, żeby spędzać z nimi czas na robieniu rzeczy, które lubimy – a partner nie jest do nas przywiązany sznurkiem za nogę, żeby go wszędzie za sobą ciągnąć. 

 

3. ROZMAWIAJ. MÓW WPROST

Z jednym z moich byłych chłopaków wprowadziliśmy zasadę: o zaistniałym problemie rozmawiamy w ciągu 24 godzin od wystąpienia spornej sytuacji. Jeśli pokrzywdzona osoba nie poruszy tematu, umiera on śmiercią naturalną i traci się prawo do wypominania tego w kłótniach. Brzmi zabawnie, ale w praktyce – ideał. Teksty "bo Ty nigdy" i "bo Ty zawsze" w ogóle wykreśl ze słownika.

Problem w tym, że najczęściej jest tak: mężczyźni nie chcą rozmawiać, a kobiety nie rozmawiają, tylko od razu ruszają do ataku i sięgają po paskudne zagrywki. W kłótni potrafią wywołać 4 pokolenia wstecz i sytuacje w stylu "a pamiętasz jak 5 lat temu na wakacjach w Juracie obejrzałeś się za tą dziewczyną w białej sukience?!". Kochana, on prawdopodobnie nawet nie pamięta, że 5 lat temu był w Juracie.

Jeśli czujesz, że za chwilę wybuchniesz, weź kurteczkę i idź na spacer. Przemyśl sobie pewne kwestie, ochłoń, zastanów się, czy przypadkiem nie szukasz problemu na siłę. Jeśli konfrontacja naprawdę jest potrzebna, mów wprost. Najlepiej używając krótkich zdań, które dobrze wyrażają to, co myślisz i jak się czujesz. Nie oznacza to, że musisz od razu przedstawiać całą analizę swojego stanu psychicznego. Krótko, zwięźle i na temat – to jest ideał. Słuchając, jak kłócą się znajome pary, muszę powiedzieć, że sama wyłączam się po drugim, maksymalnie trzecim bezsensownym zdaniu, które wyrzuca z siebie rozjuszone dziewczę. To dlatego właśnie kobiece kłótnie są takie spektakularne. Każda gada do siebie i dwa strumienie wypowiedzi gdzieś tam się mijają po drodze.

Podobnie jest z oczekiwaniami. Jeśli chcesz dostawać kwiaty, powiedz "miło byłoby dostać czasami kwiaty" zamiast "wiesz, a Asia to dostaje kwiaty od Piotrka…". Jeśli czegoś nauczyły mnie długoletnie przyjaźnie z facetami (a z dziewczynami nauczyłam się przyjaźnić dopiero w ciągu ostatnich kilku lat), to tego, co powtarzał mi wielokrotnie mój kumpel Mateusz: "MY NAPRAWDĘ JESTEŚMY PROŚCI". Co więcej, udało mi się przestawić na takie właśnie myślenie. Czasami jeszcze wychodzi ze mnie baba z całą tą pokrętną logiką, ale staram się trzymać to w ryzach. Jeśli czegoś chcę – mówię. Jeśli nie chcę – też mówię. Przestałam oczekiwać, że świat domyśli się, jak mnie uszczęśliwić i po prostu pokazuję palcem. Co więcej, ta metoda sprawdza się też w odniesieniu do dzieci – w moim przypadku prosty komunikat w stylu "pozmywaj naczynia" trafiał momentalnie do celu. Za to godzinne narzekanie na to, jakim jestem leniem i że w ogóle te gary to same się nie umyją sprawiał, że automatycznie wyłączałam fonię i ustawiałam na twarzy wyraz uprzejmego zainteresowania, które nie miało pokrycia w działaniu.

Jest to problem, który dotyczy wielu matek i w ogóle kobiet zajmujących się domem. Ja wiem, że każda kobieta chciałaby, aby jej potomstwo i partner przepychali się, biegnąc do zlewu zawalonego brudnymi naczyniami. Ale poważnie – czy ktoś (oprócz nielicznych jednostek, które to relaksuje) naprawdę lubi to robić? Robić to dla przyjemności, z własnej, nieprzymuszonej woli? Be serious. A przecież wystarczy tylko powiedzieć.

Z powodów z tym związanych wiele osób (to znaczy wiele kobiet) uważa, że jestem wredna. Nie. Ja bywam po prostu bardzo bezpośrednia. Jeśli kogoś nie lubię, to prawdopodobnie mu to powiem. 

 

4. SKOŃCZ Z KONTROLĄ I TERROREM

Robi mi się zimno, kiedy słyszę dziewczyny chwalące się tym, "jak krótko trzymają swojego chłopaka". Mężczyźni też czasami tak mówią, ale w ich przypadku to zwykle samcze przechwałki nie znajdujące poparcia w rzeczywistości, więc trudno traktować to serio. Za to kobiety…

Jeśli chcesz kontroli, kup sobie psa. I wtedy możesz go trzymać tak krótko jak chcesz i wymagać od niego posłuszeństwa. Ale jeśli masz nadzieję, że Twój misio pysio przestanie chodzić na piwo z kumplami dlatego, że TY TAK CHCESZ, to może od razu lepiej wykastrować go i nosić jego męskie akcesoria w woreczku na pasku? To trochę tak, jak z dobieraniem krawata pod kolor sukienki kobiety: mężczyzna nie jest dodatkiem do swojej partnerki.

Tak naprawdę, on wcale nie musi pytać Cię o zgodę, kiedy wychodzi na noc i wraca do domu na czworakach. Jeśli macie zdrowe relacje, to po prostu poinformuje Cię o tym i pójdzie, nie meldując się po drodze 20 razy. Ty też nie musisz otrzymywać pozwolenia na wyjazd ze znajomymi na weekend czy zapisanie się na salsę.

Kiedy byłam młoda i głupia (nie żebym teraz była jakaś specjalnie mądra, ale wyciągnęłam pewne wnioski), zmuszałam moich chłopaków do tego, żeby poświęcali mi cały swój wolny czas. Naiwnie robili tak, jak chciałam. Jeden z nich rzucił przez to treningi piłki nożnej (a grał naprawdę dobrze), inny odciął się praktycznie od swoich znajomych, których nie znosiłam. W tym drugim przypadku pożałowałam tego bardzo mocno kiedy po kilku latach związku zauważyłam, że zabiłam całe jego życie towarzyskie, wciągając go w krąg moich przyjaciół. W efekcie nie spędzaliśmy w ogóle czasu osobno, a ja dostawałam szału, widząc, że w piątkowy wieczór siedzi w domu i nie ma żadnych planów.

Po latach Tomek – bo tak miał na imię – zarzucił mi, że zabiłam całą jego kreatywność i spontaniczność, bezustannie narzucając swoją wolę i swoje reguły. I miał rację. Przejmując władzę, dorzuciłam sobie obowiązek planowania wszystkiego. Bo po co miał ryzykować, proponując coś, skoro z góry było wiadomo, że księżna pani i tak będzie kręcić nosem?

Tak nie róbcie. To jest głupie.

 

5. NIE MYŚL, ŻE MOŻNA KOGOŚ ZMIENIĆ MIŁOŚCIĄ

Nie wierzę w zmienianie się "dla kogoś". Zawsze mnie zastanawia, dlaczego ludzie – znowu chodzi przede wszystkim o kobiety – tak strasznie upierają się, żeby wykorzenić wszystkie niepasujące do wzorca cechy ze swojego partnera. Nie łatwiej po prostu…czy ja wiem…zmienić partnera? Na innego?

Upieram się przy tym, że jedynych trwałych zmian można dokonać dla samego siebie – żeby czuć się lepiej ze sobą, osiągnąć coś, przezwyciężyć swoje słabości. Punktem oparcia dla takiej zmiany jest sam człowiek – i to się nie zmieni. Dla porównania, zmienianie się na czyjeś życzenie często ma datę ważności – wybucha komuś w twarz, kiedy w związku przestaje się układać albo kiedy w ogóle się on rozpada.

Po ostatnich związkach zrobiłam sobie dłuższą przerwę i nie żałuję. Twardo postanowiłam, że jeśli poznam kogoś, kto posiada cechę doprowadzającą mnie do szału, nie będę nawet próbować. Nie chce mi się walczyć, próbując kogoś dopasować do siebie. Każdy ma jakieś wady, irytujące nawyki, dziwne przyzwyczajenia. Dla jednych będą one urocze, dla innych niezauważalne, ale zawsze znajdą się ludzie, których doprowadzać one będą do szału. Jeśli możemy z czymś żyć, można rozważyć planowanie wspólnej przeszłości. Ale jeśli Ty jesteś bojowniczką o prawa zwierząt i ideologicznie nie możesz nawet patrzeć na mięso, może być Ci trudno porozumieć się z mężczyzną, który uważa, że miejsce psa jest na łańcuchu, a krowy – na talerzu. Podobnie jeśli Twoja dziewczyna uważa, że idealne wakacje to leżenie bykiem w piętnastogwiazdkowym hotelu na Malediwach, a Ty najchętniej włóczyłbyś się z plecakiem po Rumunii, łapiąc stopa na poboczach zapomnianych przez Boga i ludzi dróg – być może uda Wam się wyjechać wspólnie raz czy dwa, ale ostatecznie skończy się na czyimś poświęceniu.

A nadmiar poświęcenia zamienia związek w krwawą ofiarę.

 

A tak w ogóle, nie przejmujcie się tym. Bardzo trudno jest napisać taki tekst, nie uciekając się do uproszczeń i uogólnień, więc uwierzcie mi, że mam świadomość tego, że jest wiele kobiet, które nie stosują babskich sztuczek i wielu mężczyzn zachowujących się jak rozhisteryzowane laski. Istnieją też pary idealne. Sama znam kilka, które o to podejrzewam – i chociaż budzą mój lekki niepokój, naprawdę wierzę dzięki nim w to, że się da. Tak po prostu. Czego i Wam życzę. 

 

Z archiwum polskiego hip hopu vol. 2
Share Week czyli blogerów mizianie po brzuszkach