Opowieści łże-elit
Kiedy umieram

Jeszcze nie tak dawno wszystko zapisywałam ręcznie – dzisiaj łapię się na tym, że szybciej notuję, stukając w klawiaturę. Pozostały mi tylko dwie rzeczy: terminarz i codzienna lista zadań, bo odznaczanie kolejnych punktów w aplikacji nie niesie za sobą tego uczucia ulgi, które daje wykreślenie czegoś z kartki długopisem.

Organizowanie zadań i czasu, organizowanie samej siebie, to coś, co nieodmiennie przysparza mi problemów. Regularnie przeceniam swoje możliwości, mylnie zakładając, że przecież zdążę, że przecież mam czas i że mogę pozwolić sobie na dopisanie do listy jeszcze kilku rzeczy. Pod warunkiem, oczywiście, że wstanę o 6 rano i pełna energii przepracuję cały dzień ze śpiewem na ustach, nie robiąc przy tym przerw na posiłki. Kiedy w końcu budzę się o 8, rozpoczynam dzień od paniki: mój plan rozsypuje się jak budowla z klocków, histeria narasta, a ja ja – chociaż wiem już, że na pewno nie zrobię wszystkiego, kategorycznie odmawiam przewartościowania wartości. Rzucając sobie codziennie wyzwanie, wciąż jeszcze często przegrywam.

Kiedy jednak mam wolne, szybko zaczynam tęsknić za pracą. Nie wiem, czy mogłabym zupełnie nic nie robić – kiedy myślę o życiu ludzi, których warunki finansowe nie zmuszają do podjęcia pracy zarobkowej, nie czuję zazdrości. Zawód: syn, córka lub trophy wife – czy takie życie może być naprawdę ciekawe? Chociaż przez weekend milo byłoby porozbijać się po mieście Porsche ojca i kąpać w szampanie kupionym za pomocą złotej karty kredytowej, to pieniądze zarobione własną krwią smakują jakoś inaczej. Wydaje się je inaczej. I jakoś inaczej wygląda nawet własne odbicie w lustrze.

Chociaż nie każda praca przeliczalna jest na pieniądze, a ja sama daleka jestem od opiewania tej pracy etosu, wykonywanym działaniom można przecież nadać jakąś wartość: efekty, wpływ na otoczenie, wpływ na nas samych i kształtowanie się charakteru. Ostatecznie chodzi przecież o to, żebyś coś robić. Coś, co wprowadza rzeczywistą zmianę.

***

3

Z jednej strony jestem wciąż przywiązana do ciężaru wiecznego pióra w dłoni, z drugiej – zdarza mi się zapisywać fragmenty nowych tekstów w notatniku smartfona, ba – całe teksty nawet, kiedy jadę autobusem lub czekam na przystanku, a wena przychodzi w najbardziej niespodziwanych momentach.

Kiedy znalazłam w sklepie Escribo notatniki Whitelines, zakodowałam w głowie, że MUSZĘ. JE. MIEĆ. Coś, co będzie automatycznie przerzucało moje analogowe notatki do pamięci smartfona?  Tak, przyznaję: kocham takie gadżety. Nawet jeśli nie są mi tak naprawdę niezbędne do życia. Kiedy dostałam przesyłkę z notesami, byłam w kropce – do czego mogłabym ich używać, żeby nie zmarnować możliwości, które oferują? Odpowiedź, jak to zwykle bywa, pojawiła się sama: w pracy. Mapy myśli (na zdjęciach fragmenty jednej z map, którą przygotowałam w ramach przygotowań do planowanej prelekcji na konwencie Serialkon)!

Zasady są proste:

1. Wybierasz tło, które najlepiej pasuje do tego, co masz zamiar notować lub rysować: kratkę, linie, kropki, izometryczny wzór lub siatkę telefonu. Zastanów się, do czego będziesz używać swojego Whitelines (do map myśli polecam kropki), kratka niekoniecznie jest odpowiedzią na każde pytanie w Kosmosie.

2. Przenosisz wyziewy swojego chorego mózgu na papier, najlepiej za pomocą długopisów w różnych kolorach, o nasyconych, wyrazistych odcieniach (polecam pióra, pióra kulkowe, cienkopisy i żelopisy)

3. Za pomocą specjalnej aplikacji robisz zdjęcie – a właściwie celujesz tylko w kartkę papieru: kiedy aplikacja wykryje 4 narożniki, automatycznie uchwyci Twoje notatki i przerobi zdjęcie na grafikę imitującą skan.

Aplikacja jest zsynchronizowana z systemami Android i iOS, a także z Dropboxem, Twoją skrzynką mailową oraz Evernote – na dole każdej strony znajdziesz odpowiednie pola, które wystarczy zaznaczyć przed zrobieniem zdjęcia, żeby Twoje notatki automatycznie znalazły się w folderach wybranej aplikacji. Jeśli chcecie zobaczyć, jak to działa, zajrzyjcie na kanał Youtube marki Whitelines – zamieszczone tam filmiki wyjaśnią Wam wszystko krok po kroku. Nawet jeśli wydaje się Wam, że rządzi tym jakaś magia, to w praktyce użycie tych notatników jest idiotoodporne. A jeśli pracujecie w zawodzie, w którym wymyślanie rzeczy jest na porządku dziennym, to zaryzykujcie – ten gadżet prawdopodobnie pomoże Wam usprawnić pracę. Nigdy więcej skanera!

2

Używam Whitelines, kiedy przygotowuję ofertę dla nowego klienta (pokazałabym Wam, ale wiadomo, top secret) i kombinuję, jaka linia skojarzeń będzie najbardziej odpowiednia: w formie mapy wypisuję sobie luźno powiązane myśli, obrazy, konteksty. Jedno kliknięcie i już – mogę wysłać gotowy pomysł do naszego accounta, skonsultować go z szefem, przerzucić go do swojego Dropboxa tak, żeby mieć go pod ręką także w pracy. Ostatecznie nigdy nie wiem, kiedy wpadnę na jakiś pomysł – a noszenie przy sobie lekkiego notatnika jest o stokroć wygodniejsze niż wożenie ze sobą wszędzie laptopa.

Notatniki z białymi liniami (świetna sprawa – nie widać ich na skanie ani na kserokopii, przez co świetnie nadają się do powielania) są dostępne także w wersji z twardą i miękką czarną okładką; na stronie Escribo znajdziecie też organizer – a ja sama mam nadzieję, że reszte produktów tej szwedzkiej marki pojawi się niedługo w sprzedaży w Polsce.

 10805262_553963161407945_372642291_n

UWAGA, KONKURS ROBIĘ

 

Jeśli spodobały się Wam te notatniki (lub coś innego z oferty Escribo wpadło Wam w oko), macie okazję o nie zawalczyć! Stwórzcie odręcznie inspirującą mapę myśli dotyczącą hasła CZYSTA KARTKA (podejmijcie wyzwanie, sky is the limit) i zamieście ją w komentarzu pod tym tekstem: dokładnie za tydzień, w niedzielę 30 listopada o godzinie 18.00 zacznę przeglądać Wasze prace i wybiorę 3, których autorzy otrzymają bony do internetowe sklepu Escribo:

I miejsce – 150zł

II miejsce – 100zł

III miejsce – 50zł

Z oferty, którą przygotowałam dla Was we współpracy z Escribo możecie skorzystać już teraz: na hasło TATTWA otrzymacie 30% zniżki (kod wpisujecie w końcowym etapie zamówienia) na wszystkie notatniki Whitelines dostępne w sklepie!

 

UPDATE

zwycięzcy:

 

I miejsce – Ania Kubicz

get

II miejsce – Lena

original

III miejsce – Wiki Bartocha

original (1)
 

odezwijcie się do mnie na tattwa.blog@gmail.com!

 

Opowieści łże-elit
Kiedy umieram