
8. Fantastyka dla młodocianych
Na lata całe przed “Harrym Potterem” byłam wielką fanką jednorożców: Peter S. Beagle napisał bowiem dwie książki, które wpłynęło mocno na moją dziecięcą wyobraźnię i do których chętnie powracałam w wieku późniejszym. Niestety, dzisiaj niełatwo je kupić, co prowadzi do kolejnej smutnej konkluzji: jeśli coś jest stare, to niezależnie od tego, jak dobre było, może przepaść bez wieści. I to dlatego, że wbrew obiegowej opinii Harry Potter nie przyciągnął dzieci z powrotem do książek, a do tej jednej, konkretnej pozycji.
Jeśli lubicie jednorożce i magię, to lektura tych dwóch tytułów sprawi Wam frajdę także i dziś – zwłaszcza “Ostatni jednorożec”, który jest w moim przekonaniu niemalże klasyczną baśnią i nieodmiennie przypomina mi znacznie późniejszy “Gwiezdny pył” Neila Gaimana. Obydwie te książki stawiam prawie na równi pod względem jakości, przy czym wciąż uważam, że Beagle zrobił to nieco lepiej (mam w ogóle wrażenie, że “Gwiezdny pył” z Beagle’a czerpie dość bezczelnie, ale może to tylko złudzenie). Ta smutna, niejednoznaczna książka o poszukiwaniu i pogoni za marzeniem ma dziś taką samą moc, jak w dniu, kiedy została napisana.
“Fałdka czasu” zainteresuje z kolei tych, którzy nad smoki i księżniczki przedkładają podróże w czasie, Kosmosie oraz ogólnie science-fiction: czytając tę książkę w wieku szczenięcym nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, że zahacza o naprawdę interesujący problem, a sposób podróżowania tam opisany to w zasadzie klasyka gatunku. W skrócie – chodzi po prostu o zaginanie czasoprzestrzeni na wzór składanego kawałka materiału i przeskakiwanie nad zagięciem. Jasne? Jasne. Tym, co uderza w przypadku tej pozycji, jest jej mocno chrześcijański wydźwięk: po uniwersum pałętają się bowiem, z tego co pamiętam, anioły i sporo się tam mówi o siłach wyższych rządzących światem. Nie zrażajcie się jednak, jeśli planujecie swoje dziecię wychować na ateistę: żadna książka nie jest w stanie uczynić człowieka wierzącym. Jeśli natomiast wciąż nie jesteście pewni i nie chcecie ryzykować, poślijcie po prostu potomstwo do szkoły katolickiej. To właśnie stamtąd wychodzą najczęściej ludzie świadomie i głęboko niewierzący.