4. Kwasy w pielęgnacji cery
Są takie produkty pielęgnacyjne, które od lat chcę włączyć w swoją rutynę, ale po prostu jakoś do tego nie dochodzi. Ciąży na mnie klątwa perfekcjonizmu (ktokolwiek zna mnie bliżej, ten rozumie, jak komicznie to brzmi) – kiedy chcę zrobić coś nowego, chcę to zrobić od razu naprawdę dobrze. A to wymaga przygotowań: trzeba zrobić research, zaopatrzyć się w liczne gadżety, przyswoić nową wiedzę. Najczęściej nie mam na to czasu albo siły, więc lista rzeczy czekających, aż zbiorę się w sobie, jest naprawdę długa. Ale czasami po prostu się uda i przynajmniej wtedy już wiem, że coś nie jest dla mnie – jak ostatnio, kiedy po 2 latach chomikowania zestawu do robienia świec zapachowych wreszcie się za to wziąłam. I teraz już wiem, że nigdy więcej.
Jeśli chodzi o pielęgnację, od paru ładnych lat obiecuję sobie, że zacznę używać retinolu. Może najbliższa jesień będzie wreszcie tym momentem? Tymczasem zupełnym przypadkiem w moim życiu pojawiły się kwasy: pierwsze serum dostałam w ubiegłym roku w przesyłce z 4 Szpaków i przeleżało dłuższą chwilę w szufladzie, czekając na swój moment. Kiedy w końcu zaczęłam go używać, szybko zaskoczyło mnie efektami – po 2-3 użyciu obudzilam się któregoś dnia rano, dotknęłam policzka i pomyślałam “cholera, co jest grane?”.
Nigdy nie miałam problemów z cerą, nawet w okresie dojrzewania – zawsze była czysta, gładka i o równomiernym kolorycie. Do tego kobiety w mojej rodzinie wolno się starzeją i w wieku 35 lat zmarszczek na skórze (o ile jest dobrze nawilżona) szukam wciąż z lustrem powiększającym. Moim jedynymi problemami pozostają przesuszająca się skóra (i bywa to naprawdę niekomfortowe) i okazjonalny pryszcz na ok. 1,5 tygodnia przed okresem. Ale nie jest też tak, że to wszystko jest dziełem przypadku – dbam świadomie o cerę od 12. roku życia, nigdy się nie opalałam, a maseczek używam od ładnych paru lat częściej niż podkładu (czy nawet lekkiego kremu BB, bo to po niego zwykle sięgam, wychodząc do ludzi). O tym, jak ważne jest regularne złuszczanie martwego naskórka w procesie pielęgnacji cery, dowiedziałam się już dawno temu, ale dłuższą chwilę zajęło mi wypracowanie optymalnej rutyny i znalezienie odpowiednich produktów: po mechaniczne peelingi sięgam rzadko (większość jest dla mnie za mocna), szczoteczki Foreo nie mogę używać częściej niż 2 razy w tygodniu (zwykle robię to w te dni, kiedy używam cięższego podkładu), po użyciu produktów enzymatycznych nie zawsze widzę zadowalające efekty, a kwasów po prostu się bałam.

Niesłusznie. Kwasowe serum Szpaków z kwasami migdałowym (AHA 15%) i laktobionowym (PHA 5%) jest idiotoodporne i nie zrobiło mi krzywdy nawet przy codziennym stosowaniu – przeciwnie, utrzymywało moja skórę pod kontrolą i gwarantowało skórze gładkość i miękkość. A że do tego nie jest fotouczulające, nie bałam się, że moja ochrona SPF okaże się niewystarczająca. Kiedy zużyłam opakowanie, kupiłam serum z kwasem mlekowym 5% od Numee – efekt nie był już tak spektakularny, ale być może dlatego, że skóra po prostu zaczęła się już przyzwyczajać. Nie mam jednak do tego serum żadnych zarzutów i wydaje mi się, że może być fajnym (a do tego cenowo przystępnym – w promocji często poniżej 20 zł) produktem na start dla kogoś, kto chciałby spróbować kwasów, ale boi się, że zrobi sobie krzywdę. O tym, czym różnią się poszczególne kwasy i jak dobrać odpowiedni, możecie poczytać tutaj.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc po zużyciu serum Numee sięgnęłam po coś mocniejszego: zestaw do domowej eksfoliacji AVA Laboratorium zawiera 3 produkty: odtłuszczacz, kwas mlekowy 30% i neutralizator przywracający skórze odpowiednie pH. Użycie tego zestawu jest nietrudne, chociaż szybko przekonałam się, że z kwasem o takim stężeniu muszę już uważać – kiedy zagapiłam się i przetrzymałam go na skórze ok. 20 minut (opakowanie zaleca maksymalnie 10 minut), moja skóra była potem przez kilka dni nieco podrażniona, a następnie skóra z nosa zaczęła mi schodzić jak u węża. Kiedy jednak stosuję się do zaleceń i sięgam po ten zestaw 2 razy w tygodniu, jest idealnie: pory są wyraźnie oczyszczone i zwężone (z nosa znikają wszystkie czarne punkciki), a skóra na twarzy – delikatna w dotyku i miękka. Ale nie sprawdzajcie tego zbyt często, a jeśli już dotykacie twarzy łapami, to przynajmniej pamiętajcie o tym, żeby je wcześniej myć. Brzmi to mało uprzejmie, ale wiem dobrze, jak trudno jest wytępić ten nawyk – zajęło mi to całe lata.

AVA Laboratorium ma kilka zestawów z różnymi kwasami i warto im się przyjrzeć, jeśli macie już za sobą pierwsze testy kosmetyków z takimi składnikami, a nie chcecie wydawać majątku na kosmetyki – zestawy można kupić w promocji za mniej niż 40 zł, a produkty są naprawdę wydajne i bardzo proste w użyciu. W sklepach znajdziecie zestaw z kwasami owocowymi 12% i zestaw z kwasem migdałowym 15%.
