Loving (reż. Jeff Nichols, 2016) – 7/10
Nominacje: Złota Palma (konkurs główny), Nagroda Gotham (najlepsza aktorka, najlepszy aktor)
Nominacja do Oscara za najlepszy film roku jest pewna, a nie byłabym zdziwiona (chociaż rozczarowana już tak), gdyby “Loving” zgarnęło statuetkę: Akademia kocha takie historie, a Ameryka uwielbia rozliczać się z przeszłością, udając, że już dawno posprzątała wszystkie brudy i obecnie płynie mlekiem i miodem. Szczęściem w tym roku powstało tak wiele filmów ocierających się o wybitność, że Nichols najprawdopodobnie obejdzie się smakiem. I bardzo dobrze.

“Loving” to film przyzwoity, ba – nawet dobry i to pod każdym względem: solidne filmowe rzemiosło, porządne aktorstwo, nośna historia, nawet retro filterek wydaje się tu naturalny. Ta historia powinna poruszać tym bardziej, że oparta jest przecież na faktach i dość wiernie przedstawia autentyczne losy Mildred i Richarda Lovingów, którzy w 1967 roku pozwali stan Wirginia z powodu panującego tam wówczas zakazu zawierania małżeństw mieszanych. Zmuszona do opuszczenia miejsca zamieszkania para spędziła wiele lat, próbując wywalczyć sobie prawo do uznania ich związku w świetle prawa i możliwości prowadzenia wspólnego życia w spokoju. Starania Lovingów zostały zwieńczone sukcesem i jako precedens doprowadziły do zniesienia ograniczającego przepisu: Stany Zjednoczone Ameryki wypowiedziały wojnę rasizmowi i sztucznym podziałom, opowiadając się po stronie równości i prawa do miłości. Czy można wyobrazić sobie bardziej oscarową historię?
Niestety Nichols, chociaż nie robi ani jednego fałszywego ruchu, nie dopuszcza widza zbyt blisko swoich bohaterów i w swojej ostrożności, aby nie przedobrzyć, pozostawia z uczuciem niedosytu. Genialnie skalkulowany obraz cierpi tym samym na niedobór tylko jednego elementu: silnych emocji. “Loving” to film poprawny, asekurancko bezpieczny, któremu niezwykle trudno zarzucić coś konketnego, ale który jednocześnie nie wciąga tak, jak mógłby. Gdyby nie jest tematyka, przeszedłby bez echa.



