Przypowieść o roślinie: jak zostałam crazy plant lady
Wygrzebki #79: bliżej natury - stuk kopyt na bruku i własny las w słoiku

Początkowy zamysł był taki, że robię prezentownik mikołajkowy, ale jak widać mamy już początek grudnia, a ja jak zwykle w niedoczasie. Pochylmy sie zatem nad tym, co można kupić na święta komuś, kogo chcielibyśmy uszczęśliwić, ale za stosunkowo niewielkie pieniądze. Jeśli myślicie, że udany prezent do 25 złotych to mission: impossible, spróbuję Was przekonać, że jesteście w błędzie.

Dla kogoś, kogo lubisz: do 50 złotych

Kiedy masz w budżecie 5 dych, warto się już poważnie zastanowić: niby to wcale nie jest aż tak wiele, ale z drugiej strony można kogoś taką kwotą odciążyć już z konkretnego zakupu. Jeśli zatem wiecie, że bliski kumpel odkłada od jakiegoś czasu zakup książki kurcharskiej, która wyjątkowo mu się podoba, a koleżanka cały czas mówi o tym, że musi rozejrzeć się za ciepłymi rękawiczkami, możecie wyjśc naprzeciw tym potrzebom i pokazać tym samym, że umiecie słuchać.

Im mniejsza kwota, tym więcej potrzeba kreatywności, żeby prezent miał efekt wow. Ja osobiście jestem zdania, że te 50 zł to idealny budżet na drobiazg z nieco wyższej półki – lepszy jakościowo odpowiednik tańszego produktu, którego ktoś na co dzień używa. Bo większość z nas, mając ochotę na coś słodkiego, idzie po prostu do Żabki po batona albo tabliczkę Milki, a nie wyrusza na drugi koniec miasta po luksusowe czekoladki turlane przez bosonogie dziewice przy świetle księżyca. Przekąski z sektora premium to zazwyczaj coś, co daje się właśnie w prezencie,  rzadko kiedy kupuje się dla samego siebie. Bo przecież „szkoda pieniędzy”.

Tymczasem na co jak na co, ale na jedzenie nigdy nie powinno być szkoda. Przecież to, na bogów, trafia do organizmu. Ja ogólnie słynę z tego, że mogę zeżreć praktycznie wszystko bez uszczerbku na zdrowiu, ale mimo to jestem francuskim pieskiem i wielu rzeczy nie tykam, bo nie. I nawet nie to, że tylko zdrowe, naturalne i bio, bo i na Vifona najdzie mnie od czasu do czasu ochota, ale jeśli mam do wyboru tylko kiepskiej jakości kawę lub herbatę, to piję wodę. Jeśli już kupuję wędlinę, co czynię niezwykle rzadko, to nie plastikową sopocką o podejrzanie różowym odcieniu (prawdziwe wędliny nie mają takiego koloru, do ciężkiej!) tylko coś, co ma smak, zapach i odpowiednią teksturę. A oszczędzić to mogę na ciuchach, kupując używane.

Podobnie jest z kosmetykami: nie jest trudno na nich oszczędzać i nawet te z dobrym składem można nabyć w bardzo przyzwoitych cenach. Dlatego właśnie tak miło dostać coś, co podczas zakupów wydaje się zbyt drogie. Zanim do Polski dotarł Body Shop, moja przyjaciółka zawsze przywoziła mi kosmetyki tej marki z Anglii – byłam wówczas na studiach, ceny tych produktów były dla mnie może nie zaporowe, ale jednak stanowczo zbyt wysokie i nie mieściło mi się w budżecie wydawanie 30 czy 40 złotych na żel pod prysznic. Nawet dziś nie uważam tego za priorytet, bo ostatecznie to tylko żel, a te z rossmannowej Isany za 3 ziko też nie mają w składzie niczego paskudnego. Ale fajnie jednak mieć czasami w zanadrzu coś, czym można się rozpieścić: obłędnie pachnące kule do kąpieli czy świece, synonimy zbytku i marnotrawienia pieniędzy (bo serio, NIKT ich tak naprawdę nie potrzebuje), balsam lub masło do ciała porządnej marki, czy selektywny, profesjonalny produkt do pielęgnacj lub stylizacji włosów dla posiadaczki długiej, bujnej czupryny.

Z tymi produktami jest tak jak z ciętymi kwiatami – bez problemu można się bez nich obejść, po prostu miło je mieć. Do tego mało kto ma nawyk kupowania ich ot tak, po prostu, tylko dla własnej frajdy. To wszystko kosztuje pieniądze, bardzo często niemałe; jeśli obraca się w palcach każdą złotówkę, takich rzeczy najłatwiej sobie odmówić. I nie będę Was tu namawiać, żeby nie oszczędzać i wydawać cały zarobiony hajs na przyjemności, ale jeśli wiecie, jak sprawić komuś w święta trochę autentycznej radości, to po prostu to zróbcie. Praktyczne myślenie to jedna droga, ale ta ze spontaniczną frajdą wcale nie jest gorsza – wymaga tylko tego, żebyście przynajmniej trochę znali upodobania osoby, którą macie obdarować. Bo wcale nie jest powiedziane, że każdy lubi cięte kwiaty, zapachowe świeczki czy słodycze.

Przypowieść o roślinie: jak zostałam crazy plant lady
Wygrzebki #79: bliżej natury - stuk kopyt na bruku i własny las w słoiku