Szorty kulturalne vol 3 - długodystansowo
Alicja w fabryce cukierków

Bo często jest tak, że wstaję rano i nie planuję. Pozwalam życiu toczyć się swoim trybem, bez napięć, bez nacisków z zewnątrz, bez żadnej presji. Mówię sobie „będzie dobrze” i pozwalam, żeby karma przejęła kontrolę. I lubię ten stan, kiedy po prostu płynę, kiedy wszystko jest w idealnej harmonii. Tak, jak powinno być.

Bo to nieprawda, że trzeba zawsze pod prąd, że bunt, że sprzeciw, że walka. Że trzeba być innym, że trzeba tak, a nie inaczej, że nie można czasami odpuścić.

Bo widzę bezustanną wojnę dookoła i nie chcę być jej częścią, nie chcę brać udziału. Bo doceniam, że mogę pozwolić sobie na luksus bycia pacyfistką, stania z boku względem każdego konfliktu, bycia racjonalną.

Bo mówię życiu wprost, czego chcę. I często to dostaję. Może mam szczęście, może to przypadek, może karma to tylko złudzenie, efekt placebo w warunkach społecznych, może mnie się tylko to wszystko wydaje. Czy to ważne?

Bo w pewnym sensie wybrałam drogę, z której trudno byłoby zawrócić.

Bo czasami jest ciężko, ale to wciąż jest tego warte. Nie oglądać się wstecz, po prostu pozwalać nieść się fali i nie oczekiwać niczego, po prostu brać wszystkie szanse, które są dane.

Bo pada śnieg, a ja – chociaż wolę wiosnę – nie mogę nie patrzeć, nie potrafię nie dać się uwieść.

Bo kocham moje życie tak bardzo, że czasami brakuje mi tchu. Może to tylko sen, może żyjemy w Matrixie, może nic nie jest prawdą, może nie ma żadnej prawdy.

Bo nie wierzę w obiektywizm, bo nie ma żadnego obiektywizmu, bo wszystko jest zawsze względne i to jest jednocześnie wspaniałe i przerażające, a dobro i zło to tylko sztuczne konstrukty wypełnione mnogością sprzecznych znaczeń.

 

Szorty kulturalne vol 3 - długodystansowo
Alicja w fabryce cukierków