Przyjaźń czy kochanie? (Love & Friendship, reż. Whit Stillman, 2016) – 7/10
Nominacje: Nagroda Gotham (najlepsza aktorka, najlepszy scenariusz)
Najlepsze scenariusze piszą: życie oraz Jane Austen. Z tym że Jane Austen jednak lepsze. “Przyjaźń czy kochanie” to festiwal dobrej zabawy, świetne aktorstwo, lekka forma i dialogi, które kilkakrotnie doprowadziły mnie do łez. Ze śmiechu, oczywiście.

Kate Beckinsale czas się nie ima: moja ulubiona dyżurna wampirzyca (“Underworld”) i jej zoperowany nos (można porównać, jak wyglądała za młodu w “Wiele hałasu o nic”) wyglądają rewelacyjnie, jak przystało na klasyczną English rose. Nic dziwnego, że na lep powabów lady Susan Vernon łapią się wszyscy okoliczni mężczyźni, wliczając tych żonatych, jak lord Manwaring (Lochlann O’Mearáin), jak i nieopierzonych, naiwnych młokosów pokroju Reginalda DeCourcy (Xavier Samuel). Nasza wesoła wdówka łamie więc męskie serca w nadziei na ustrzelenie odpowiednio grubej ryby, której majątek pozwoliłby jej nie martwić się już o przyszłość swoją oraz jej nastoletniej córki Frederiki (Morfydd Clark). Nie zważając na atmosferę skandalu i nienajlepszą opinię w towarzystwie, lady Susan spiskuje ze swoją najlepszą przyjaciółką Alicią (Chloë Sevigny), unikając starannie spojrzeń surowego męża tej ostatniej (Stephen Fry).
Frank Underwood mógłby uczyć się od lady Susan, jak pogrywać sobie z ludźmi i zdobywać to, czego się chce. Beckinsale świetnie wypada, odgrywając intrygantkę o twarzy anioła: jest jak pełna wdzięku pajęczyca, która skrupulatnie zastawia sidła na grubego zwierza, umacniając okoliczne sieci tak, aby ten – raz złapany – nie mógł się już wymknąć. Chociaż niektórzy próbują dzielnie stawiać jej czoła, etykieta, dobre wychowanie oraz zahamowania natury moralnej nie pozwalają na przedsięwzięcie odpowiednich starań, aby dać lekcję panoszącej się kokietce. Gdy już-już wydaje się, że lady Susan przegrała bitwę o serce młodego Reginalda, ta finiszuje z wdziękiem, koniec końców stawiając na swoim.
W świecie Jane Austen to kobiety są siłą, która wprawia w ruch wydarzenia natury społecznej i to nierzadko one kierują krokami swoich potężnych mężów. Opowieści przewodzi, jak zawsze u tej pisarki, postać wyprzedzająca obyczaje własnych czasów, nieskrępowana gorsetem reguł i zakazów, szokująca w swoim lekceważeniu dla przyjętych norm obyczajowych. Lady Susan to kobieta silna, niezależna i inteligentna, która walczy ze światem taką bronią, jaką udało jej się złapać w dłoń. Bezwzględna i wyrachowana, nie cofa się przez nadużyciami i kłamstwami w celu zapewnienia sobie wygody. Bohaterka Beckinsale to istota tak wybornie zaadaptowana w otaczającej ją rzeczywistości, że jako jedyna dostrzega zasady działania mechanizmów i jest w stanie wykorzystać je do własnych celów. Określana przez wielu prekursorką feminizmu Austen nie traci po latach na aktualności: w jej świecie kobiety nie mają łatwego życia, nie posiadają też więc powodów, by dawać temu światu taryfę ulgową i karnie podporządkowywać się jego nakazom. Zbuntowane w taki czy inny sposob i dążące do niezależności, wiedzą dobrze, że oczekiwać mogą tylko tego, co same sobie wywalczą: pewne siebie i zdecydowane, wiedzą, co im się należy i nie wahają się po to sięgnąć. Daleko w tyle zostawiają te, które czekają biernie na uśmiechy losu.



