Shake this spear!
Nie bądź owocem Jogobelli

Piszę szybko, za szybko, kompulsywnie nawet, także wtedy, kiedy nie mam nic szczególnego do powiedzenia. Zdarza się. Jest środek nocy, bliżej już świtu niż zmierzchu i na tablicy Facebooka miga mi powiadomienie o kursie kreatywnego pisania dla blogerów. Myślę sobie – cholera, może ja też powinnam szkolić ludzi i mówić za pieniądze o tym, czego nie wiem, oszukać ich, że istnieją uniwersalne rozwiązania i że tak naprawdę wcale nie chodzi o to, żeby to się działo jakoś tak samo.

Mogłabym powiedzieć, że tu chodzi o detal. O to, żeby zrobić zdjęcie i skupić wzrok w miejscu, na które nikt nigdy nie patrzy, na wskazującym palcu mężczyzny z czwartego planu czy cieniu przebiegającym przez twarz kobiety w oknie, na worku pełnym odpadów leżącym w pobliskim kontenerze. Albo na tym, czego na zdjęciu nie ma, bo może ten brak jest świadomym zabiegiem i ma Ci coś do powiedzenia swoją nieobecnością, a Twoją rolą jest uchwycić to w słowach.

Albo powiedziałabym, żebyś nie używał tanich rekwizytów, bo zbyt łatwo pisze się o depresji, kiedy w tekście pada deszcz. Że pojedyncza łza nie ścieka po policzku, kiedy leżysz i płaczesz, tylko spływa gdzieś w kierunku ucha i nagle w uchu masz mokro i słono, co stwierdziłbyś natychmiast, gdybyś mógł smakować uszami. I że nie sztuką jest wyciskać łzy w uszach z czytelnika, kiedy masz do sprzedania historię, która wzruszałaby nawet spisana równoważnikami zdań w punktach.

Że nie ma nudnych opowieści, są tylko kiepscy opowiadający, że nie ma wydarzeń, które nie mogłyby być punktem wyjścia. Że to powinno za każdym razem przynajmniej trochę boleć i że najlepiej pisze się o tym, co uwiera. Jeśli szukasz tematu i nie możesz go znaleźć, to po prostu nie masz nic do powiedzenia i zamiast gonić króliczka, zacznij wyrzucać z siebie strumień świadomości, aż w końcu uderzy Cię to, przy czym warto się będzie zatrzymać. Rozłóż to na czynniki pierwsze, zobacz, jak działa, zapytaj o pierwszą przyczynę. Zostaw w spokoju ocenę zdarzeń. Oceny są łatwe, zbyt łatwe. Odpowiedzi znajdują się w punktach zapalnych. O ile, rzecz jasna, wciąż jeszcze myślisz, że tu chodzi o odpowiedzi.

Że tekst powinien pachnieć jak ulica albo jak dział mięsny w supermarkcie, zależnie od tego, gdzie skierujesz kroki narratora, a słowa powinny wybijać rytm jego kroków i mieć swoją melodię, unikalne tempo: w tle cicho przesuwają się wskazówki zegara, nałóż na to szum pralki, kota spadającego z karnisza, Wieśkę z drugiego piętra przeżywającą orgazm i czołówkę „Klanu”. Jeśli nie masz obłąkanej wyobraźni, nie twórz przestrzeni, których nie potrafisz dotknąć i polizać.

I przede wszystkim nie pytaj nikogo, jak pisać.

 

Shake this spear!
Nie bądź owocem Jogobelli