6. Blue Velvet (reż. David Lynch, 1986) – 7/10
“Blue Velvet” różni się znacząco od większości filmów Lyncha, chociaż trudno byłoby pomylić się przy zgadywaniu, kto stał tu za kamerą. Fani “Twin Peaks” docenią z pewnością obecność w obsadzie młodziutkiego Kyle’a MacLachlana, który jako pełen zapału Jeffrey Beaumont trafia za sprawą przypadkowego odkrycia na ślad mrocznej tajemnicy i dociera do krańców ludzkiej perwersji.
Ten brutalny i przesycony erotyką film to parada świetnych kreacji aktorskich: kompletnie obłąkany Dennis Hopper w roli gangstera Franka Bootha, niesamowity Dean Stockwell (Ben) i brawurowa Isabella Rossellini (Dorothy Vallens) nie pozwalają ani na moment wytchnienia, dając na ekranie popis umiejętności i tworząc postacie totalne, nieskończenie niezrozumiałe i przerażająco prawdziwe. Chociaż nie jestem fanką Rossellini i nigdy nie zrozumiem zachwytów na jej urodą, to trudno wyobrazić mi sobie kogokolwiek innego na jej miejscu, a groteskowa, niemal surrealistyczna scena z występem Bena rozwiała moje wszystkie wątpliwości odnośnie tego obrazu.
To nigdy nie będzie mój ulubiony film, ba – nie będzie to nawet mój ulubiony film Lyncha. Nie potrafię go jednak nie doceniać.





