7. Mów mi Marianna (reż. Karolina Bielawska, 2015) – 7/10
Fabularyzowany dokument Bielawskiej broni się już w pierwszym momencie dzięki poruszanej problematyce: transseksualizm trudno nazwać w Polsce tematem tabu, bo nie pojawia się na tyle często w dyskusji, żeby mówić w ogóle o jakiejkolwiek niezręczności. Można zamiast tego zastanowić się, na ile to zagadnienie w ogóle w przestrzeni publicznej istnieje.
Marianna Klapczyńska urodziła się jako Wojciech Klapczyński i w wieku 47 przeszła operację korekty płci. “Mów mi Marianna” to historia jej walki o tę zmianę, układania na nowo życia, próby uratowania kontaktów z rodziną, zmiany statusu prawnego, nowego związku i późniejszych problemów zdrowotnych. To nie jest optymistyczna opowieść o realizowaniu swoich marzeń, ale Bielawska nie popada w przesadę w odmalowywaniu trudów życia swojej bohaterki i właśnie dlatego finalny efekt to solidny, uczciwy dokument pozbawiony tanich wzruszeń.

Klapczyńska zaprzecza przekłamanemu stereotypowi osoby transseksualnej, wizerunkowo powiązanemu w Polsce ściśle ze środowiskami liberalnymi, paradami równości i walką o równouprawnienie. Klapczyńska nie jest Anną Grodzką, nie prowadzi szeroko zakrojonej batalii i w jej motywacjach brak ideologicznej podbudowy. Jest za to czysto ludzkie pragnienie bycia sobą, bycia wolnym od uprzedzeń i narzuconych odgórnie ról, tęsknota za bezwarunkową akceptacją oraz miłością. Bohatera Bielawskiej nie mówi zatem o sytuacji osób sobie podobnych w Polsce i na świecie, nie wyciąga szeroko zakrojonych wniosków, tak jakby przeczuwała, że te argumenty nie są w stanie pomóc jej w walce o własne szczęście. Jednocześnie nie odrzuca kultury, która odrzuciła ją: wprost mówi o potrzebie posiadania rodziny, o wierze w Boga.
Bielawska unika dzięki temu pretensji, skupiając się na jednostce, która nie postrzega samej siebie jako męczennicy za sprawę, nie narzeka na trudności, a celebruje za to kolejne sukcesy. Chociaż historia Klapczyńskiej jest bolesna i budzi silne emocje, to z mitami pokutującymi w społecznej świadomości rozprawia się subtelnie, bardziej poddając je pod wątpliwość niż spektakularnie obalając. Prawie niezauważalne drobne gesty, spontaniczne reakcje, zaskakujące przemyślenia – nie, zupełnie nie takiej bohaterki spodziewa się widz, rozpoczynając seans i nie takiej formy oczekuje. I bardzo dobrze.