3. “Mój sąsiad Totoro” (“Tonari no Totoro”, reż. Hayao Miyazaki, 1988)
Klasyk. Historia dwóch dziewczynek, które po przyjeździe na wieś zaprzyjaźniają się z magicznymi stworami, bawi i wzrusza już od lat. Miyazaki, bezkonkurencyjny jeśli chodzi o współczesne baśnie, nie pozostawia wątpliwości, kto jest królem japońskiej animacji. Mimo, że jest to film przeznaczony dla dzieci, należy do gatunku tych, które można obejrzeć całą rodziną z nieukrywaną przyjemnością. Podczas gdy Disney szedł w cukier… jeszcze więcej cukru… śliczne księżniczki i dzielnych książąt, Studio Ghibli zdawało się od zawsze stać na straży innej myśli: niesamowite rzeczy mogą przydarzyć się każdemu, kto ma wyobraźnię. Chociaż lubię wiele klasycznych animacji disneyowskich, między nimi a produkcjami japońskimi jest przepaść. I nie muszę chyba dodawać, po której stronie tej przepaści stoję. I tak, wiem, że współproducentem i dystrybutorem “Totoro” w USA był własnie Disney.
Chociaż moim ulubionym filmem Miyazakiego pozostanie już na zawsze “Spirited Away”, “Totoro” rozczulił mnie i wywołał bardzo dziecięcy zachwyt. Totoro, mimo, że uroczy, jest wyszczerzony w uśmiechu jak Kot z Cheshire i wygląda, jakby znajdował się na granicy obłędu. Gdzieś tam pod grubym futrem czai się szaleńcza euforia, nieposkromione siły natury, które każą życiu przebijać skorupkę nasiona i wybuchać w postaci zielonych łodyg ponad ziemię. Patrząc na tego przyjaznego Króla Lasu łatwo zapomnieć, jak potężny reprezentuje żywioł i do czego mógłby być zdolny w obronie tego, co chroni.
Jak wiele obrazów mistrza Hayao, tak i “Totoro” skrywa proekologiczne przesłanie: idealny świat to ten, w którym ludzie potrafią żyć w zgodzie z przyrodą, traktować ją nie jako przeciwnika, ale jako naturalny element świata, niezbędny do ich przetrwania. Miyazaki woła o szacunek dla tego, co niestworzone ręką człowieka, o umiejętność współistnienia.
Fanom “Totoro” polecam też krótkometrażową animację “Mei to Koneko-basu”, opowiadającą o przygodach Mei i małego kotobusa. Filmik można zobaczyć w Muzeum Ghibli w Japonii i czasami na YT, chociaż jakość jest potwornie parszywa.
