3. “Spirited away – w Krainie Bogów” (“Sen to Chihiro no Kamikakushi”, reż. Hayao Miyazaki, 2001)
Waga ciężka wśród animacji. Prawdopodobnie jeden z najlepszych filmów animowanych wszech czasów i nikt nie przekona mnie, że jest inaczej. “Spirited Away” nie ma wad – można zarzucić tej produkcji jedynie to, że kończy się zdecydowanie zbyt szybko i pozbawiona jest dalszego ciągu.
Po pierwsze, grafika – obraz oszałamia bogactwem barw, postaci, lokacji. Wszystko zostało tu dopracowane w najdrobniejszych szczegółach: wnętrza w łaźni Yubaby wypełnione są precyzyjnie odwzorowanymi przedmiotami, a plenery zachwycają malowniczością. Postaci natomiast mają złożone charaktery i wymykają się jednoznacznej ocenie: nawet groźna wiedźma ma dobrą stronę osobowości i koniec końców nie jest aż taka zła, jak wydawało się na pierwszy rzut oka.
Powraca tu motyw poszukiwania swojego „ja”, dojrzewania i walki i odzyskanie tożsamości. Mała Chihiro traci imię i podejmuje się pracy ponad swoje siły, żeby ocalić zamienionych w świnie rodziców i samą siebie. Ta decyzja zmieni ją – kapryśną, nieco rozpieszczoną dziewczynkę – w kogoś, kto w pełni rozumie sens oraz wartość poświęcenia w imię miłości i przyjaźni. Uratuje przy tym nie tylko siebie: ucząc się, sama zostanie nauczycielką, a jej lojalność wyzwoli także spętanego zaklęciem smoka.
“Spirited Away” jest jedną z bardzo „japońskich” opowieści. Przesycona mitami, wierzeniami i symbolami związanymi jednoznacznie z kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni baśń ma, oprócz wymiaru uniwersalnego, niezwykle bogatą symbolikę. Nieprzypadkowo miejscem służby Sen (wcześniej Chihiro) staje się łaźnia, a jej najcięższym zadaniem – oczyszczenie boga smrodu (który w rzeczywistości jest kimś zupełnie innym). Motyw rytualnej czystości i w ogóle ablucji, wykorzystywany w kulturze Zachodu właściwie chyba tylko w kontekście Jezusa obmywającego stopy uczniom (przesadzam, oczywiście, ale trudno nie zauważyć pewnych zależności), dla kultur Wschodu jest wciąż niezwykle istotny i niesie ważne treści. To także element rytuału przejścia, w którym bierze udział dziewczynka, wystawiona na liczne próby.
Trzeba mieć świadomość faktu, że dziecku grozi przede wszystkim to, że zatraci się i zapomni o swoich rodzicach: wówczas zostałaby więźniem Yubaby już na zawsze. Nie pamięta swojego imienia, które ukradła jej wiedźma i można spodziewać się, że czeka ją los podobny do tego, który spotkał Haku – wiernego sługę czarownicy, pozbawionego właściwie wolnej woli. To nie walka o przetrwanie, ale o zachowanie tożsamości, o „bycie sobą”. Ma to jednak podwójne znaczenie: Sen odzyska swoje imię, ale nie będzie już przecież tą samą dziewczynką, którą była wcześniej. Wraca do swojego świata bogatsza o doświadczenia, dojrzalsza, bardziej skłonna do docenienia tego, co ma. Uświadamia to sobie właśnie dzięki swojej przygodzie – trud, jaki włożyła w odzyskanie swojego starego życia pozwolił jej zrozumieć, ile ono dla niej znaczy i jak wiele jest w stanie poświęcić w imię jego obrony.
“Spirited Away” było drugą pozycją od Ghibli, z którą się zapoznałam. Pierwsza, “Księżniczka Mononoke”, nigdy nie trafiła na listę moich ulubionych, ale przygody Chihiro obserwowałam z rosnącym zachwytem. Oglądałam ten film kilkakrotnie i za każdym razem robił na mnie tako samo wrażenie. I TO właśnie jest pozycja obowiązkowa – jeśli jeszcze tego nie oglądaliście, szybko się poprawcie.

