Podróże małe i duże, czyli księżyc nad Warszawą
"80's - The Decade That Made Us" czyli lata 80. po amerykańsku

Kocham animację japońską. Boli mnie fakt, że dla wielu osób to tylko „śmieszne chińskie kreskówki”, jak mawia mój znajomy. Jeśli myśląc o anime macie w głowach jedynie obraz „Czarodziejki z księżyca” i „Dragon Ball”, to nawet nie wiecie, co tracicie.

Animacja jest często niesłusznie dyskryminowana. Bo „dziecinna”. Dziecinna? Dobija mnie, kiedy słyszę taki komentarz z ust kogoś, kto śmiał się na „Kac Vegas” (ja w sumie też się śmiałam, ale nie w tym rzecz), nigdy nie oglądał „Walca z Baszirem”, ale śmiało zakłada, że skoro produkcja jest animowana, to adresowana jest automatycznie do młodszej widowni. Znam dziesiątki rysunkowych i w pełni komputerowych produkcji, które prezentują o niebo wyższy poziom niż wspaniała większość amerykańskiej kinematografii – ale pewnym ludziom po prostu nie przemówisz do rozsądku.

Nie oznacza to, że wszyscy muszą taki styl kochać. Po prostu – warto spróbować, zamiast bredzić o tym, że nie lubi się czegoś, o czym nie ma się tak naprawdę bladego pojęcia. A jeśli forma jest dla Was ważniejsza niż treść… cóż, w takiej sytuacji chyba Was nie przekonam. Ale jeśli jesteście uprzedzeni do anime i sami nie wiecie dlaczego, jeśli jakimś cudem nie widzieliście nigdy żadnej z produkcji Ghibli (czy to w ogóle możliwe?), to kontakt z nimi jest chyba najlepszą drogą do zamienienia każdego przeciwnika w zagorzałego fana. Sama wciąż nie obejrzałam wszystkich filmów studia, ale mam zamiar nadrobić szybko zaległości. Naprawdę warto!

PS – Pamiętajcie: oglądajcie tylko w oryginalnej wersji językowej, z polskimi lub angielskimi napisami. Dopiero później możecie zobaczyć wersję z dubbingiem, ale wtedy prawdopodobnie ją znienawidzicie.

Pozostałe części cyklu o filmach studia Ghibli znajdziecie tutu

Poprzedni1 z 5Następny

1. „Nausicaä z Doliny Wiatru” („Kaze no Tani no Nausicaä”, reż. Hayao Miyazaki, 1984)

Formalnie nie jest to produkcja Studia Ghibli, które zostało założone dopiero w 1985 roku, ale zwykle jest wymieniana razem z pozostałymi filmami. To przedsmak tego, co zostanie rozwinięte później w „Księżniczce Mononoke” – te dwa obrazy występują w moich myślach zawsze w parze. Fundamentem obydwu jest proekologiczna refleksja (jakże dziś aktualna), a protagonistkami są silne, niezależne księżniczki, które chcą ocalić przed zniszczeniem to, co jest dla nich najcenniejsze.

Nausicaä jest przy tym znacznie sympatyczniejszą postacią niż San.

Dolina Wiatru jest enklawą, w której ludzie starają się żyć w zgodzie z toksyczną, dominującą przyrodą. Nie walczą z nią, ale usiłują funkcjonować obok, nie podejmując prób przejęcia kontroli. Temu pokojowemu nastawieniu przeciwstawia się ekspansywne podejście najeźdźców, którzy zachowują się jak typowy biały człowiek i niszczą wszystko, co da się zniszczyć. Las to przestrzeń równie niesamowita co w „Mononoke” – podobnie jak tam, jest areną działania ogromnych sił (chociaż z innych powodów) i stanowi przestrzeń sacrum, objętą tabu. „Nausicaä” jest próbą powiedzenia bardziej dobitnie tego, co „Laputa” jedynie sugeruje – że wszelka ekspansja wiążę się zawsze z destrukcją, że najlepsze jest życie w zgodzie z otaczającym ekosystemem. Nie sposób się nie zgodzić – obraz można polecić starszym dzieciom ale także i każdego dorosłemu. Na naukę i wnioski nigdy nie jest za późno.

Poprzedni1 z 5Następny
Podróże małe i duże, czyli księżyc nad Warszawą
"80's - The Decade That Made Us" czyli lata 80. po amerykańsku