4. “Księżniczka Mononoke” (“Mononoke Hime”, reż. Hayao Miyazaki, 1997)
Prawdopodobnie najpopularniejsza animacja Studia. Być może jedna z najpopularniejszych animacji japońskich w ogóle. Ukochany film mojej młodszej siostry, która nieodmiennie deklaruje, że chce być jak San i biegać z wilkami.
Nigdy nie przepadałam za Mononoke, chociaż sądzę, że głównym ku temu powodem było właśnie to, że moja siostra wielbi tę animację nad życie. Dzisiaj nie mam problemu, żeby przyznać jej, że ma niezły gust w pewnych kwestiach i potrafi wybrać coś dobrego, ale jak człowiek jest młody, to zwykle i durny. Wciąż nie mogę znaleźć czasu, żeby poświęcić San jeszcze trochę czasu na kolejny seans, ale może kiedyś to nastąpi.
Tym, co w “Księżniczce Mononoke” olśniewa najbardziej, jest las – pełen mitycznych stworów, magii, ścierających się potężnych sił Natury. Święte miejsce, które dla kogoś wsłuchującego się w jego odgłosy i czującego jego rytm jest jak świątynia przyrody. Epicentrum świata, z którego pochodzi moc trzymająca wszystko w równowadze.
W tę przestrzeń sacrum wdziera się człowiek-barbarzyńca, niszczący wszystko, co stanie na jego drodze w imię zaspokajania swoich potrzeb. Co ciekawe – i znamienne dla tworów Miyazakiego – motywacja destruktora nie jest pozbawiona logiki. Jest bliska temu, co robimy my sami. Tu nie ma czerni i bieli – pani Eboshi nie chce zniszczyć lasu, żeby napawać się jego klęską (no, może troszkę), ale dla dobra swojego ludu. Człowiek wydziera naturze ziemię kawałek po kawałku, niszczy ją i tnie maszynami, ale robi to wszystko po to, żeby przetrwać. Żeby móc żyć spokojnie i bezpiecznie. Potępienie niesie dopiero metoda, droga, jaką wybierają mieszkańcy wioski: nie pertraktują, nie szukają pokojowych rozwiązań, potrafią jedynie kraść i zabijać.
Atak na las nie jest jednak tylko walką o nowe terytorium i o możliwość przeżycia: to także wojna ze mitycznym porządkiem rzeczy. Żeby zwycięstwo było pełne, umrzeć muszą bogowie starego świata: zbyt pradawni i zbyt obcy, żeby człowiek współczesny mógł oddawać im cześć. Jak to się skończy? Sprawdźcie sami. Studio Ghibli nie obiecuje szczęśliwego zakończenia.
