Midnight Special (reż. Jeff Nichols, 2016) – 4/10
Nominacje: Berlinale – Złoty Niedźwiedź (konkurs główny)
Sci-fi to trudny gatunek: pomimo zalewu dopieszczonych wizualnie blockbusterów niezwykle trudno znaleźć coś, co da się oglądać bez zażenowania. “Midnight Special” potwierdza, niestety, że niezależne produkcje wcale nie radzą sobie z tą materią lepiej.

Nichols zawodzi jako reżyser, co zaskakuje w kontekście bardzo sprawnie zrealizowanego “Loving”. Pojawiający się i tu Joel Edgerton znowu nie rozczarowuje, jednak nie ratuje całości: “Midnight Special” broni się, jak może, klimatem, jednak intrygujące otwarcie i atmosfera niepokoju nie rekompensują narracyjnego chaosu i pełnego dziur scenariusza. Pełno tu zbędnych scen, mnożących się ponad miarę pytań, na które odpowiedzi nie są znowu aż tak interesujące. Te uchybienia można by wybaczyć debiutantowi: tutaj o rozgrzeszenie jest o wiele trudniej.
Skromna i kameralna oprawa filmu działa na jego korzyść, wysuwając na pierwszy plan pytania natury egzystencjalnej i ludzkie dylematy, a nie aspekt fantastyczny. Niestety, seans pozostawidza widza całkowicie obojętnym, nie budząc żadnych emocji: Nichols jakby nie był do końca pewny, o co właściwie mu chodzi i co chciał tu przekazać. Efekt? Film-wydmuszka, zrobiony jedynie chyba po to, żeby być. Chociaż cieszy brak nachalnej ekspozycji i ufność w inteligencję widza, ambicje o zrobieniu filozoficznego sci-fi rozbijają się o twardą rzeczywistość: niekonsekwentny za kamerą reżyser brnie w banał. Finał, boleśnie dosłowny i zaprezentowany w niepotrzebnym zbliżeniu, rozwiewa nadzieję na kreatywne zakończenie: płomienna wiara, która miała chociaż pozory atrakcyjności, zamienia się w o wiele mniej interesującą wiedzę.
A mogło być tak pięknie.



