Wygrzebki #75: powrót do przeszłości i niejednoznaczne lata 90.
#flashback: "Prometeusz" - Ksenomorf do krzyża przybity

Od paru dobrych już lat słowo „blockbuster” kojarzy mi się z rozczarowaniem. Chociaż wiem, że cały urok takich filmów polega na oglądaniu ich na wielkim ekranie, coraz częściej po prostu nie chce mi się zwlec do kina, kiedy w repertuarze pojawia się kolejna część „Transformersów”, „Piratów z Karaibów”, następna opowieść z uniwersum Marvela czy nawet DC, które po wybornym „Mrocznym Rycerzu” przynosiło mi już w zasadzie tylko zawód.

Być może to po prostu kwestia bycia pretensjonalnym snobem, ale przecież nawet ja lubię się czasami rozerwać. Od kina rozrywkowego wymagam zatem jedynie tego, żeby było prawdziwe rozrywkowe. Tymczasem najczęściej nie czuję się bynajmniej rozerwana, a wręcz zdarza mi się przysypiać, jak na „Wojnie bohaterów” czy „Ghost in the Shell”. Bezustannie poluję na filmy, które sprawią, że w napięciu przesiedzę 2 godziny lub i więcej przed ekranem, nie znajdując czasu na siku. Bo to właśnie powinny gwarantować produkcje tego rodzaju. A nie zdarza się to rzadko – sami pomyślcie, kiedy ostatnio oglądaliście blockbuster, w czasie którego ani razu nie mieliście ochoty przewinąć w przód przydługiej sceny? Nudnego morbobicia i pokazu efekciarstwa? Mnie nic nie pochłonęło chyba tak mocno od czasu „Mad Maxa” z 2015 roku.

W ubiegłym roku nie obejrzałam – jak na moje możliwości – zbyt wielu filmów i zdecydowana wiekszość z nich pochodziła z repertuaru kolejnych festiwali filmowych. W efekcie mam naprawdę potężne braki w znajomości produkcji, o których mówił cały internet. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zawzięłam się więc, uzbroiłam w kofeinę i zdecydowałam się nie zasnąć na przygodach superbohaterów, mumii i dzieciaków w kosmosie. Chociaż nie wszystkie spośród tych filmów to blockbustery z prawdziwego zdarzenia, to łączy je jedno: zadaniem wszystkich było przede wszystkim zapewnienie widzom dobrej zabawy, czasami ze szczyptą refleksji. Jak to się udało? Ano różnie.

Ostatecznie nie każdy film może być „Star Trekiem”.

Poprzedni1 z 5Następny

1. Logan: Wolverine (Logan, reż. James Mangold, 2017) – 6/10

Zaraz po premierze internet zalał zachwyt „Loganem”, trudno powiedzieć, czemu. Może po prostu dlatego, że to jeden z nielicznych filmów z uniwersum Marvela bez stężenia plastiku i kiczu przekraczającego granice przyzwoitości? Bo na bezrybiu i rosomak ryba?

filmy rozrywkowe 2017 - tattwa

Los nie obszedł się z tymi bohaterami łaskawie. Czas zresztą też nie.

Tego nie wiem. Dość jednak powiedzieć, że chociaż jest to produkcja naprawdę dość udana na tle superbohaterskiej konkurencji, to wciąż jest co najwyżej przyzwoita bez tego kontekstu. Solidne rzemiosło to za mało, żeby tak się emocjonować: „Logan” to film z recyklingu, który po raz któryś już z rzedu wykorzystuje schemat zgrany ostatnimi laty w obrębie tego gatunku do szczętu.

Mamy zatem bohatera złamanego, poddającego się losowi, przeżartego goryczą i rezygnacją. Nie będzie łatwo zmusić go, żeby na nowo podjął walkę, żeby zdobył się na heroiczny wysiłek. Rosomak wie dobrze, że każda kolejna walka może być już jego ostatnią. Nie dość, że osłabło jego rosomacze ciało, to i duch już stanowczo nie ten. Po prostu nic tylko się zawinąć w smutne burrito z koca i położyć do grobu. Tego jednak Logan nie może jeszcze zrobić, jest odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i za Xaviera, który w zasadzie stracił już kontakt z rzeczywistością. Nie ma lekko. A będzie jeszcze gorzej, bo na horyzoncie pojawia się mała dziewczynka: Rosomak wersja 2.0.

Wszystko byłoby super, ale to po prostu już było: na tej samej koncepcji herosa upodlonego, klęczącego w gnoju i zmuszonego do przezwyciężenia własnej słabości, bazowały tylko w ciągu ostatnich lat „Iron Man 3”, „Mroczny Rycerz powstaje” i „Skyfall”. Już za pierwszym razem nie miało tu uroku nowości, bo ostatecznie żaden z reżyserów Ameryki nie odkrył, ale z filmu na film coraz trudniej się w tego rodzaju historię zaangażować. Zwłaszcza, że finał tak łatwo przewidzieć: nie po to Rosomak odnajduje w sobie nowe pokłady determinacji i przekuwa słabości w nową siłę, żeby miał tak po prostu się poddać i przegrać.

filmy rozrywkowe 2017 - tattwa

Opieka nad dzieckiem nie jest tak łatwa, jak mogłoby się wydawać, jednak to urocze dziewczę ma z Rosomakiem więcej wspólnego, niż ten początkowo myślał.

Tej wtórności i przewidywalności nie rekompensują mi niestety ani całkiem przyzwoity klimat ani westernowe nawiązania. Chociaż jest tu bardziej surowo, bardziej brutalnie, posępniej i bez plastiku, to wciąż „Logan” pod względem psychologicznym nie dorasta do pięt „Pierwszej klasie”, a jego największym plusem pozostaje to, że mocno odstaje od estetyki większości filmów Marvela. Zaskakujące, że tak wielu fanów tego uniwersum poczytuje to za zaletę.

TRAILER | DVD | BLU-RAY | SOUNDTRACK | SOUNDTRACK MP3 | KOMIKSY

Poprzedni1 z 5Następny
Wygrzebki #75: powrót do przeszłości i niejednoznaczne lata 90.
#flashback: "Prometeusz" - Ksenomorf do krzyża przybity