3. Świeca Jesień (Soap Szop)
Uwielbiam świece zapachowe, a ta jest jedną z najpiękniej pachnących jakie kiedykolwiek miałam. Zwykle wolę słodkie, otulające zapachy – świec używam przez wszystkim od późnej jesieni do wczesnej wiosny i w tym czasie moje mieszkanie pachnie wanilią, karmelem, miodem lub ciastem dyniowym (polecam tę, jest obłędna). Czasami jednak trafię na coś zupełnie innego, co rzuci mnie na kolana – uwielbiam np. bożonarodzeniowe świece Ho Ho Ho i Aromat Świąt polskiej marki Yush i (również świąteczną) Norymbergę marki Ava&May (marka wycofała się z Polski w sierpniu ubiegłego roku, obecnie niewielka część jej produktów dostępna jest w drogeriach Douglas) z kolekcji inspirowanej jarmarkami bożonarodzeniowymi w różnych niemieckich miastach.
Ale świeca Jesień od Soap Szopu to coś zupełnie innego: ona po prostu pachnie jak listopad. Jak cmentarz podczas Święta Zmarłych: jest w niej zapach mokrych jesiennych liści, ogniska, czarnej herbaty, a ja czuję tu także bukiety kwiatów stojące na nagrobkach. Nic nie zapowiada tu jeszcze zimy, ale wrażenie listopadowej melancholii jest obezwładniające – wycisza mnie to i uspokaja, tworzy senną i nieco mroczną atmosferę jesiennego wieczoru. I chociaż za oknem rozpędza się wiosna, pisząc to, dopalam tę właśnie świecę i nie mam wątpliwości, że na pewno będę do niej wracać.
W ofercie Soap Szopu znajdziecie jeszcze kilka innych świec zapachowych – Yen z kultowej już serii o zapachu bzu i agresu, Shire pachnącą świeżym, chrupiącym chlebem z lipowym miodem i Serniczek, z którym jeszcze nie miałam przyjemności (ale zamierzam). O samej marce pisałam już kiedyś np. tutaj.
