Wygrzebki #47: czips z marakui Łukasza Najdera, Jim Carrey i flamingi
"Mężczyzna imieniem Ove", czyli jak skutecznie popełnić samobójstwo

W tym roku obejrzałam póki co mało filmów. "Mało" to znaczy jakieś 50 sztuk od stycznia. Kiepski wynik, biorąc pod uwagę, że w roku ubiegłym naliczyłam 240 tytułów. Praktycznie w ogóle nie chodzę do kina, w zasadzie to opuściłam nawet festiwal filmowy i dopiero od niedawna się rehabilituję, spędzając długie godziny na streamie. Postanowiłam jednak, że w pierwszej kolejności nadrabiać będę polskie filmy i staram się to regularnie czynić: w ciągu ostatnich miesięcy sięgnęłam więc po głośne krajowe produkcje, których z jakiegoś powodu (głównie z tego, o którym pisałam ostatnio) nie odhaczyłam z listy od razu po premierze. Jeśli chcecie zaprzyjaźnić się bliżej z aktualnym polskim kinem, to zachęcam do pójścia w moje ślady!

Oglądajcie polskie filmy. Naprawdę warto.

8. Plac zabaw (reż. Bartosz M. Kowalski, 2016) – 8/10

„Plac zabaw” zebrał po premierze bardzo skrajne recenzje i to jest już na samym starcie świetny powód, żeby film obejrzeć jak najszybciej, o ile jeszcze tego nie zrobiliście. Fabularny debiut Bartosza Kowalskiego przeraża, przejmuje do głębi, na długo pozostaje w pamięci. Duża w tym zasługa młodych aktorów, którzy – pozbawieni jakiegokolwiek doświadczenia – wnieśli na plan pozbawioną pretensji naturalność i potężny ładunek emocjonalny. 

Przedstawiona tu historia jest prosta: film przedstawia jeden dzień z życia uczniów ostatniej klasy szkoły podstawowej, konkretnie zakończenie roku szkolnego. Jeszcze tylko uroczysta akademia i zaczną się letnie wakacje. Sielanka? Bynajmniej. Każde z dzieci przynosi ze sobą na szkolne podwórko bagaż życia rodzinnego i osobiste problemy, własne kompleksy, lęki i zahamowania. Kiedy wreszcie dojdzie do erupcji tych tłumionych uczuć, będzie ona fatalna w skutkach. 

Polskie filmy, które powinieneś nadrobić - Plac zabaw

Tyle że nie do końca o to tu chodzi. Oko kamery skupia się na trzech głównych bohaterach: wygadanym Szymku, zakochanej w nim Gabrysi oraz nieco wycofanym Czarku. To trio śledzimy od momentu przebudzenia i porannych ablucji: dzieci przygotowują się do wyjścia, ubierają się, żegnają z rodzicami. Każde z nich wychodzi z kompletnie różnego domu i tutaj można wykonać pierwszy duży ukłon w stronę reżysera: Kowalski nie sięga po łatwą w obsłudze społeczną patologię i rodzinną przemoc, która jednoznacznie ustawiłaby stosunek widza do młodocianych bohaterów. Co sprawiło, że pochodząca z dobrego, zamożnego domu Gabrysia będzie gotowa poświęcić tak wiele, żeby zdobyć uwagę kolegi z klasy? Czy Szymka można nazwać ofiarą i czy jego postawa wobec niepełnosprawnego ojca może być usprawiedliwiona ciężarem odpowiedzialności? Czy Czarek, najbliższy temu, co chciałoby się nazwać społecznym marginesem, jest zaniedbany i niekochany czy też po prostu ponosi konsekwencje dziedziczenia określonego modelu życia i  związanych z nim zachowań z pokolenia na pokolenie?

Kowalski, doświadczony dokumentalista, unika odpowiedzi i jednoznaczności. Tło, które odmalowuje, nie służy do tego, żeby usprawiedliwić bohaterów: to, czego dopuszczą się bowiem w finale tej opowieści, nie znajduje przecież żadnego usprawiedliwienia i nie może być wybaczone. Zatopione w bezczasie miasteczko, które może znajdować się gdziekolwiek w Polsce, tchnie marazmem i brakiem perspektyw. Żeby osiągnąć sukces, należy stąd uciec i nie chodzi już nawet o status finansowy, ale o wyrwanie się z obezwładniającego uczucia bezsensu. Śmiesznie brzmią tu frazesy o wielkich marzeniach i byciu tym, kim się zechce: bohaterowie Kowalskiego zdają się patrzeć widzowi wprost w oczy i mówić, że równe szanse to bzdura, że nie każdy może osiągnąć rzeczy wielkie. Że koniec końców żadne trudności losu nie są przeszkodą tak wielką jak konsekwentne – nawet jeśli nieświadome – podcinanie skrzydeł, złe wzorce i osuwanie się w apatię.

Polskie filmy, które powinieneś nadrobić - Plac zabaw

Finał tej opowieści wybrzmiewa mocno – dla niektórych nawet zbyt mocno: przeciwnicy zakończenia „Placu zabaw” zarzucają reżyserowi epatowanie okrucieństwem, mylą się jednak ogromnie. Ta długa, nakręcona na mastershocie scena, sfilmowana ze sporej odległości, nie miała być w zamierzeniu policzkiem w twarz odbiorcy, ale powolną torturą, w której największą rolę gra wyobraźnia. Nie da się odwrócić oczu od tego, co robią chłopcy, a naciskająca na przełyk kula dławi coraz bardziej z minutu na minutę. Nie da się podejść bliżej, zaspokoić ciekawości, interweniować: Kowalski każe widzowi przyglądać się z oddali i uświadamia, jakie są konsekwencje przymykania oczu na przemoc, której bywamy świadkami: podobnie jak klienci galerii, mijający obojętnie pozbawione opiekuna dzieci wałęsające się po alejkach centrum handlowego, tak i my jesteśmy tu odpowiedzialni za to, co się wydarzyło. Zakończenie „Placu zabaw” boli, wytrąca z równowagi, zmusza do opuszczenia strefy komfortu i spojrzenia na zło jako na wyraz obojętności wobec świata, braku osobiście wypracowanego systemu wartości. Przyjęta przez reżysera perspektywa, która rozdrażniła tak wielu odbiorców, stawia nas w dokładnie takiej pozycji, z jakiej najczęściej jest nam najwygodniej obserwować i komentować: biernego widza, oddzielonego szybką od wydarzeń krytyka, który z wygodnego miejsca przed monitorem lub z bezpiecznej odległości rzuca gromy na zepsucie współczesnego świata. Być może to własnie ten zawoalowany zarzut o bierność i hipokryzję wzbudził tak żywiołowy sprzeciw widzów? Być może wolimy myśleć, że w podobnej sytuacji zareagowalibyśmy, nie dopuścilibyśmy do tragedii już na wczesnym etapie, bylibyśmy w stanie poświęć własny psychiczny komfort w imię niesienia pomocy?

Polskie filmy, które powinieneś nadrobić - Plac zabaw

Pytanie, ilu z nas zarejestrowałoby w ogóle obecność pozbawionych opiekuna dzieci, zwróciłoby na nie uwagę w stopniu umożliwiającym późniejszą identyfikację, wyraziłoby jakiekolwiek zaniepokojenie. Czy może w imię tak modnego przecież pilnowania jedynie własnych spraw wolelibyśmy założyć wygodnie, że to przecież nie nasz problem? Czy mając świadomość, ile podobnych tragedii może odbywać się regularnie w zasięgu naszego wzroku i słuchu, nie powinniśmy być nieco bardziej powściągliwi w wydawaniu sądów i wyrażaniu swojego świętego oburzenia pod filmikami w sieci? Być może zostały nakręcone na podwórkach naszych kamienic, kiedy zapobiegawczo patrzyliśmy w inną stronę. 

Przypominają się słynne słowa Hannah Arendt o banalności zła: kat jest jedynie trybikiem w machinie, która – raz wprawiona w ruch – od pewnego momentu napędza się już sama. Żeby czuć skruchę, trzeba rozumieć istotę wyrządzonej przez siebie krzywdy, odebrać sobie prawo do usprawiedliwienia poprzez czynniki losowe i okoliczności. Czy Szymek i Czarek mogliby zrozumieć, jaką granicę przekroczyli, dlaczego dopuścili się niedopuszczalnego? Kowalski nie daje odpowiedzi. Zwraca jedynie uwagę na to, jak bezlitosnymi i surowymi zasadami rządzi się świat dzieci, jak fatalne w skutkach może być zaniedbanie rozwoju emocjonalnego dziecka i utrata kontroli nad kształtowaniem jego światopoglądu i moralności. Zwierzęce prawo silniejszego w połączeniu z jakże ludzką zdolnością do popełnienia zbrodni bez racjonalnego (w kontekście przetrwania) uzasadnienia to kombinacja przerażająca. 

Polskie filmy, które powinieneś nadrobić - Plac zabaw

Pod pewnymi względami „Plac zabaw” przeraża jeszcze bardzież niż kultowy już „Władca much”: zachowanie bohaterów Kowalskiego napędza nie pierwotny instynkt, ale nuda i znieczulenie, w jakiś sposób powiązane z filtrowaniem rzeczywistości przez ekran smartfona. Nie o demonizowanie narzędzia jednak tu chodzi: dzieci wyrządzają krzywdę swoim kolegom, bo… mogą, a ciężar winy rozkłada się po równo na wszystkich elementach, z których skonstruowany jest ich mikrokosmos. Gabrysia jest przecież na tyle duża, że powinna być już bardziej rozsądna, jak jednak ma czuć do siebie szacunek, kiedy nazywana jest „Grubcią” i nie za bardzo ma z kim porozmawiać w rodzinnym domu? Od 12-letnich Czarka i Szymka także można wymagać już umiejętności odróżenienia dobra i zła, czy jednak pozbawiona empatii teoria ma jakąkolwiek wartość w konfrontacji z prawdziwym życiem?

Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego w sieci regularnie znajdujecie doniesienia o dzieciakach, które podpalają jeże, znęcają się nad swoimi kolegami czy przekraczają granice obyczajowe, obejrzyjcie „Plac zabaw”. Być może Kowalski przekona Was, że o potworności zła świadczy to, że tak często popełniane jest przez ludzi, którzy niekoniecznie są źli z natury. 

Polskie filmy, które powinieneś nadrobić - Plac zabaw

Sprawujący opiekę artystyczną nad „Placem zabaw” Wojciech Smarzowski nazwał film ostrzeżeniem dla rodziców. Chociaż trudno się z nim w tej kwestii nie zgodzić, mądry obserwator odczuje tu ciężar odpowiedzialności złożony na barki nie tylko opiekunów, ale całego społeczeństwa.

 

TRAILER

„Plac zabaw” obejrzycie legalnie tutaj, a film na DVD możecie kupić tutaj

Wygrzebki #47: czips z marakui Łukasza Najdera, Jim Carrey i flamingi
"Mężczyzna imieniem Ove", czyli jak skutecznie popełnić samobójstwo