W sieci
Jesteś silna. Dasz radę

O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć – powiedział Wittgenstein i chociaż nie o to mu chodziło, trafił w punkt. Bo chociaż to właśnie o rzeczach wielkich czasami mówić się nie da, najczęściej milczymy o tych małych, codziennych. Zostaliśmy nauczeni, że o to nich właśnie rozmawiać nie powinniśmy.

Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział – mawiała Dulska i teraz Dulscy, Dulscy wokół mnie. Wszyscy milczą, nikt nic nie wie, oczy szeroko zamknięte na to, co dzieje się w cudzych czterech ścianach. Zmowa milczenia.

Z życia wzięte

Olka ma 29 lat. Kiedy miała 14, zaczął molestować ją brat. Uciekając przed spojrzeniami rodziców dotykał jej ciała i poniżał, traktował jak swojego psa. Matce próbowała powiedzieć o tym tylko raz – ta uderzyła ją w twarz mocno, niemalże bez namysłu i zaczęła wrzeszczeć i obrzucać ją wyzwiskami. Kłamczucha. Zboczona. Wariatka.

Formalnie nic wielkiego nie zaszło – przecież nikt jej nie bił ani – w świetle namacalnych dowodów – nie zgwałcił, więc Olka milczała. Milczy do dzisiaj i prosi, żeby na potrzeby tekstu zmienić jej imię. Chociaż wie już, że to nie była jej wina, ma problem z poczuciem własnej wartości. Lubi seks, może nawet za bardzo, tak jakby sama naklejała na siebie metkę dobra do łóżka. Nie trzeba przytulać.

Paweł pochodzi z małego miasteczka gdzieś pod Poznaniem. Kiedy miał 10 lat, ojciec złamał mu rękę w przypływie złości. Ojciec nigdy nie pił, ale lubił porządek i ład – jako zawodowy żołnierz tracił nad sobą kontrolę rzadko, acz spektakularnie. Paweł pamięta, że motywem przewodnim jego dzieciństwa była DYSCYPLINA. Człowiek bez dyscypliny był dla ojca nic nie wart, samokontrola była wszystkim, emocje – niczym.

Na zewnątrz wszystko było idealnie. I tak nikt by mu nie uwierzył. Matka, chociaż nie była ślepa ani głupia, zdawała się nie dostrzegać, jakby bezustannie chodziła z zamkniętymi oczami. On taki po prostu jest mówiła. On cię przecież kocha, wiesz o tym. I po chwili, ściszonym głosem, dodawała nie mów nikomu. Paweł nie mówił. Nie widział w tym sensu. I tak nikt by mu nie uwierzył.

Paweł rozczarował ojca. Nie zrobił kariery i w jego życiu brak dyscypliny. Mówi, że boi się mieć dzieci. Zresztą, najpierw musiałby przestać pić.

Ojciec Beaty pił. Pił wystarczająco dużo, żeby wiedziała o tym cała wieś. Mówiło się, że ten Roman to wesoły chłopak i że lubi sobie chlapnąć, ale że porządny gość i na rodzinę zarabia. Ludzie go szanowali. Beata też musiała go szanować, nawet wtedy, kiedy zwymiotował na jej nowe buty stojące w przedpokoju i wtedy, kiedy matka szukała go nocą po wsi, przede wszystkim w rowach i krzakach. No, ale przecież zarabiał, więc nie był taki zły. Nie bił jej ani matki, co sprawiało, że Beata i tak była w lepszej sytuacji niż niejedna jej koleżanka. Czasami słyszała tylko, że jest kurwą, szmatą, tanią dziwką i że na pewno nie jest jego córką. Wiedziała, że jest gruba i brzydka, że nadaje się tylko do jednego i że nikt jej nie zechce.

Wszyscy wiedzieli, ale nie było o czym rozmawiać. Przecież nie bił! Czasami trochę pokrzyczał, ale przecież od krzyku jeszcze nikt nie zginął. Matka uśmiechała się szeroko na rodzinnych imprezach, krewni odwracali wzrok, kiedy wesoły Roman zaczynał na ich oczach zamieniać się w zwierzę. Nie było przecież tak źle.

Zuza do dzisiaj pamięta ten dźwięk. Mieszkali w dużym domu na przedmieściach i kiedy ojciec pędził już autostradą do Marskości Wątroby, zachorował nagle na WZW typu C. Nie mogli go wyrzucić, pozbyć się z domu odoru wódki z przyczepionym do niego wrakiem człowieka, agresywnym i wrednym. Nauczyli się go ignorować. Zuza pamięta, że wyprowadził się na poddasze domu i w bezsenne noce słyszała jego kroki nad głową. Wiedziała, że nie śpi. Wiedziała, że musi być czujna.

W szkole Zuza dużo się śmiała i nie dawała nic po sobie poznać. Raz tylko próbowała podciąć sobie żyły, ale zrobiła to nieudolnie i odratowali ją. Tak naprawdę wcale nie chciała umrzeć. Chciała po prostu, żeby ktoś zwrócił uwagę na ten cholerny dom, żeby ktoś ją stamtąd zabrał. Na szczęście matka załatwiłą wszystko tak, że nikt w szkole nie widział, co Zuza zrobiła. Na szczęście. Ale byłby wstyd!

Zuza nie jeździ do domu. Ojciec, chociaż wciąż pijany i wcale nie zdrowszy, trzyma się życia kurczowo jak kleszcz. Śmierdzi, tak bardzo śmierdzi i wydaje się nie wiedzieć do końca, kim jest ta wysoka dziewczyna z burzą rudych loków. A Zuza ucieka. bez przerwy ucieka i nigdy nie czuje się jak w domu. Nie do końca wie, co to znaczy.

Piotrek miał idealną rodzinę. Przynajmniej tak wszyscy myśleli. Po raz pierwszy zrozumiał, że coś jest nie tak, kiedy zobaczył matkę całującą się na parkingu z jakimś facetem. Potem widywał ją jakby nieco rzadziej – miała pełno swoich spraw i znikała z domu czasami na całe dni. Pewnego dnia okazało się, że muszą się wyprowadzić – podczas któregoś z niezliczonych wojaży po Europie matka przegrała w kasynie ich wszystkie oszczędności. Mężczyźni przy jej boku zmieniali się jak w kalejdoskopie, na początku kupowali jej piękne ubrania i biżuterię, ale później stali się jakby młodsi i to im należało coś kupić. Piotrek nie pojechał więc na wycieczkę klasową w III klasie gimnazjum, ale pamięta, że Wojtek – ówczesny przyjaciel matki – przyszedł po nią któregoś dnia w świetnej skórzanej kurtce, którą Piotrek widział kilka dni wcześniej schowaną w szafie. Myślał, że to jego prezent urodzinowy.

Ojca Piotrek pamięta słabo. Matka, kolorowa i głośna, pochłaniała całą uwagę. Kochał ja i nienawidził, gardził ojcem za to, że ten nie potrafił być mężczyzną. Szary, milczący i niewyraźny, ojciec przemykał pod ścianami, starając się nie zwracać na siebie uwagi.

Piotrek sam o sobie mówi, że jest nieco zaborczy. Rozwodził się już dwukrotnie, mimo, że nie ma jeszcze trzydziestki. Pierwsza żona wystąpiła do sądu o zakaz zbliżania się. Piotrek wzrusza ramionami – zdradzała go. Nigdy jej na tym nie złapał, ale przecież to się czuje.

Nie mów nikomu. Tata jest chory. Nie kłam. Nie opowiadaj bajek. To twoja wina. To twój ojciec. Matkę ma się tylko jedną. Rodziców trzeba szanować. Lepszy taki ojciec, niż jeden. Dziecko powinno mieć swoje rodziców. To nie twoja sprawa. Idź do swojego pokoju. Śpij. Nie rozmawiaj o tym z nikim. Nie pokazuj siniaków. Zachowuj się jak dorosły. Nie muszą wszyscy o tym wiedzieć.

Dość, kurwa

O czym nie można mówić, o tym trzeba krzyczeć. Wrzeszczeć na całe gardło, aż zaczną boleć płuca, aż zabraknie tchu. Nigdy nie milczeć, nigdy nie trzymać głowy nisko, nie udawać, że nic się nie dzieje. Robić obdukcje, pociągać do odpowiedzialności, rozwodzić się i eksmitować, nie pozwalać na przemoc, na agresję, na gwałt. Nie być ofiarą. Wyciągać rękę i pomagać podnosić się tym, którzy upadli, ale nigdy nie zgadzać się na bycie rzeczą.

Mówić głośno o tym, że potrzeba pomocy, że nie wolno odwracać wzroku, że ten, kto ignoruje, jest tak samo zły jak ten, który wymierza cios. Że nie można odmawiać tym, którzy nie mają dokąd uciec. Trzeba prosić o pomoc i mówić wprost, pozbyć się wstydu, bo to nie jest Twój wstyd. To nie Ty masz się wstydzić, to nie Ty zasługujesz na pogardę.

Rozumieć, że nawet jeśli sam kat jest także ofiarą, to i tak nie ma prawa ranić. I chociaż można mu współczuć, to trzeba związać ręce tak, aby nie wyrwał już nigdy żadnych skrzydeł. Zakneblować, żeby nie mógł poniżać, odizolować, odciąć, wymierzyć sprawiedliwość, postawić przed sąd. Zapomnieć o tym, że krew nie woda i dostrzec wreszcie, że nie każdy rozpłodowiec jest ojcem, nie każda kobieta w ciąży jest matką. Bo powołanie nowego życia, do którego zdolny jest każdy, nawet najgłupszy i najprostszy organizm na świecie, nie daje jeszcze prawa do nazywania się rodzicem. I nie każdy, z kim dzielimy geny, zasługuje na to, żeby uznać go za rodzinę.

Ale nie mścić się. Wybaczać i iść dalej z podniesioną głową, mówiąc otwarcie o przeszłości, bo przecież nie ma tu nic, czego należałoby się krępować. Zauważać dzięki temu tych, którzy tkwią w pułapce i nie potrafią błagać o ratunek. Czasami wyciągnąć tylko rękę i powiedzieć opowiedz, jestem tu. Mów do mnie. Rozumiem. Naprawdę zrozumieć. Roztrącać Dulskich i wyciągać spomiędzy nich ofiary milczenia, które okłamano, że o pewnych rzeczach się nie rozmawia. Bo kiedy komuś dzieje się krzywda, nie ma takich rzeczy.

Trzeba krzyczeć, za każdym razem, kiedy podbite oko i rany w duszy mają podpis nie mów nikomu, krzyczeć

dość, kurwa.

 

W sieci
Jesteś silna. Dasz radę