Przyjaźń w czasach technokracji
Na lince

Piękno jest przereklamowane. Na całym ciele wciąż czuję zeszłotygodniową domówkę u Znanego Blogera (oporowa impreza, szacun forever) i parę innych wydarzeń towarzyskich, mówić mogę jedynie szeptem, a w płucach zalega coś mrocznego i ciężkiego. Dosłownie. W moje ociężałe myśli wkradają się napady gruźliczego kaszelku i nie dość, że nie chce mi się iść do apteki, to nawet nie mam na to środków. Proza życia, panie kochany. 

Takie poranki nie są piękne. Nie ma truskawek w uroczej miseczce i latte z pianką, jest Vifon i czerwona herbata, bo dobra herbata to jeden z tych luksusów, ktorych sobie nie odmawiam. Powinnam myśleć o poważnych sprawach, a myślę, że chcę kupić sobie hula hoop i boję się tylko, że będzie pasował. Chodzę w spodniach od pidżamy od wczoraj, bo – niezdolna do przebrania się w odzież dzienną – w tym właśnie stroju (i w milczeniu) podejmowałam gości, którzy nawet chyba nie byli zdziwieni. Mam dziwne wrażenie, że nie powinnam jeszcze siadać za kierownicę, nawet jeśli to tylko hipotetyczne rozważania, bo przecież nie mam nawet prawa jazdy, co dopiero samochodu.

Jest poniedziałek. Z coraz większym niepokojem szukam pracy i boję się, że nie znajdę, cholera i że jednak sobie nie poradzę i będę żreć gruz lub tynk ze ścian. Zamieszkam pod mostem i tam będziecie mogli mnie odwiedzać, ale nie będzie już bloga – o nie – bo pod mostem nie będzie internetu. Jak to pod mostem. 

Przez pozostałą część czasu zachowuję jednak pogodę ducha i liczę na to, że coś spadnie mi z nieba. Jeśli nie czysty hajs, to przynajmniej jakieś zajęcie, za które ten hajs otrzymam. I – tak sobie śmiało fantazjuję – może nawet ubezpieczenie zdrowotne?

Póki co jednak nie wypadam z roli codziennego dostarczyciela Twojej – tak, właśnie Twojej – codziennej porcji kultury w postaci linków wszelakich, ściąganych z odległych zakamarków sieci. Zbieram je tak sobie od dłuższego czasu i zbieram, więc nadszedł chyba czas, żeby puścić przynajmniej część z nich w świat. No to puszczam.

 

1. Blogi polecam tutaj stosunkowo rzadko (przynajmniej ostatnio – dzisiaj będzie więcej), ale tym razem nie ma innego wyjścia. Znacie już Wyrwane z kontekstu? Całość opiera się na genialnym pomyśle: Hush wybiera sobie cytat, wyrywa go z kontekstu i osadza w nowym, snując na jego fundamentach rozważania, mniej lub bardziej związane z oryginalną wymową. Blog dobrze wygląda i dobrze się czyta, a przy tym ma jakąs spójną myśl przewodnią, co sprawia, że jednocześnie wiemy, czego się po nim spodziewa i w tym samym czasie pozwalamy się zaskoczyć. Przeczytałam od deski do deski. Wy też powinniście. Zacznijcie na przykład od tego tekstu.

2. PornHub szuka dyrektora kreatywnego – nawet jeśli nie jesteście zainteresowani posadą, przyjrzyjcie się kreacjom konkursowym nadesłanym przez uczestników tego fascynującego pojedynku. Więc jednak da się reklamować pornografię z godnością, humorem i czasami nawet ze smakiem? No proszę.

3. Ponieważ w domyśle ten blog ma podtytuł "bieda jak cholera", ostatnio coraz częściej czytam Michała – z tego tekstu dowiecie się na przykład, jak kupić mieszkanie za cenę remontu. Jak wszyscy wiemy, mieszkania są w naszym pięknym kraju dobrem bardzo, bardzo luksusowym, o którego zakupie większość może tylko pomarzyć, więc sprawdźcie – może w Waszym województwie działa podobny projekt?

4. Ze sztuką Honoraty Martin miałam już kiedyś do czynienia i dlatego zainteresował mnie wywiad z nią w Dwytygodniku. Przeczytajcie o jej nowym projekcie – nawet jeśli nie rozumiecie / nie lubicie sztuki współczesnej. W ogóle czytajcie Dwutygodnik. To jedno z lepszych miejsc w sieci. W przeciwieństwie do prasy, z której się wyrasta, ten magazyn jest jednym z tych, do których trzeba dorosnąć. 

5. Drugi wywiad to ten z Masłowską. O wszystkim. O świecie, który nas obecnie otacza. Warto. Nawet jeśli nie jesteście fanami Masłowskiej.

6. Nie należę do entuzjastów dzieci i ich urody, ale te zdjęcia są po prostu cudowne. Alain Laboile uchwycił w kadrach wolność i dzikość magicznego czasu dzieciństwa: umorusane twarze, wysokie trawy, zwierzęta, las, naturalną przecież nagość i zabawę. Czysta magia. Chciałoby się powiedzieć: tak właśnie wygląda życie. I jest ono doskonale piękne. 

7. O tym, czym jest "prawdziwe życie", pisze Julia Izmalkowa. Jeśli brakuje Wam odwagi, żeby całkowicie zmienić to, jak funkcjonujecie na co dzień, jeśli wydaje się Wam, że rzeczywistość wcześniej czy później wtłoczy Was w ramy i schematy – przeczytajcie. Może się nawrócicie. Może dojdzie do Was, że każdy tak może, nawet jeśli nie każdy potrafi. Ale to wszystko kończy się i zaczyna w głowie.

8. Stąd możecie pobrać świetną czcionkę. Nie przyda się? Na pewno się przyda. 

9. Jeśli śledzicie mnie na Facebooku, być może widzieliście już to cudo: zdolna matka "szyje" swojej córce kreacje wzorowane na projektach uznanych twórców z… papieru. Totalnie urocze. Mogę nie przepadać za dziećmi, ale ta mała rzuciła mnie na kolana.

10. Makabryczne robótki ręczne podbiły moje serce. Zobaczcie sami – czy ten oryginalny pomysł nie jest rozbrajająco absursalny? Jeśli czyta mnie ktoś operujący sprawnie drutami – poproszę coś takiego na święta. Albo następne urodziny. Obiecuję, że będę z tym spać każdego dnia.

 

Przyjaźń w czasach technokracji
Na lince