Zła Dziewczynka ucieka
Do Internetowych Korektorek

Witam Was serdecznie w kolejnej odsłonie cyklu „Problemy pierwszego świata, czyli co potrafią wymyślić ludzie, kiedy mają za dużo wolnego czasu”. Przeczytajcie koniecznie ten artykuł (link podesłała Dahlia, która sama jest najlepszym dowodem na to, że a) lalki nie szkodzą na poczucie własnej wartości i b) to nieprawda, że nikt nie ma takich nóg jak Barbie). Przyjrzyjcie się obrazkom. Przemyślcie to. Zdecydujcie, jakie macie na ten temat zdanie. Już? To teraz powiem Wam, co ja o tym myślę.

Zdradzę Wam pewien sekret: to nie broń zabija. Zabija człowiek, która pociąga za spust. Który podpala lont. Który znajduje się po tej stronie miecza, która nie ma ostrego zakończenia. Pewnie, łatwiej byłoby zwalić wszystko na pistolety i armaty, ale przestańmy się oszukiwać. To nie gry komputerowe sprawiają, że dzieci robią się agresywne – to przede wszystkim zasługa otoczenia, w którym przebywają i tego, że nie potraficie ich okiełznać oraz dotrzeć do nich, drodzy rodzice. To człowiek. Zawsze winien jest człowiek (nie będziemy przekomarzać się tu i rzucać argumentami o przypadkach, kiedy broń sama wypaliła, bądźcie przez chwilę poważni)

BYĆ JAK KLOCKI LEGO

Wiecie, kiedy byłam dzieckiem, miałam strasznie dużo tych ludzików z jajek-niespodzianek. Całe pudła. Nie pamiętam jednak, żebym kiedykolwiek chciała wyglądać jak lew z plecakiem albo krokodyl na wrotkach. Nie próbowałam upodobnić się ani do pluszowego misia, ani do człekokształtnych ludzików Lego Scala, nie chciałam być baletnicą z pozytywki, Dżasminą z Aladyna (obłędna laska), Larą Croft ani postacią z The Sims. A nawet jeśli przez moment chciałam, to zdawałam sobie sprawę z tego, że fajnie jest pomarzyć i pofantazjować, ale obok toczy się prawdziwe życie, w którym jestem sobą. I wszystko co mogę z tym faktem zrobić, to być fajniejszą sobą. Wszystko to dlatego, że – uwaga, leci pierwsza prawda objawiona – dzieci są może naiwne, ale nie są durne. One WIEDZĄ, że ludzie nie wyglądają jak lalki Barbie. Bo przecież MAJĄ OCZY, które w wielu przypadkach działają lepiej niż Wasze, bo nie są zużyte. Nie wiem, jak jest w wypadku Waszych córek, ale moja 6-letnia chrześnica naprawdę ogarnia, że nikt normalny nie wygląda jak jej ukochane lalki Monster High. Ja jestem stosunkowo blisko, ale mam za krótkie nogi i za mało słodyczy na liczku.

1

KTO NAUCZYŁ CIĘ BEZUSTANNEGO ODCHUDZANIA?

Drogie dziewczęta, 90% z nas bawiło się lalkami Barbie. Naprawdę obwiniacie ten kawałek plastiku o to, że kanon urody jest obecnie taki a nie inny? Kiedy szukacie winnych, naprawdę nie myślicie o swoich odchudzających się matkach, o wiecznym babskim „nie zmieszczę się”, „nie mam się w co ubrać”, „znowu przytyłam”, wśród których wychowała się większość z nas? Czy to lalka wmawiała Wam, że „kobieta musi być zadbana”? Czy to lalka przekonała kobiety na całym świecie, że depilacja całego ciała jest absolutnym must have? Czy to przypadkiem nie wredna koleżanka albo złośliwy kolega powiedział o Was lub do Was „ta gruba”, „schudnij”, „jesteś brzydka”?

Miałam lalkę Barbie. Nawet dwie – nie byłam nigdy fanką tego typu zabawek, moi rodzice nie spali na pieniądzach i nie miałam babci w Niemczech, więc moje pudełko klocków Lego też nie było przesadnie imponujące. Miałam za to coś, czego brakuje wielu dzieciom, mianowicie (druga prawda objawiona)

moi rodzice zawsze mieli dla mnie czas.

W praktyce oznacza to, że nie pozostawili mojego wychowania w plastikowych rękach lalki Barbie i gier wideo, ale rozmawiali ze mną. Pozwalali na dyskusję. Tłumaczyli. Nigdy nie zakazywali niczego „bo tak”. Traktowali mnie jak pełnoprawnego człowieka, a nie jak psa albo debila. Byłam chwalona i karana, zależnie od tego, co danego dnia zmalowałam. Parę razy dostałam w tyłek. Bodajże nawet pasem, bo zdarzyło mi się srogo przesadzić, a czasy były jednak nieco inne. Dzieciństwo swoje pamiętam jednak jako czas, w którym mówiłam. W którym każdy mi odpowiadał. Dziadek i babcia nauczyli mnie czytać na Gazecie Wyborczej, mama podczas prasowania grała ze mną w gry słowne, ojciec wieczorami śpiewał mi i opowiadał bajki aż do czasu kiedy nie stoczył się na alkoholowe dno. Mimo, że moje życie nie było nieustającym pasmem różowości i dobrobytu, mimo, że czasami pieniędzy nie było za wiele i nigdy nie miałam kurtki Campusa czy Bergsona, tej jednej rzeczy nigdy mi nie odmawiano: UWAGI.

NIE ZWALAJ SWOICH OBOWIĄZKÓW NA ZABAWKI

Wychowanie dziecka w poczucie własnej wartości nie jest zadaniem ani nauczycieli ani tym bardziej zabawek. A już na pewno nie telewizji i czasopism. Jeśli Wasza córka nauczyła się od koleżanek, że trzeba dać chłopakowi dowód miłości i wcieliła tę zasadę szybko w życie, to chyba ktoś tu zawiódł jako rodzic. Droga matko: to Ty masz zaszczepić w swojej córce dumę z tego, że jest kobietą. Twoją rolą jest nauczyć ją, że nie może tracić szacunku do siebie niezależnie od tego, co się stanie, że jest warta miłości, że zasługuje na to, żeby ktoś dobrze ją traktował i kochał. A na Tobie, jako na jej ojcu spoczywa zakichany obowiązek mówienia jej, że jest najpiękniejsza i najmądrzejsza na świecie. Jeśli Twoja córka przychodzi do Ciebie w nowej sukience i łaknie akceptacji, masz się, do cholery, zachwycić i rzucić wszystko, żeby skupić na niej uwagę chociaż na minutę. Inaczej nigdy nie będzie czuła się piękna i wartościowa, niezależnie od tego, jak atrakcyjna się stanie. Matko, nie patrz znacząco na swoją córkę, kiedy ta sięga po dokładkę obiadu. Jeśli uważasz, że jej waga jest naprawdę niepokojąca, namów ją lepiej na to, żeby wybrała się z Tobą na basen albo lekcje tenisa, ucz ją, jak odżywiać się zdrowo, zamiast wbijać jej do głowy, że wszystkiego trzeba sobie w życiu odmawiać, że należy być szczupłą i podobać się mężczyznom.

Widziałam takie rodziny. „Aniu, czy ty naprawdę masz zamiar to zjeść?”, „No chyba nie masz zamiaru wyjść tak z domu?” „Nie uważasz, że powinnaś ograniczyć słodycze?” „Jak to tylko 4+?” – wpędzające w poczucie winy znaczące spojrzenia, wymowne sznurowanie warg, wzruszanie ramionami…Z takiego domu tym chętniej ucieka się w świat kolorowych magazynów, fotoszopowanych modelek, w rzeczywistość, w której każda kobieta powinna nosić rozmiar 34 lub 36, zaczynać dzień od miseczki pełnoziarnistych płatków, a później przez godzinę zapieprzać na siłowni z uśmiechem na ustach. Wszystko po to, żeby być kobietą pełnowartościową. Piękną. Nic to, że wewnątrz pękniętą i uszkodzoną.

To jednak nie do końca tak, że można beztrosko wypalić „mamo, to wszystko twoja wina”.  Takie problemy nie rodzą się z dnia na dzień – dziedziczy się je jak kolor oczu, nieświadomie przekazujemy nasze lęki, fobie i zahamowania kolejnemu pokoleniu. Jeśli Twoi rodzice nie potrafili wpoić Ci poczucia własnej wartości, to prawdopodobnie sami mieli z tym jakiś problem. Nie szukaj winnych. Postaraj się po prostu przerwać ten błędny krąg.

1

BARBIE MOŻE NAM BUTY CZYŚCIĆ

Te z nas, które poczucie godności własnej wyniosły z domu rodzinnego, wiedzą dobrze, że jeśli ćwiczą, smarują się kremami i dobrze odżywiają – to przede wszystkim dla siebie. Żeby czuć się silne, sprawne, jędrne i żeby móc z lubością przeciągnąć dłońmi po własnym ciele przed lustrem. Żeby móc powiedzieć sobie „stara, ale jesteś zajebista”. Chcemy, żeby nasz wygląd był odzwierciedleniem wnętrza – a skoro czujemy się bystre, zabawne i seksowne, to dlaczego też tak nie wyglądać? Lalka Barbie może nam naskoczyć. Ostatecznie jest tylko kawałkiem plastiku. Bo każda dziewczynka, która była dla swojego ojca królewną i wróżką, zawsze będzie czuła się piękniejsza od jakiejkolwiek lalki.

Zamiast wieszać psy na zabawkach, zadbajcie o odpowiednie wzorce. Zostawcie w spokoju lalkę Barbie – zmiana jej wymiarów nie sprawi, że kobiety magicznie wyzwolą się spod presji obowiązujących kanonów piękna. Presji, pod którą kobiety są właściwie od zawsze – ściskając się gorsetami, używając wybielających cerę pudrów z ołowiem, depilując się, malując, ubierając zgodnie z obowiązującą modą. Jeśli Wasza córka została niespodziewanie anorektyczką, to szukajcie winnych wśród żywych, a nie w kolorowych magazynach. Odbierając dzieciom jedną z najbardziej kultowych zabawek naszych czasów i zamieniając ją w szpetnego potworka, zalewacie trującym kwasem kolejne piękne, wyidealizowane miejsce w świecie ich fantazji. Fantazji, z których nierealnego charakteru Wasze dzieci zdają sobie sprawę czasami lepiej niż Wy.

Nie mam dzieci, ale mam rodziców. Każdego dnia doceniam to, jak zostałam wychowana, chociaż przydałoby mi się trochę więcej dyscypliny dla wyrobienia poczucia obowiązku. Grałam w brutalne gry, przeklinałam, słuchałam ostrej, pełnej nienawiści i gniewu muzyki, nosiłam glany i rytualnie nakładałam na twarz tapetę w wersji „sex, drugs and gothic” w wieku 15 lat. Nie wyrosłam na damę, ale nie zostałam też zakompleksioną szarą myszką ani społecznym marginesem. Lalka Barbie nie zniszczyła mi życia. Jeśli mądrze wychowacie swoje dzieci, nie zaszkodzi także im – a może zapewnić wiele godzin świetnej zabawy.

Rewolucja nigdy nie jest rozwiązaniem. Jeśli uważacie inaczej, pokażcie mi taką, która poza pewnymi korzyściami nie przyniosła także ogromnych strat, ludzkiego cierpienia i problemów. Trwałe rozwiązania można osiągnąć tylko na drodze racjonalnego rozwoju – chociaż to może nudne i mało spektakularne, trzeba zając się z osobna każdą małą dziewczynką, codziennie zaczynać od podstaw, zapewnić jej przyjazne otoczenie i wychowywać ją na mądrą, szczęśliwą, zadowoloną z życia kobietę.

 


 

Na zakończenie pozwolę sobie zacytować kilka wyjątkowo trafnych komentarzy pod artykułem o Barbie:

~undo: Żeby nie utrwalać niezdrowych stereotypów o „słodkich zwierzątkach” wymyśliłem nowego Kubusia Puchatka, który chodzi na czterech, nie gada tylko warczy, nie posiada kretyńskiego kubraczka i na końcu bajki pożera Krzysia. Po czym zostaje pożarty przez Tygryska.

~nie dla feminazistowskiej głupoty: proponuje zmienić kena! wszak standardowy facet to nie ejst wysoki brunet o ciemnych oczach i nienagannej figurze … Ken powinien być niższy, mieć łysinke, piwny brzuszek i włosy pod pachami. Jak szaleć to szaleć

~c: Pluszowe zwierzątka także trzeba zmienić. Mają nienaturalnie wielkie głowy i oczy. Nie jak u prawdziwego kota czy psa!
Myszka Miki też nie przypomina naturalnej myszy. Prawdziwe myszy mają mniejsze uszy i dłuższe ogony. Statystyczna mysz nie chodzi na dwóch nogach.

~wiktor: I koniecznie trzeba zarżnąć Muminki, bo przecież w naturze takie stworki nie występują, a także Misia Uszatka, Smurfy, i wszystkie inne stworki…
 

Zła Dziewczynka ucieka
Do Internetowych Korektorek