Przypowieść o roślinie: jak zostałam crazy plant lady
Wygrzebki #79: bliżej natury - stuk kopyt na bruku i własny las w słoiku

Początkowy zamysł był taki, że robię prezentownik mikołajkowy, ale jak widać mamy już początek grudnia, a ja jak zwykle w niedoczasie. Pochylmy sie zatem nad tym, co można kupić na święta komuś, kogo chcielibyśmy uszczęśliwić, ale za stosunkowo niewielkie pieniądze. Jeśli myślicie, że udany prezent do 25 złotych to mission: impossible, spróbuję Was przekonać, że jesteście w błędzie.

Poprzedni1 z 3Następny

Uroczy drobiazg: prezent do 25 złotych

Najtańsze prezenty – małe upominki – dzielą się najczęściej na praktyczne drobiazgi, nikomu w sumie niepotrzebne, ale urocze pierdółki oraz na kompletny szajs. Każdy, kto brał udział w klasowej lub biurowej wymianie podarków, ma zapewne w domu kubek z jakże motywacyjnym (#not) napisem, wazonik z chińskiego supermarketu, kompletnie niezachęcającą książkę albo – o zgrozo – jakiś obleśny gadżet w stylu foremki do lodu pozwalającej uszczęśliwiać gości bryłkami zmrożonej wody w kształcie penisów.

Serio, lata 90. już się skończyły.

Problem w tym, że granice między tym, co zabawne, przydatne i tandetne, są mocno umowne. O ile jednak większe kwoty ludzie wydają zwykle nieco rozważniej i na osoby bliższe sercu, o tyle te wszystkie okolicznościowe drobiazgi kupuje się często mocno na odpierdol. Z tego powodu konsekwentnie unikam od lat wymiany prezentów z ludźmi, z którymi nic mnie nie łączy – sama wolałabym dostać pół kilo dobrych kabanosów, roślinkę w doniczce albo porządny krem do rąk niż kolejne kubki, ramki czy inne durnostojki.

Z drugiej jednak strony mam ogromną słabość do waniliowych świec zapachowych, breloczków NICI (obecnie przy moich kluczach wisi przywieziony z Czech Krecik, ale od kilkunastu dobrych lat przy każdej zmianie mieszkania wymieniam pluszaka na nowego właśnie od NICI), a pachnącymi kulami kąpielowymi nie pogardzę nigdy. Z mojego punktu widzenia to praktyczne prezenty – każdego z nich będę używać, wszystkie figurują na mojej zakupowej liście.

Jeśli nie zna się dobrze cudzych upodobań, warto postawić na coś, co dość szybko się zużywa lub czego używanie nie jest mocno widoczne i odczuwalne. Jeśli więc świeca zapachowa, to raczej zapach cytrusów, kwiatów albo świeżego prania niż mieszanka eukaliptusa, pieprzu i soli morskiej. Jeżeli gadżet kuchenny – to raczej z tych gatunków naprawdę przydatnych, a najlepiej to w ogóle kawa lub herbata: wystarczy dowiedzieć się, które z tych dwóch, a w przypadku herbaty dokonać (trudnego) wyboru między czarną, zieloną i owocową. Skarpetki zwykle sprawdzają się jako uniwersalny upominek, bo nawet jeśli się nie spodobają, to wcześniej czy później po prostu mogą się przydać, nawet jeśli tylko na spacery z psem do wysokich kaloszy.

Kubek nigdy nie jest najgorszym pomysłem z możliwych, ale nie kupujcie go w supermarkecie i niech nie ma byle jakiego, nudnego i bezosobowego nadruku w stylu motywacyjnych pierdów. I pamiętajcie, że w XXI wieku pendrive, nawet taki szalenie uroczy, to nie jest technologia jutra. Podobnie jak film wypalony na płycie DVD. Może być tak, że osoba, którą uszczęśliwicie takim podarkiem, nawet nie już ma gdzie tych nośników wetknąć – pliki trzyma w chmurze, a filmy ogląda na streamie. To o mnie.

Odkąd zostałam crazy plant lady, jestem prezentowo wyjątkowo łatwa w obsłudze: można po prostu przynosić mi rośliny, doniczki, osłonki, atlasy roślin doniczkowych, śliczne sekatory w kwiatki i porządne rękawice ogrodnicze. W tym momencie na przykład nic nie uszczęśliwiłoby mnie bardziej niż fajna (a nie ohydna jak większość dostępnych w sklepach) konewka.

W tym sezonie jednym z najlepszych prezentów jaki można dać nastolatce, jest moim zdaniem książka „#sexedpl” – sama kupiłam ją w prezencie mojej chrześnicy i wręczyłam w ubiegłym tygodniu jej mamie, żeby ta sama podjęła decyzję, kiedy nadejdzie odpowiedni czas na lekturę. To pozycja wyjątkowa na polskim rynku – tym co ją wyróżnia, jest jej nowoczesność. Rozmówcy Anji Rubik to nie jakieś leśne dziadki z mentalnością z ubiegłego wieku czy pseudonaukowcy z myśleniem wypaczonym lekcjami religii, ale ludzie reprezentujący fakty. A fakty są takie, że w kwestii podejścia do homoseksualizmu, zgody na seks czy antykoncepcji mamy w Polsce (nie tylko u nas, chociaż pod pewnymi względami jesteśmy wyjątkowo zacofani) późne średniowiecze. Warto zadbać o to, żeby młode pokolenie nie dorastało wśród ciemnoty i zabobonu. I nie to, że trzeba w tym celu rezygnować z wiary i praktyk religijnych, po prostu kiedy ksiądz zaczyna mówić o seksie i rodzinie, można zatkać uszy rękoma i śpiewać „lalalalalalala”, bo to trochę tak jakby Magda Gessler dawała lekcje z powściągliwości i subtelnego, codziennego makijażu. Tylko że Magda jeszcze może się zmienić.

Poprzedni1 z 3Następny
Przypowieść o roślinie: jak zostałam crazy plant lady
Wygrzebki #79: bliżej natury - stuk kopyt na bruku i własny las w słoiku