[tps_header]Widziałam ten format kilkakrotnie na różnych blogach, vlogach i profilach na Instagramie i zawsze bardzo mi się podobał – podsumowanie ulubionych lub nowo odkrytych w ostatnim czasie rzeczy, które sprawiły komuś wyjątkowo dużo radości, satysfakcji, okazały się zakupowym strzałem w dziesiątkę. Uznałam więc, że też chcę coś takiego, żeby móc zbierać pod jednym hashtagiem rzeczy, które wyjątkowo lubię i do których wracam, które rzuciły mnie na kolana i zrobiły na mnie wrażenie. Mam nadzieję, że od czasu do czasu skorzystacie z któregoś z moich poleceń i będziecie zadowoleni tak bardzo jako i ja byłam.
***
Część odnośników w poniższym zestawieniu to reklama afiliacyjna: klikając w nie (Ceneo) i dokonując zakupu za ich pośrednictwem (inne sieci afiliacyjne) sprawiacie, że na moje konto wpada niewielka prowizja. Serum kwasowe dostałam od Czterech Szpaków w przesyłce promocyjnej, a film “Brainwashed: seks, kamera, władza” obejrzałam w ramach stałej współpracy z Nowymi Horyzontami. Z marką Soap Szop nie współpracuję, ale jej właścicielką jest wieloletnie przyjaciółka mojej młodszej siostry, więc mój stosunek do tych produktów jest bardziej osobisty (chociaż w moim przekonaniu uczciwy) i nie ukrywam, że zdecydowaną większość z nich dostałam tak po prostu, kupiłam z bardzo dużą zniżką lub otrzymałam w ramach podziękowania za wsparcie w działaniach promocyjnych. Z żadną z firm nie jestem związana w sposób narzucający mi konieczność publikacji lub chwalenie produktów. Jeśli coś przypadnie mi do gustu – polecam. Jeśli nie – mówię o tym wprost lub nie komentuję w ogóle. [/tps_header]
1. Gofrownica
Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z zakupem czegoś, co zmieniło moje życie na lepsze już pierwszego dnia. To był impuls – obudziłam się któregoś dnia i zrozumiałam, że to jest ten dzień: chcę mieć gofrownicę DZIŚ. Zrobiłam research, porównałam najpopularniejsze modele i kupiłam ostatecznie model GÖTZE & JENSEN DW900 1600W LCD, który łączył dużą moc, możliwość dopasowania ustawień i – co najważniejsze – idiotoodporny timer, który po upieczeniu gofra wyłącza mechanizm grzewczy. Jedną z najlepszych rzeczy w byciu dorosłą jest bowiem to, że znam juz siebie samą na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że byłabym w stanie zapomnieć o piekących się gofrach i że na pewno nie jestem na tyle cierpliwa, żeby stać nad urządzeniem ze stoperem. Wystarczy, że robię to przy gotowaniu jajek.

Po włączeniu gofrownicy wybieram więc typ gofra i stopień wypieczenia (kilka domyślnych trybów plus miejsce na własne ustawienia) oraz decyduję, czy gofr ma być chrupiący na zewnątrz i miękki w środku czy winien raczej mieć równomierną teksturę. Jeśli po ostatnim użyciu nie wyłączałam gofrownicy z prądu, automatycznie wyświetlą mi się poprzednie ustawienia. Kiedy gofrownica się nagrzeje, daje mi znać sygnałem dźwiękowym – wtedy wlewam ciasto, zamykam pokrywę i wychodzę na jakieś ok. 4,5 do 5 minut (bo lubię dość mocno wypieczone, ale czas pieczenia może być krótszy); po upływie tego czasu gofrownica znowu wydaje z siebie dźwięk i przestaje grzać (oczywiście zanim się ochłodzi, minie chwila, więc tak czy inaczej najlepiej wyjąć gofry od razu i odłożyć na chwilę na kratkę do wypieków, żeby były chrupiące).
Gofrownica łatwo się czyści, nie da się nią niczego przypalić, a gofry wychodzą naprawdę rewelacyjne. Testowałam już kilka różnych przepisów (w tym takich z użyciem mąk jaglanej i ryżowej) i na ten moment najlepszy, jaki znam, to ten (chociaż ten też jest super). A kluczem do sukcesu, co naprawdę warto zapamiętać, jest ubicie bialek na sztywną pianę i dodanie ich do ciasta na samym końcu.

Jak dla mnie ostateczną ewolucją gofra jest ten z bitą śmietaną i świeżymi owocami, chociaż eksperymentuję z różnymi dodatkami (moje hity to konfitura porzeczkowa z bitą śmietaną, kajmak z solą morską i karmel pod powidłami śliwkowymi). A jeśli bita śmietana, to tylko ta domowa – gotowa w sprayu zwykle nie jest smaczna, a do tego jest niesamowicie słodka. Na swoje potrzeby ubijam po prostu 30 lub 36% śmietanę bez dodatku cukru: sama w sobie jest dla mnie wystarczająco słodka w smaku, a w połączeniu ze słodkiem ciastem gofrowym (dodaję do niego ksylitol lub erytrytol zamiast cukru) i dodatkami tworzy idealny zestaw. Potrzeba ubijania śmietany sprawiła, że musiałam nabyć także mikser – do tej pory wystarczał mi blender, który kupiłam na 2. roku studiów (15 lat temu) i do którego nie da się (chyba) dokupić pasującej końcówki do ubijania. W przeciwieństwie do gofrownicy wobec miksera nie miałam żadnych oczekiwań, pojechałam więc po prostu do Carrefoura i wzięłam najtańszy jaki był z dużą mocą. Jestem z niego zadowolona, ale uczciwie powiem, że używam go wyłącznie do ubijania białek i bitej śmietany, więc poprzeczka wisi naprawdę nisko.
Odkąd mam gofrownicę, przestałam praktycznie kupować inne słodycze – nigdy nie jadłam ich bardzo dużo (ze wszystkich przekąsek najbardziej lubię chipsy, najbardziej te ekstremalnie ostre), a dwa gofry z dodatkami są konkretnym posiłkiem. Zwłaszcza kiedy robię je w wersji śniadaniowej, ze smażonym boczkiem, jajkami sadzonymi i syropem klonowym. Nikt nie twierdził, że to będzie lekka, niskokaloryczna przekąska.

Wahałam się nad zakupem gofrownicy chyba po prostu dlatego, że obawiałam się, że będzie ona jednym z tych urządzeń czy gadżetów, które będą leżeć i zbierać kurz (jak maszynka do robienia lodów, której użyłam jak dotąd raz). W praktyce jednak jest w użyciu tak często, że nie chowam jej w ogóle z kuchennego blatu, bo nie ma to najmniejszego sensu. Jeśli zatem lubicie gofry, macie dzieci albo często przyjmujecie gości, to naprawdę polecam samo urządzenie i ten konkretny model. Jeżeli jednak wybierzecie inny, pamiętajcie, że moc gofrownicy to jej najważniejszy parametr – jeśli będzie za niska, gofry będą miękkie, niedopieczone i gumowate lub będą robić się bardzo długo.
Kilka osób zapytało mnie już, czy nie wolałam urządzenia z wymiennymi płytkami, które umożliwiłoby przygotowywanie także opiekanych sandwiczy. Otóż nie: nie jestem fanką takiego jedzenia i nie widzę sensu w uwzględnianiu ich przygotowania. Zamiast tego kupiłam po prostu zwykły toster i z niego też korzystam regularnie (chociaż raczej nie w połączeniu z chlebem tostowym).