2. Film “Brainwashed: seks, kamera, władza” (reż. Nina Menkes, 2022)
Byłam sceptyczna wobec tego filmu, bo doszły mnie słuchy, że Nina Menkes krytykuje w nim “Titane”, które uwielbiam i uważam za film na wskroś feministyczny w swojej wymowie. Po seansie jednak nie jestem w stanie nie zgodzić się z reżyserką: nie da się zmieniać rzeczywistości tymi samymi narzędziami, które zbudowały opresyjne i toksyczne struktury, a ironia i narracja o “odzyskiwaniu” czy “przejmowaniu” tychże narzędzi są niewystarczające.
Dowiedziałam się z tego filmu sporo – Menkes omawia tu konkretne techniki stosowane w kinie, które będą interesującą ciekawostką dla każdego, kto nie ma wykształcenia kierunkowego i/lub nie pracuje w tej branży (chociaż myślę że i tam sporo osób może być zaskoczonych). Ja nie mam i ta wiedza była dla mnie może nie rewolucyjna, ale jednak wzbogacona o nowe elementy. A jeśli chodzi o rzeczy, które już wiedzialam, to “Brainwashed” okazało się po prostu bardzo dobrym, inteligentnym i celnym podsumowaniem rzeczywistości.
Podczas seansu budził się we mnie jednak pewien opór. Chcialam powiedzieć, że to przecież nie takie proste, że jest sporo filmów, które nie popełniają grzechów wymienianych przez Menkes, że w kinie jest coraz więcej kobiet za kamerą i wokół produkcji, że przecież dużo się zmienia, że wcale nie jest tak, że widz jest skazany na obrazy operujące patriarchalną perspektywą i uprzedmiatawiające kobiety. Przecież każdego roku oglądam tak wiele filmów, których te problemy nie dotyczą!
A potem sobie przypomniałam, że większość filmów oglądam każdego roku na festiwalach filmowych i zdecydowana większość z nich to niezależne, małe produkcje, które nie trafiają do szerokiej dystrybucji. Że chociaż przy wybieraniu filmu nie kieruję się płcią twórców, to jednak zwykle mniej więcej 1/3 oglądanych przeze mnie każdego roku filmów to dzieło reżyserek, a nie reżyserów. Że na festiwalach celowo wybieram często filmy, które świadomie konfrontują się z tematem feminizmu, seksizmu, nierówności społecznych lub takie, których głównymi bohaterkami sa kobiety i które skupiają się na kobiecej perspektywie. Kino mnie kształtuje, ale to ja – świadomie – wybieram, którym filmom na to pozwolę.
A przecież i tak sposoby obrazowania, o których mówi Menkes, są dla mnie zupełnie naturalne i przyjmuję je jako pewną normę. I chociaż wciąż uważam, że “Brainwashed” upraszcza mocno pewne zagadnienia (trudno żeby było inaczej, film trwa tylko nieco ponad 1,5 godziny, a temat można analizować bez końca), to celnie zwraca uwagę na wiele problemów i daje narzędzia pozwalające je rozpoznać. Cieszą tu także przykłady filmów wyłamujących się z toksycznych wzorców, chociaż decyzja Menkes o przywołaniu własnych produkcji w takim kontekście jest nieco narcystyczna.
Co najlepiej wynieść z tego filmu? Umiejętność rozpoznawania schematów i sposobów portretowania postaci, refleksję nad tym, jak takie detale jak światło, praca kamery czy dźwięk wpływają na odbiór danej sceny przez widza w sposób zupełnie nieuświadomiony. A jeśli chodzi o same przykłady przywołane przez Menkes – ten film na pewno oburzy wiele osób, które kochają stare kino i mają wśród swoich ulubieńców kultowych reżyserów. Ale warto pamiętać o tym, że naprawdę można w dalszym ciągu lubić dzieło kultury, które jest pod pewnymi względami problematyczne. Warto po prostu zauważać te problemy; bezkrytyczne, czołobitne podejście do filmów czy książek nie przynosi pożytku ani kulturze ani odbiorcy, a krytyczna recepcja wcale nie wyklucza przyjemności.
Film możecie obejrzeć na platformie VOD Nowych Horyzontów.

