Łona i Webber – “Cztery i pół (2011)
Nie jestem dzieckiem ulicy i nie wychował mnie hip hop, w młodości byłam raczej brudasem metalem i słuchałam złomu. Dlatego podchodzę do tego gatunku tak samo jak do każdego innego – selektywnie. A dzięki temu, że w kwestii rapsów zostałam bardzo starannie wytresowana przez młodszą siostrę, kolegów parających się gatunkiem zawodowo, byłego chłopaka-maniaka, pracę na festiwalu hip-hopowym w charakterze stage managera, rozeznanie mam całkiem spore. I dlatego jestem wybredna. Słyszę różnicę między słabym biedabitem i tym, co robi Emade czy Webber, wiem, co to jest dobry flow, cenię sobie dobre, inteligentne teksty i zabawę słowem.
Łona i Webber od lat zgarniają najwyższe noty za wszystkie te parametry, ale tym, co przyciąga mnie tu najbardziej, pozostają teksty. Łona to dorosły facet i ma dorosłe problemy: drobne, powszechne upierdliwości, które tak naprawdę nie są niczym wielkim i dlatego warto się nad nimi pochylić. Ironizuje, przerysowuje, celnie punktuje absurdy codzienności, czego najdoskonalszym podsumowaniem pozostaje “To Nic Nie Znaczy”. Zrzędzi jak stereotypowy gość w średnim wieku: narzeka na ból w krzyżu i centralne ogrzewanie (“Kaloryfer”), dziury w drogach i brak poprawności językowej, pustych zapewnień i życia w niedoczasie (“Jesteśmy w kontakcie”) przewrotnie śmieje się z własnych utyskiwań.
Ironiczne narzekania Łony nie tyle wpisują się w schemat obiegowego żartu o młodych-starych, co tkwią w samych jego korzeniach: w 2011 roku raper miał; 29 lat – to mniej więcej ten moment, kiedy dowcipkowanie o bólach, umieraniu, osuwaniu się w ciemność i mówienie o sobie “jestem stary” są realnie zabawne. Z jednej strony nie ma to jeszcze nic wspólnego z rzeczywistością, z drugiej – w okolicach 30stki wiele osób naprawdę docenia już rolę dobrego dla kręgosłupa materaca, niespiesznego śniadania na ciepło w czystym mieszkaniu, ciszy i spokoju oraz ciepłego kocyka. Na wakacje coraz chętniej jedzie się nie z paczką znajomych, autostopem i z plecakami pod namioty, ale do wygodnego hotelu czy apartamentu z wielką wanną i puchatymi ręcznikami. Coraz częściej rozmawia się o polityce, nawet jeśli rozmowy te nie mają sensu (“Szkoda Zachodu”), o kredytach, zarobkach i awansach. I tylko o jednym nie chce się mówić: o tym, “dokąd i skąd idziemy” (“Nie Pytaj Nas”).