Konsultantka (Operator, reż. Logan Kibens, 2016) – 7,5/10
Jeśli lubicie “Her”, a do gustu przypadło Wam “Creative Control”, to koniecznie nadróbcie “Konsultantkę”: to w zasadzie ta sama tematyka, tyle że po raz kolejny ujęta w odmienny sposób. Tym razem bowiem nie dystopia, a realizm, scenariusz będący na wyciągnięcie ręki niemalże tu i teraz, realne problemy i ludzie, których być może mijacie na ulicy.

Joe i Emily mają udany związek, przynajmniej tak wydaje się na pierwszy rzut oka. Neurotyczny i zmagający się z atakami paniki Joe pracuje nad projektem automatycznej konsultantki do obsługi pacjentów centrum medycznego, energiczna i pełna empatii Emily na co dzień pracuje jako concierge w hotelu. Ich spokój zakłóca ostatecznie praca: Joe proponuje swojej żonie, aby użyczyła głosu programowi, tworząc tym samym idealnego rozmówcę, gotowego na udzielenie ze spokojem i cierpliwością wszystkich niezbędnych informacji oraz udzielenie pomocy. Niestety, tu właśnie rozpoczyna się szybki zjazd z równi pochyłej: mężczyzna oddala się od partnerki, zwracając się coraz częściej po pomoc do cyfrowej Emily i traktując tembr jej głosu jako remedium na wszystkie swoje dolegliwości. Po co komu w tej sytuacji jeszcze żona?
Dla Emily, silnej i opanowanej, sferą ekspresji staje się niezależny teatr. Dziewczyna coraz silniej odczuwa nie tylko oddalanie się męża, ale także presję, którą nakłada na nią związek z wymagającym, problematycznym partnerem, który momentami potrzebuje nie tyle żony, co opiekunki i terapeutki. Ile w tym miłości, a ile pełnego desperacji “potrzebuję cię” – o tym wiedzą tylko bohaterowie. Wszystko to, czego Emily nie jest w stanie – lub nie chce – wyrazić wprost, uchodzi z niej na scenie, gdzie w symboliczno–satyrycznej formie obnaża swoje uczucia przez widzami, dokonując wiwisekcji na żywym organizmie. Te sceny, odegrane bez zbędnej szarży, przenika szczerość; opowieść w opowieści wybrzmiewa z całą mocą, kiedy poprzez krótkie miniatury bohaterka krzyczy, wyzwalając kontrolowane i tłumione wcześniej napięcie.
“Konsultantka” wygrywa oszczędną formą i psychologiczną wiarygodnością: nietrudno uwierzyć w motywacje i zachowania bohaterów, ich reakcje są równie naturalne i uzasadnione co ich problemy. Kibens unika przesady i popadania w moralizatorski ton, nie próbuje demonizować narzędzi: podkreśla jedynie kruchość ludzkiej psychiki. Koniec końców udaje mu się sztuka niełatwa: bez ckliwości i zbędnego banału udowadnia, że potrzebujemy się nawzajem.



